Piksele, Taśmy Watykanu, Klucz do wieczności, W rytmie marzeń
Pixels (2015), reż. Chris Columbus

Poszedłbym, odc. 81

Ze zdziwieniem wpadają mi w oko przewidywania na temat Pikseli. Że będą kiepskie, bo Adam Sandler itd. OoooKeeeej, aż chciałoby się zapytać: co ci ludzie biorą?

Piksele [Pixels] (2015) Poszedłbym 

O amerykańskim kinie można się sprzeczać godzinami, dniami i tygodniami, ale jednemu nikt nie jest w stanie zaprzeczyć: Hollywood potrafi przenieść na ekran wszystko. Z różnym skutkiem, oczywiście, ale nie myli się tylko ten, co nic nie robi. Dzięki temu doczekaliśmy się m.in. ekranizacji gry w statki, czy po prostu klocków LEGO. A teraz doczekaliśmy się też Pac-Mana na dużym ekranie. Z kolegami. I, co nieprawdopodobne, wygląda to tak, że ma sens i chce się to oglądać! Tylko w Hollywood.

Nie zaprzeczę, wiążę z Pikselami duże nadzieje. To prawda, jest Adam Sandler słabym punktem całego przedsięwzięcia, ale przecież już kilka razy udowodnił, że potrafi zagrać w świetnym filmie. Nie ma więc co patrzeć na to, że pozostałe jego filmy były w większości mega kaszankami, bo gdyby był całkiem przeklęty, to w jego filmografii nie byłoby 50 pierwszych randek czy Spanglish. A są. I liczę na to, że Piksele też będą przedsięwzięciem udanym. Przekonuje mnie do tego świetny zwiastun napakowany postaciami z klasycznych gier, które u osób pamiętających „tamte czasy” muszą wywołać miłe wspomnienie.

Przed wypadem na Piksele warto sobie przypomnieć (lub obejrzeć, jeśli ktoś nie widział) The King of Kong (10/10), który będzie świetnym wprowadzeniem do tematu. Ciekaw jestem, jak wypadnie Peter Dinklage w roli Billy’ego Mitchella :).

Klucz do wieczności [Self/less] (2015) Nie poszedłbym 

Marzenie o nieśmiertelności towarzyszy ludzkości prawdopodobnie od zarania dziejów. Trudno się więc dziwić, że temat wiecznego życia zainteresował też kino, które podejmowało go już tyle razy, że… chyba wystarczy. A przynajmniej do czasu jakiegoś przełomu w tej kwestii.

Inaczej uważają twórcy Klucza do wieczności, którzy po raz kolejny postanowili uraczyć nas opowieścią o miliarderze mogącym kupić wszystko, tylko nie mogącym przekupić śmierci. Damien (w tej roli Ben Kingsley oraz Ryan Reynolds) nie poddaje się jednak i gdy pojawia się okazja, postanawia zaryzykować i „przetransportować” w nowe ciało. A przecież, gdyby obejrzał te ww. filmy o jego poprzednikach, wiedziałby, że to się zawsze źle kończy.

Jeśli chcielibyście wybrać się do kina na Klucz do wieczności, to myślę, że będzie to stratą czasu. A jeśli byście chcieli oszukać śmierć, to póki co sugeruję drogę Walta Disneya i zamrożenie się w oczekiwaniu na lepsze czasy.

Taśmy Watykanu [The Vatican Tapes] (2015) Nie poszedłbym 

Nie pisałem tu chyba jeszcze o tym, a jeśli tak to na pewno nie więcej niż raz – nie ufam filmom, które mają zwiastuny z przygotowanymi polskojęzycznymi wstawkami. Nie chodzi mi o napisy tylko o te śródplansze z „Już w 2015 roku” albo „Zesrałem się ze strachu! – Peter Novak, Los Angeles Times”. Kiedy widzę takie w zwiastunie to momentalnie zapala mi się ostrzegawcza lampka. Oho, mieli czas, żeby takie wstawić, pewnie coś kombinowali, nie spieszyli się, bo wiedzieli, że wyszła im kiszka itp. Przeważnie mam rację olewając takie filmy.

Napisy napisami, ale cały zwiastun też nie zachęca. Przypominający telewizyjną produkcję film będzie nas pewnie przekonywał, że to na faktach, że twórcy dotarli do tajemnic Watykanu i okazało się, że są przerażające! Bo samo „nadejdzie Antychryst” działa dużo słabiej niż: „Watykan ma pewność – nadejdzie Antychryst! #PotwierdzoneInfo”.

Bullshit.

W rytmie marzeń [Als wir träumten] (2015) Poszedłbym 

Lubię punkowe opowieści z okresu zmian ustrojowych. Czy to polskie Wszystko co kocham, czy czeskie Don’t Stop. Głównie dlatego, że opowiadają o czasach, które pamiętam i choć nigdy nie byłem punkiem (najbliżej chyba wtedy, gdy przegrywałem pierwszą kasetę Big Cyca) to zawsze z nostalgią mi się je ogląda. I przyjemnością.

Tym razem kolej na opowieść ze złej strony zburzonego Muru Berlińskiego. Nie ma punków, ale są skini, muzyka i pierwsze przyjaźni, miłości. Jeśli ktoś lubi takie klimaty, to powinien być zadowolony. Szczególnie że wielkiej różnicy między po-PRL-em, a po-NRD-eem być nie powinno.

PS. Tak, wiem co pisałem, nie lubię zwiastunów z polskimi planszami. Ale to inny przypadek. Europejskie kino, które dociera do nas zwykle z dużym opóźnieniem, to coś zupełnie innego niż potencjalny hit z Hollywood.

Koko smoko [Der Kleine Drache Kokosnuss] (2014) Nie poszedłbym 

Nie lubię animków.

Koko smoko to, jak sądzę, typowy przykład filmu animowanego, który powstał tylko dlatego, że teraz dzięki komputerom zrobienie filmu animowanego to chwila roboty. Chwila w porównaniu do ręcznego narysowania takiego filmu. A że filmy animowane zarabiają podwójnie (dziecko plus rodzic, który nie chce, ale musi) to matematyka jest prosta.

Dystrybutor zapewnia, że to pełnometrażowa wersja znanej na całym świecie serii książek o psotnych smokach, ale ja o takiej nigdy nie słyszałem.

Skomentuj

Twój adres mailowy nie zostanie opublikowany. Niezbędne pola zostały zaznaczone o taką gwiazdką: *

*

Quentin

Quentin
Jestem Quentin. Filmowego bloga piszę nieprzerwanie od 2004 roku (kto da więcej?). Wcześniej na Blox.pl, teraz u siebie. Reszta nieistotna - to nie portal randkowy. Ale, jeśli już koniecznie musicie wiedzieć, to tak, jestem zajebisty.