Serialowo, s08e03
Serialowo, s08e03

Serialowo, s08e03

Co zrobić, gdy nie chce ci się pisać żadnej recenzji ani za bardzo nie masz pomysłu, o czym by tu pisać (albo masz, ale też ci się nie chce)? Pisz Serialowo (najlepiej Serialowo, s08e03 :P) albo Prevuesy. #PotwierdzoneInfo

Serialowo, s08e03

 

American Crime Story: The People vs O.J. Simpson, s01e01

Sam nie wiem, jakie oczekiwania miałem wobec American Crime Story, ale chyba dość przyzwoite. Nic z gatunku: nie mogę się doczekać!, ale raczej na pewno: zapowiada się niezły serial. Prawdziwe kryminalne historie ostatnio są w telewizji bardzo na propsie, a przecież historia O.J. Simpsona i zabójstwa jego byłej żony i kochanka to Kryminalna Historia prawie numer jeden. Sława, pieniądze, namiętności, wielki świat celebrytów, ojciec samej Kim Kardashian w jednej z ról głównych oraz jej dziewczęcy pokoik, w którym można podglądać, w kim mała Kim :) kochała się w dzieciństwie. Wymarzony temat na emocjonującą serialową opowieść w kilku odcinkach. A jeszcze dorzucając do tego sprawnych scenarzystów – duet Scott Alexander, Larry Karaszewski, którzy na swoim koncie mają już filmy m.in. o Edzie Woodzie, Larrym Flincie czy Andym Kaufmanie – obeznany w telewizji jeszcze jeden duet serialowych wymiataczy producencko-reżyserskich – Ryan Murphy i Ryan Falchuk od Nip/Tuck, Glee i American Horror Story – i obsadę, obok której nie da się przejść obojętnie – John Travolta, Cuba Gooding Jr., Selma Blair, David Schwimmer – no wszystko wskazuje na wielki hit.

A jednak pilotowy odcinek mnie nie przekonał. Być może dlatego, że nie byłem podczas seansu w najlepszym humorze i trochę rozkojarzony, a może dlatego, że lektor z FOX-a mi zupełnie nie wchodzi – ale mnie nie przekonał. Mądrzejszy będę po drugim odcinku, bo mam nadzieję obejrzeć go już wystarczająco uważnie i może z napisami, jeśli jest taka możliwość, wtedy wyeliminuję wszystkie czynniki, które mogły wpłynąć na moją taką sobie reakcję na pilota. Tak czy siak, jak na razie obowiązującą opinią Q o serialu American Crime Story jest opinia taka, że choć świetnie zrealizowany to zbyt wolno się rozkręcający i nie potrafiący utrzymać widza na krawędzi fotela tak, żeby odcinek się skończył, a widz pomyślał: przecież dopiero 15 minut odcinka! No i nie wiem, czy nie lepszym wyborem na O.J. Simpsona nie byłby jakiś mniej znany aktor. Cuba za bardzo mi się z Cubą Goodingiem Jrem kojarzy.

Angie Tribeca, 1×01

Zaskoczenie, co?

Ciężkie jest życie sierot po Police Squadach i Nagich broniach. W ogóle ciężkie jest życie sierot po absurdalnym humorze z gatunku Czacha dymi itepe. Angie Tribeca próbuje zasypać tę dziurę, jaka powstała na tym polu, ale udaje jej się to tylko trochę. No ale przynajmniej się stara. Bohaterką serialu jest policjantka, która prowadzi różne sprawy. Cóż za oryginalność! Pewnego dnia dostaje nowego partnera i już może prowadzić te różne sprawy w towarzystwie, choć bardzo tego nie chce. No ale szef krzyczy, że musi, więc prowadzi. Cóż za oryginalność!

No ale nie o oryginalny pomysł na fabułę tu chodzi, ale na sposób, w jaki to wszystko jest opowiedziane. A sposób to znany z produkcji tria ZAZ, czyli mocno absurdalny. No charakterystyczny, lepiej niż „humor a’la trio ZAZ” nie da się go opisać.

