remake Point Break, polski tytuł Na fali

Nie wchodzi się dwa razy na tę samą deskę surfingową – zwiastun Point Break

Wyreżyserowany przez Kathryn Bigelow oryginalny Na fali [Point Break] zawsze był na mojej liście niedocenianych filmów, które są świetne i każdy powinien je znać. Może tylko mi się zdawało, że rzeczywiście, mało kto Na fali docenia, a może rzeczywiście tak było – cholera wie. Fakt faktem, mimo powszechnego dzisiaj remake’owania co się tylko da, nigdy nie przyszłoby mi do głowy, że zrobią remake Na fali.

Cóż, zrobili. Dzisiaj pojawił się pierwszy zwiastun:

Zdziwiony nie byłem, bo o remake’u Point Break słyszałem już jakiś czas temu, a jeszcze w zeszłym miesiącu pojawiły się pierwsze fotki. Czy mi się to podobało? Nie za bardzo. Głównie dlatego, że filmu Bigelow naprawdę nie ma co ruszać. Nie zestarzał się mimo swoich prawie 25 lat na karku i kto chce wystarczy, że go obejrzy. Zaręczam, że nie poczuje upływu czasu, jaki minął od premiery. Tak więc to trochę tak, jakby zrobić remake Poszukiwaczy zaginionej Arki. Można, ale po co.

Co prawda ostatni Mad Max pokazał, że można powrócić do klasyki w sposób zrywający widzowi beret, ale po obejrzeniu zwiastuna nowego Point Break już wiadomo, że to się nie udało. Bardziej przypomina kolejne przygody Jamesa Bonda lub innego Ethana Hunta niż to, czym był oryginał. W myśl durnej zasady, że im więcej tym lepiej, z bohaterów zrobiono jakichś durnych miłośników sportów ekstremalnych (no spoko, oryginalna ekipa też skakała ze spadochronami, ale przede wszystkim była surferami i ten klimat opalonego luzu tam przeważał, a nie jakieś dymanie po zimnych górach), którzy co chwila gdzieś skaczą i przed czymś uciekają. Niby to efektowne, ale bezduszne.

A właśnie to było siłą oryginału – wcale nie akcja, ale fakt, że film miał duszę. Bohaterów z krwi i kości, których świetnie nakreślona relacja sprawiła, że widz nie emocjonował się głównie tym, czy uciekną, ukradną, ale właśnie tym, jak ta relacja dalej się rozwinie i czy uda się uniknąć dramatu. A tutaj? Wygląda na to, że nadrzędna jest wypełniona adrenaliną akcja. Bezsęsu.

Snowboardowcy w akcji - zwiastun filmu Point Break

Cóż za totalny brak szacunku dla polskiego tytułu filmu!

No i ci bohaterowie, którzy weszli w buty Patricka Swayze i Keanu Reevesa. Przekonali kogoś? Ja wiem, że Swayze i Reeves nie byli wcale jakimiś megagwiazdami w momencie premiery Point Break (Reeves wypłynął na szeroką wodę dzięki filmowi Bigelow kończąc z wizerunkiem młodocianego gagatka; a Swayze po Uwierz w ducha zamiast ugruntować swoją pozycję tą rolą dwuwymiarowego czarnego charakteru właściwie potem już nigdy nie zagrał w niczym z wyższej półki), więc i ci kolesie może właśnie są na początku wielkiej kariery, która rozpocznie się po Point Break. Ale wątpię.

PS. Co komu przeszkadzały maski były prezydentów??

4 odpowiedzi

  1. Pierwsze minuty trailera: O. prawie jak „Strefa zrzutu”. A im dalej tym bardziej miałem skojarzenie z ‚xXx”, tylko tam gdzie dawał radę Vin Diesel wstawili czterech kolesi. Gdyby zmienili tytuł tego filmu to nikt by się nie czepiał, a tak to będzie oceniany przez pryzmat oryginału i na tym tracił. Zwłaszcza, że łatwiej uwierzyć w surferów napadających na banki niż kolesi uwalniających pieniądze.

  2. Quentin

    „Strefa zrzutu”, kolejny zajebisty film! :)

    Zgadzam się w 100%, nawet miałem dodać, że wystarczyło to inaczej zatytułować i tyle.

  3. Trochę kwasowo wygląda nowy Point Break, ale może zneutralizuje to wszystko Tereska Palmer – to jedyna moja nadzieja na ten film :)

  4. Chyba faktycznie trzeba było obejrzeć „Point Break” w młodości, bo teraz kilka sytuacji z filmu jest nie-do-pomyślenia. Przede wszystkim Reeves zachowuje się idiotycznie i nie da mu się kibicować. Przez tę niechęć do głównego bohatera ciężko dobrze ocenić całą produkcję. Na szczęście fajne widoki i sportowe sceny trochę nadrabiają dziurawy scenariusz.

Skomentuj

Twój adres mailowy nie zostanie opublikowany. Niezbędne pola zostały zaznaczone o taką gwiazdką: *

*

Quentin

Quentin
Jestem Quentin. Filmowego bloga piszę nieprzerwanie od 2004 roku (kto da więcej?). Wcześniej na Blox.pl, teraz u siebie. Reszta nieistotna - to nie portal randkowy. Ale, jeśli już koniecznie musicie wiedzieć, to tak, jestem zajebisty.