Filmowe premiery weekendu 25-27-09-2015
"Taboret mi lepiej wyszedł" niż ten kolaż.

Poszedłbym, odc. 90

Dzisiaj bez wstępu. A jednak nie.

Sicario (2015) Poszedłbym 

Normalnie byłbym podekscytowany tym, że w końcu do kin wchodzi ten film Denisa Villeneuve’a, bo trochę na niego czekałem. Ale że, jak wiecie, udało mi się załapać na pokaz przedpremierowy, to trudno o podekscytowanie. A przecież nie będę się ekscytował za Was.

A trochę jest czym, bo Sicario to kawał filmu zrealizowanego tak pięknie, że koniecznie trzeba wybrać się na niego do kina. Dawno już nie było tak kompletnej audiowizualnie produkcji. Jeśli jest się czego czepiać to fabuły, która ma swoje słabe strony, ale to już odsyłam ponownie do RECENZJI.

Jeśli zaś nie chcecie jej czytać, bo nie, to powtórzę, że do kina iść warto, bo to prawdopodobnie najlepszy film, jaki do naszych kin trafił we wrześniu.

Król życia (2015) Poszedłbym 

No i proszę, w Polsce też zdarzają się takie historie, że za swój debiut reżyserski biorą się uznani operatorzy (Janusza Kamińskiego nie liczę; tych, którzy ewentualnie mi umknęli udam, że nie było). W tym przypadku Jerzy Zieliński, który na planach polskich, a przede wszystkim zagranicznych filmów biega z kamerą już od czterdziestu lat. Czy to wystarczyło, żeby uznać, że najwyższy czas na reżyserię?

Zwiastun jest przyjemny. Ni mniej ni więcej tylko właśnie przyjemny. Nie masz ochoty walnąć butem w ekran, żeby się wyłączył, ale też do kina nie wybiegasz sekundę po jego zakończeniu. Widać tu inspirację przynajmniej zylionem filmów od Dnia świra po American Beauty, a przekaz tej historyjki jest banalnie prosty. Życie ucieka, nie trać czasu ble ble, zacznij żyć. Korpo kontra real, żeby nie szukać zbyt skomplikowanych paralel.

No ale czasem potrzeba do szczęścia takich luźnych filmów, więc skoro zwiastun zostawia po sobie lepsze wrażenie niż zwiastun Żyć nie umierać, to niech już będzie to zielone światło. W dużej mierze ten Poszedłbym także dla mojego ulubieńca Dżefreja. Stary, mam dla ciebie nowy Basket!

Pilecki (2015) Nie poszedłbym 

Przykro to pisać, ale historia rotmistrza Pileckiego zasługuje na coś więcej niż ten telewizyjny teatr, który wygląda fatalnie. Nie ma żadnych innych powodów do wyświetlania go w kinie niż, no cóż, żerowanie na prawdziwym bohaterze. I nie kupuję tłumaczeń typu: niech młodzież się dowie, my też mamy swoich bohaterów itd., bo naprawdę, tak słabą produkcją ani młodzieży nie uświadomimy, ani bohatera nie uczcimy.

I nie interesują mnie też teksty typu: rząd nie dał ani grosza, PISF nie dał ani grosza, wszystko własnymi rencyma i portfelyma. Gniot jest gniotem, niezależnie od tematyki. Lepszy taki niż żaden to też nie argument.

45 lat [45 Years] (2015) Nie poszedłbym 

Typowy film, przy którym słabo dawać Nieposzedłbyma, ale Poszedłbyma też nie ma co, bo to nie film do kina. A przynajmniej nie dla mnie. Zapewne doskonale sprawdzi się na TVP Kulturze albo na Dwójce we wtorek o 22.30. Ewentualnie na festiwalu filmowym, gdzie zupełnie inaczej ogląda się takie kino. Ale w normalnej dystrybucji zobaczy go z 15 tysięcy widzów i tyle. Zawiedzeni nie będą, ale jednak nie wszystko trzeba oglądać w kinie. Takie jest moje zdanie.

Przygotowania obchodów czterdziestej piątej rocznicy małżeństwa Kate i Geoffa zakłóca wiadomość o dawnej kochance mężczyzny. (Opis dystr.)