Powiem tak, dwadzieścia minut odcinka prosto przetrwać i jako chwilowy odmóżdżacz od tego, co właśnie robicie się nada. Jak nie zapomnę, to obejrzę dalej, bo te 20 minut naprawdę łatwo znaleźć, nie wiem, choćby w wannie czy co tam lubicie robić, żeby nic nie robić. Ale ostrzegam, przeważają tu żarty na żenującym poziomie lub takie, których pointę łatwo odgadniecie zanim się pojawi. To czemu oglądać? Bo wśród tych plew znajduje się trochę ziarna, które przyjąłem autentycznie szczerym śmiechem. „Przecież nie zrobiłbym niczego nierozważnego” mówi jeden z bohaterów i idzie grzebać widelcem w tosterze. Albo wybitne śledztwo z początku pierwszego odcinka, gdy Angie przybywa na miejsce zbrodni, a tam już czeka laska z ichniego CSI.
– Co my tu mamy?
– Wyjątkowo paskudna sprawa. Starsza pani, lat około 90-100. Znaleźliśmy ją leżącą pośród siatek z zakupami.
– Co się stało?
– Albo została zastrzelona, albo ktoś udusił ją poduszką. Będę wiedziała na pewno, gdy zabiorę ją do laboratorium i zrobię sekcję.
No dobra, bez obrazka to nie jest takie zabawne :).

The 100, s03e03

No! Ucieszył mnie powrót jednego z moich ulubionych aktualnie seriali i na tle innych propozycji rozrywkowych rzeczywiście pozamiatał konkurencję pierwszymi dwoma odcinkami, ale nie wszystko było w nich godne pochwał. Mimo świetnie prezentującego się na ekranie opancerzonego wozu itp., fabuła początku trzeciego sezonu była jakaś taka zbyt chaotyczna i poszatkowana. Jakby nie było pomysłu na prowadzenie serialu dalej i przerzucano się pomysłami a nuż któryś z nich wypali. Nie pisałem o tym w nadziei, że sytuacja szybko się unormuje i bach, sytuacja szybko się unormowała.

Trzeci odcinek jest już świetny pod większością względów, a zresztą nie może być źle, gdy zaczyna się od Clarke każącej Leksie spieprzać (a właśnie, miałem sprawdzić, bo przysiągłbym, że słyszałem „go fuck yourself”; w serialu CW?! – po sprawdzeniu wyszło, że oczywiście nie było faka, ale łatwo się nabrać), a potem krwawej mokrej plany z jednego z bohaterów. Dalej poszło szybciorem. The 100 wrócił do charakterystycznej dla siebie wartkiej akcji bez przestojów okraszonej możliwie jak największą przemocą jak na serial dla młodzieży bądź co bądź. Choć może to już dawno krzywdząca łatka jest? Raczej tak. W końcu co chwila ktoś tu ginie, wybucha, krwawi i naprawdę praktycznie nikt nie może być pewny tego, że dożyje do następnego odcinka. Plus świetnie to wszystko jest zrealizowane, hen ponad poziom podobnych telewizyjnych produkcji.

Osobiście nie przeszkadza mi też, że całkowicie w 3×03 olany został watek Jahy, bo jakoś nie przepadam za tym matriksowo-filozoficznym wątkiem. Wzięliby i nacisnęli nuklearny guzik zamiast o tym gadać.

Fargo, s2

Przy okazji Fargo popełniłem dwa błędy. Pierwszy taki, że olałem sezon numer jeden po pierwszym odcinku i z tego powodu nie oglądałem też sezonu drugiego. A drugi taki, że gdy w końcu obejrzałem s2 do końca to od razu nie podzieliłem się wrażeniami z seansu. Bo teraz to już minęło sporo czasu i owe wrażenia lekko zatarły się w pamięci, a co za tym idzie mogę jedynie podrzucić parę ogólników.

Zatem drugi sezon Fargo to najlepszy serialowy sezon, jaki mogliśmy w ostatnich miesiącach oglądać na ekranach. Moim skromnym zdaniem żadna serialowa produkcja nie zbliżyła się nawet poziomem do tego poziomu, jaki prezentuje s2 Fargo (pierwszego sezonu wciąż nie obejrzałem, ale co się odwlecze to raczej nie uciecze; wszystkiego na raz oglądać się nie da). To serial przemyślany, świetnie zrealizowany (nie wiadomo czy to jeszcze serial czy może już film), przewrotny, krwawy i brutalny jak trzeba. Trudno mi sobie wyobrazić, że dałoby się to zrobić lepiej. A czy dałoby się zrobić w ogóle lepszy serial? No pewnie, aż tak super to nie jest. Trzeba tylko jakąś superoryginalną, wciągającą historię pełną niespodziewanych twistów wymyślić i już. Błahostka :). Bo co by nie mówić o Fargo s2, to fabularnie nie ma tu niczego nowego. Jedna mafia chce przejąć interesy drugiej mafii, wzorem pierdołowatego handlarza samochodów z filmu i z s1 we wszystko zostaje wmieszane poczciwe małżeństwo, a nad wszystkim czuwa gospodarz domu, czyli prawy trooper stanowy z doświadczeniem zdobytym w Wietnamie. I już, wystarczy do znakomitego serialu.

