Rutger Hauer w Łowcy androidów biografia, filmografia
- Widziałem wpisy na Q-Blogu, o których wy, ludzie, nie macie nawet pojęcia! - Rutger Hauer "Łowca androidów".

Legendy VHS-u, Odc. 4 – Rutger Hauer

Wraz z rewolucją w dziedzinie domowej dystrybucji wideo, jaką przyniósł ze sobą format VHS, pojawił się też nowy format gwiazd skrojonych do telewizyjnego formatu 4:3. Cofnijmy się na dłuższą chwilę do czasów, w których żadna z szanujących się wypożyczalni kaset wideo nie mogła obejść się bez przynajmniej kilku filmów z Rutgerem Hauerem. I spróbujmy ocucić Q-Blogowy cykl Legendy VHS-u, który był tu kiedyś tak krótko, że nikt go już dzisiaj nie pamięta.

Młodość durna i chmurna

filmy Rutgera Hauera, serial Floris

Rutger Hauer w serialu „Floris”, czyli najnudniejszy do tej pory opis obrazka na całym Q-Blogu.

Nasza historia rozpoczyna się w holenderskim Breukelen, gdzie 23 stycznia 1944 roku przyszedł na świat mały Rutgerek Oelsen. Drugie z kolei, a czwarte w ogóle dziecko aktorów teatralnych i właścicieli szkoły aktorskiej w Amsterdamie, Teunke i Arenda Hauerów, od małego przesiąkało atmosferą aktorstwa, choć zajętych karierą rodziców widziało na oczy rzadko. Ułatwiło mu to jednak start do późniejszej kariery – Rutger zadebiutował na deskach teatru w wieku pięciu lat, choć jego prawdziwym teatralnym debiutem była rola Eurysakesa w dramacie Sofoklesa Ajaks. Był czerwiec 1955 roku, a Hauer miał 11 lat. Już rok później Rutger zadebiutował w telewizji rolą w Asmodeuszu.

– Byłem przekonany, że aktorstwo jest dla idiotów – przyznawał jednak później w wywiadach (dalsze cytaty również z jego wywiadów – przyp. Q). – Miałem osiem lat i byłem na jednej scenie z moim ojcem, który grał jednego z tych greckich ślepców co to widzą przyszłość i ostrzegają przed nią innych. A ja stałem ubrany w niebieską sukienkę na oczach pięciu tysięcy ludzi zgromadzonych w teatrze. Początkowo aktorstwo było na ostatnim miejscu mojej listy rzeczy, które chcę robić w życiu.

Wychowywany w zasadzie przez nianie, Rutger w wieku 15 lat dał nogę i kolejny rok spędził na pokładzie statków dalekomorskich, gdzie uczył się życia jako marynarz zwiedzając takie miejsca jak Pakistan. Kanada, Singapur czy Zatoka Perska. Nie dane mu było jednak zatrzymać się na nich na dłużej. Po dziadku, również marynarzu, „odziedziczył” daltonizm, co uniemożliwiło mu karierę wilka morskiego. Chcąc nie chcąc wrócił więc do szkoły, od której wolał jednak wagary i dorywcze prace. Wtedy też zrodziła się jego pasja do motoryzacji. Zbawieniem miały okazały się zajęcia z aktorstwa, ale Rutger odnalazł w sobie duszę poety i zamiast uczęszczać na zajęcia całe dnie spędzał w amsterdamskich kawiarniach pisząc wiersze. Po blondwłosego poetę szybko odezwało się wojsko, ale i tam nie zagrzał miejsca na dłużej. Pobyt w marynarce wojennej zakończył się… oddelegowaniem do szpitala psychiatrycznego, z którego został wypisany, gdy wojsko ostatecznie przekonało się, że nie będzie miało z Hauera pożytku. Wtedy ukończył wieczorowy kurs aktorski i w 1967 roku dołączył do ekipy objazdowego teatru Noorder Compagnie, z którym związał następne kilka lat życia.

filmografia Rutgera Hauera, życie i twórczość

W młodości często mylono go z Jerzym Gorgoniem.