W piwnicy [Im Keller] (2014) Poszedłbym 

Można chyba zaryzykować stwierdzenie, że wiadomo, co zainspirowało austriackiego reżysera Ulricha Seidla do nakręcenia tego filmu…

Znowu miałem władować Nieposzedłbyma i odesłać film do emisji na TLC albo w Polsacie Cafe, ale tak oglądałem i oglądałem i teraz myślę, że W piwnicy zasługuje na większą uwagę. Nie jest to dokument z gatunku tych co lubię (normalne lubię), ale w te dwie i pół minuty mnie kupił i chętnie obejrzałbym całość. A jako że nie wiadomo co oni tam po niemiecku szprechają w zwiastunie to:

Dokument przedstawia różne zajęcia, których lokatorzy budynku podejmują się w swoich piwnicach. (Opis dystr.)

Noc Walpurgi (2015) Poszedłbym 

Lubię Małgorzatę Zajączkowską #MałoZnanyFakt

No trzeba przyznać, że ciekawie to wygląda. Jest i pomysł i ciekawe wykonanie, czyli wszystko co potrzebne filmowi, żeby był udany. No i ma szczęście, że nie lubię Wenus w futrze, na którego zrzynkę homaż wygląda, bo może tym razem taka historia podejdzie mi lepiej.

Oczywiście lepiej, gdyby w ogóle Wenus w futrze nie przypominał, ale nie można mieć wszystkiego.

Cierpienia młodego Edoardo [Short Skin] (2014) Nie poszedłbym 

Ale z ciekawością obejrzę kiedyś w domu. To właśnie ten gatunek filmu, film domowy.

Pełno tu różnych tropów od American Pie przez Garden State (nigdy nie wiem, jak nazwać ten specyficzny rodzaj kina rozpoznawalny najlepiej po muzyce, więc mówię o nim kino a’la Garden State) po Sekretny dziennik Adriana Mole’a lat 13 i 3/4. Połączone w całość mogą dać dobre kino, o ile za bardzo nie będzie to wszystko balansować na granicy zbyt ciężkiego żartu.

A że ostatecznie każdy kiedyś cierpiał na dojrzewanie, to grono odbiorców tego filmu wcale nie jest takie ograniczone.

Wołanie (2014) Nie poszedłbym 

Powiem tak: to już jest szczyt hipsterstwa, żeby film wchodził do kin (pięciu studyjnych na krzyż pewnie) i żeby jego zwiastuna nie można było znaleźć na jutubie.

Znalazł się na Vimeo, ale wklejał go nie będę, bo i tak nic nie wnosi do sprawy. Wyje baba, płynie rzeka, a potem jakiś małolat patrzy w dal. Koniec zwiastuna.

Już więc chyba rozumiecie, dlaczego Nieposzedłbym.

2 odpowiedzi

  1. A propos „Wołania” opis na Filmwebie rozbraja na lopatki:

    Długie, statyczne ujęcia ukazują, zdawałoby się, zwyczajną wakacyjną wędrówkę. Wszechogarniająca przyroda, w której dominuje obraz płynącej rzeki, wnosi coraz bardziej wyczuwalne, choć trudne do uzasadnienia napięcie. Kiedy zagrożenie staje się realne i konkretne, chłopiec zdaje się być na nie przygotowany, jednak nic nie będzie już dla niego takie, jakie było przedtem.

    Nic tylko szukac tego jednego z pieciu kin studyjnych 😉

  2. Quentin

    Z opisu wynika, że w zwiastunie – co teraz bardzo częste – pokazali cały film :).

Skomentuj

Twój adres mailowy nie zostanie opublikowany. Niezbędne pola zostały zaznaczone o taką gwiazdką: *

*

Quentin

Quentin
Jestem Quentin. Filmowego bloga piszę nieprzerwanie od 2004 roku (kto da więcej?). Wcześniej na Blox.pl, teraz u siebie. Reszta nieistotna - to nie portal randkowy. Ale, jeśli już koniecznie musicie wiedzieć, to tak, jestem zajebisty.