Rzucając pobieżnie okiem na opinie o serialu da się zauważyć, że niektórzy widzowie hejtują wątek UFO i rzeczywiście mogą być ku temu powody (serial poradziłby sobie bez niego), aczkolwiek mnie ono – to UFO – zupełnie nie przeszkadzało, a kto bardzo chce ten z łatwością sobie tę metaforę wytłumaczy w ten czy inny sposób (ale jaka metafora! przecież podobno w 1979 roku, kiedy dzieje się akcja serialu, nad Minnesotą zauważono wzmożenie takich fenomenów!). Drugim zarzutem jest niechęć do rzekomo marnego finału. A tego już nie rozumiem, choć w sumie jeśli ktoś spodziewał się nie wiadomo czego po wybuchowym odcinku przedostatnim, to rzeczywiście mógł się czuć zawiedziony. Ale sam sobie jest temu winien, a nie serial! Sytuacja bliźniaczo podobna do tej z finałem pierwszego sezonu True Detective. Według mnie spokojny finał był całkiem w porządku (szczególnie wątek koleżki posadzonego za biurkiem, który z tego co widziałem mało komu się podoba) i przewrotny niczym cała reszta. Nie wszystko musi się kończyć rozpierduchą.

The Flash, 2×11-12

Dorzucam Flasha tylko po to, żeby napisać, że nie widziałem wciąż dwóch ostatnich odcinków, a to oznacza dość sporą zapaść w moich oczach w stosunku do ulubionego przeze mnie komiksowego serialu. Jakoś nie mogę się zebrać po nudnym powrocie po przerwie zimowej i na razie nic nie wskazuje na to, że w najbliższych dniach ruszę dalej.

Ale będzie miło, gdy napiszecie, że dwa ostatnie odcinki były dobre, to wtedy łatwiej będzie mi podgonić i jechać dalej.

Better Call Saul, do 1×04

Przeprosiłem się z Saulem dzięki Netfliksowi i dość szybko nadrabiam tę zaległość zakończoną za pierwszym razie na pilocie, który jakoś wielce mnie do siebie nie przekonał. Może za mało czasu minęło od zakończenia Breaking Bad, a może po prostu nigdy nie lubiłem Saula Goodmana i z nie za dużym zadowoleniem przyjmowałem info, że zrobią o nim cały serial.

Za drugim podejściem poszło już o wiele lepiej i zakończenie pierwszego sezonu jest już tylko kwestią czasu. I dobrze, bo niedługo drugi sezon, więc będzie co oglądać i znów o parę seriali odłoży się w czasie to słynne: dziś już nie ma dobrych seriali jak kiedyś. Złote lata minęly dawno, ale wciąż jest na co popatrzeć.

Saula ogląda się wartko szczególnie gdy główny bohater załatwia jakieś sprawy albo kłóci się z Mike’iem. Wtedy Better Call Saul jest najciekawszy. Jak dla mnie to Saul mógłby nie wychodzić z sali sądowej i tylko rozgrywać jakieś sądowe potyczki o rózne pierdoły. Mniej przekonuje mnie wyglądający na wątek główny motyw koleżki, kóry ukradł półtora miliona dolarów, a prawie w ogóle nie przekonuje mnie wątek paranoicznego brata. Według mnie mogliby go sobie darować.

Tak czy siak Vince Gilligan i spółka bardzo dobrze ograli rozwój postaci, jaką w Breaking Bad będzie tytułowy Saul.

Odpowiedź

  1. Fargo S02 bardzo fajny, ale nie świetny, bo wątek UFO go popsuł. Tak czy siak nawet jakby UFO nie było, to pierwszy sezon byłby nieco lepszy.

Skomentuj

Twój adres mailowy nie zostanie opublikowany. Niezbędne pola zostały zaznaczone o taką gwiazdką: *

*

Quentin

Quentin
Jestem Quentin. Filmowego bloga piszę nieprzerwanie od 2004 roku (kto da więcej?). Wcześniej na Blox.pl, teraz u siebie. Reszta nieistotna - to nie portal randkowy. Ale, jeśli już koniecznie musicie wiedzieć, to tak, jestem zajebisty.