Wdrożenie i opieka: MimasTech
Szokujące newsy!
Tomasz Kot w filmie Żyć nie umierać.
- No!

Poszedłbym, odc. 86

Nie miałem już czasu, byłem na urlopie, nie było mnie przy kompie i ch mnie strzelał, że się wkopałem w coś, co trzeba dziobać tydzień po tygodniu. A mimo to regularnie co piątek (czasem w czwartek) były kolejne Poszedłbymy. Od poniedziałku jestem coraz bardziej chory i być może dopiero ta choroba sprawi, że w tym tygodniu sobie odpuszczę, bo ledwo przy kompie siedzę. Ale jeszcze walczę

Żyć nie umierać (2015) Poszedłbym 

W Stanach wygląda to tak, że jeśli pomimo wielu świetnych ról nie dostajesz Oscara, to wtedy podwajasz swoje szanse na niego i występujesz w roli kogoś śmiertelnie chorego. Śmiertelna choroba zawsze dobrze robi na Oscara. No ale nie jesteśmy w Stanach tylko w Polsce, więc takiej hipokryzji nie można zarzucać Tomaszowi Kotowi. To raczej chęć wykorzystania swojego niewątpliwego talentu w czymś, co otwiera furtkę do kolejnego aktorskiego popisu. A takich rzeczy w polskim kinie za wiele nie ma. Nie ma więc też co wybrzydzać.

Dlatego, choć zwiastun Żyć nie umierać wygląda przeciętnie i na kino spod znaku TVN-u, dla Kota chyba warto rzucić okiem na cały film. Na pewno nie zawiedzie (Kot), na pewno rozbawi (Kot), na pewno wzruszy (Kot), a samo to wystarczy, żeby czasu w kinie nie zmarnować. Z drugiej strony Żyć nie umierać najpradopodobniej jest filmem, który do tematu umierania i radzenia sobie z nim NIE WNOSI niczego nowego, niezależnie od tego, co mówią o nim twórcy w promocyjnych wywiadach. Na szalach wagi mamy więc to czy wystarczy nam dobra aktorska kreacja oraz to czy od kreacji wolelibyśmy jednak niezapomniany film. Zwykle taki dylemat zatrzymuje się na 7/10.

Hitman: Agent 47 (2015) Nie poszedłbym 

Nigdy nie grałem w Hitmana, więc w moim przypadku odpada argument sentymentu do gry. Frienda lubię w Homelandzie, ale jako łysy zabójca wygląda niedorzecznie, jakby to jakaś parodia kina akcji była. A najwyraźniej nie jest.

I sporo wskazuje na to, że to główny problem tego filmu, który od razu wyglądałby lepiej, gdyby w roli głównej obsadzić np. Vina Diesela. Bo zwiastun obiecuje, że będzie się wiele działo (że bez sensu to dla mnie drugorzędne w takich filmach) i chyba nawet krew gdzieś mi mignęła. Tylko szkoda, że te wszystkie akcje takie nieprawdopodobne, bo w moich oczach osłabia to wartość filmu i już męczy. Nie mówiąc o tym, że z tego co czytam tu i tam nijak ma się to do growego pierwowzoru.

We Are Your Friends (2015) Poszedłbym 

Mam to szczęście (?), że nie mam nic przeciwko Zacowi Efronowi. Niektórzy tak już mają, że uprzedzą się do aktora (?) i choćby zagrał oscarowo będą marudzić, że to ten sam koleżka z musicalu dla małolatów. Chłopczyna ze starannie ułożonymi włoskami i sześciopakiem rzeźbionym na sali gimnastycznej tuż obok szkoły aktorskiej. Ja tak nie mam, Efron już dawno jest całkiem w porządku.

Podobnie całkiem w porządku wygląda We Are Your Friends. Najwyraźniej udało mu się uniknąć looku filmu dla plastikowej młodzieży i choć o niej właśnie opowiada, to wygląda bardziej jak rasowe kino obyczajowe. Skojarzenia z 8 Milą wydają się tu być na miejscu, choć nie mam wątpliwości, że film z Eminemem swoim brudem, syfem i beznadziejnością jest bez dwóch zdań lepszy. Ale i tej opowiastki bym spróbował. Choć może jednak już w domu, bo do kina to za głośne dla mnie te bity.

Love (2015) Nie poszedłbym 

Porno innym nazwane imieniem pachnie tak samo – William Szekspir.

Nie jest to pierwsza próba wprowadzenia pornografii na salony i zamaskowania jej kinem artystycznym. Dość powiedzieć, że sławetne Głębokie gardło fruwało po kinach Nowego Jorku na legalu i zbierało modną widownię od Andy’ego Warhola (sam eksperymentował z tematem, żeby wspomnieć tylko jego Blow Job) po wyfiokowane damy w futrach. Wtedy jeszcze wyświetlane o północy w ramach tzw. midnight movies nie ukrywało, że jest zwykłą pornografią. Ot szczęśliwie trafiło na salony, ale szybko z nich zniknęło.

A potem przyszli Francuzi i wprowadzili do kin serię arystycznych pornosów pokroju Gwałtu [Baise Moi]. Zaraz za nimi do kin trafiły Intymność i 9 Songs, ale okazało się, że nawet artystyczne porno dalej pozostaje porno (pornem? :P) i większej kariery poza chwilową anomalią na dużym ekranie nie zrobi. Podobnie zakończy się zapewne historia Love Gaspara Noego, a porno wciąż najlepiej będzie oglądać na Pornhubie.

1001 gramów [1001 Grams] (2014) Poszedłbym 

Norweska pani naukowiec przyjeżdża do Paryża na konferencję dotyczącą faktycznej wagi 1kg. Podróż dostarczy jej wiele więcej informacji o niej samej, niż mogłaby przypuszczać. (Opis dystr.)

Hehe, już za samą tematykę filmu daję zielone światło :). Lubię takie niebanalne rzeczy, jak certolenie się ze wzorcem kilograma, nawet jeśli wyrzucając to z filmu nie zostanie wiele ciekawego.

Ale najbardziej to obejrzałbym film o sensie tłoczenia monet jednogroszowych, który na logikę na pewno kosztuje więcej niż realna wartość gotowych monet.

Odpowiedź

  1. Myślę, że nawet pomimo obsady w nowym Hitmanie to film i tak się sprzeda.
    Motyw tajnego agenta/zabójcy zawsze znajdzie swoich wielbicieli i chociażby z uwagi na grę przyciągnie garstkę fanów dzięki, którym na filmie zarobią.
    Czy będzie warty oglądnięcia? Jak się wyłączy myślenie i przymruży lekko oczy to ten jeden raz film można by obejrzeć.

Skomentuj

Twój adres mailowy nie zostanie opublikowany. Niezbędne pola zostały zaznaczone o taką gwiazdką: *

*

Quentin

Quentin
Jestem Quentin. Filmowego bloga piszę nieprzerwanie od 2004 roku (kto da więcej?). Wcześniej na Blox.pl, teraz u siebie. Reszta nieistotna - to nie portal randkowy. Ale, jeśli już koniecznie musicie wiedzieć, to tak, jestem zajebisty.