Początek pięknej przyjaźni

Początki kariery filmowej w przypadku wielu aktorów bywają bardzo podobne. A to debiutują w filmach porno, a to ich pierwsze role lądują na podłodze w montażowni. To drugie stało się właśnie udziałem Hauera, który w 1969 roku wystąpił w filmie Monsieur Hawarden, ale światu nie było dane ujrzeć jego aktorskiego debiutu. Znacznie lepiej poszło mu w telewizji. I to nie tylko dlatego, że telewizyjny serial Floris, w którym wziął udział, okazał się wielkim hitem. To także na jego planie nawiązał długoletnią przyjaźń z reżyserem Paulem Verhoevenem. Bez niej z dużym prawdopodobieństwem nie byłoby teraz tego wpisu. To właśnie udział w opartym na kontrowersyjnej powieści Jana Wolkersa i wyreżyserowanym przez Verhoevena filmie Tureckie owoce stał się dla Hauera przepustką do międzynarodowej kariery. Sam film otrzymał nominację do Oscara w kategorii najlepszy film nieanglojęzyczny i zapoczątkował serię ról młodych i dzielnych buntowników, które przyniosły Hauerowi zasłużone zainteresowanie zarówno widzów, jak i producentów. Także tych z filmowej ziemi obiecanej – Hollywood, których uwagę zwrócił także kolejny efekt współpracy Verhoevena z Hauerem – Żołnierz Orański.

Widziałem rzeczy, o których wam, ludziom, się nie śniło

Nie było na co czekać. Utalentowany językowo aktor (włada holenderskim, angielskim, niemieckim, francuskim, włoskim oraz fryzyjskim) wyruszył za wielką wodę, by tam zadebiutować w Nocnym jastrzębiu u boku samego Sylvestra Stallone’a opromienionego sukcesem Rocky’ego. Film nie okazał się wielkim hitem, ale przyniósł uznanie Sly’a oraz przedstawił Hauera amerykańskiej widowni, a samego aktora przekonał do tego, że warto zainwestować w przyszły sukces. Wcześniej uważał, że jego amerykańska kariera nie potrwa zbyt długo i dlatego nie zgodził się zmienić nazwiska na bardziej amerykańskie.

Rutger Hauer biografia, zdjęcie z filmu Nocny jastrząb

– Rambo, srambo. Ręce do góry!

Zatrudniony przez niego coach językowy zadbał o to, by Hauer pozbył się europejskiego akcentu i zaczął brzmieć „po amerykańsku”. To ułatwiło mu angaż w rolach Amerykanów. A także… replikantów. Brawurowo zagrany w Łowcy androidów Ridleya Scotta Roy Batty otworzył Hauerowi wrota kariery, choć sam film został doceniony dopiero po latach. Pomogła też równocześnie otrzymana nagroda dla najlepszego holenderskiego aktora. Mieszanka wybuchowa zdolnego aktora dramatycznego i przekonywującego hiroła kina akcji musiała eksplodować karierą przez duże K. Uniwersalny Holender Rutger Hauer pojawił się w notatnikach najlepszych reżyserów.

Nie zapomniał jednak o starym przyjacielu, który również miał wkrótce podbić Hollywood. Efektem kolejnej ich współpracy był nagrodzony dwoma holenderskimi Oscarami (Dutch Golden Calf Awards) za najlepszy film i reżyserię Ciało i krew. Jak do tej pory, była to ich ostatnia współpraca, choć Verhoeven początkowo planował obsadzenie Rutgera w swoim kolejnym filmie. Ostatecznie tytułowym Robocopem został jednak Peter Weller.

Coś za coś

Zamiast Robocopem, Hauer został Autostopowiczem. W przygotowaniach do tej mrocznej roli pomogła mu rozwijana od dawna pasja motoryzacyjna. Dzięki niej wszystkie najbardziej niebezpieczne wyczyny kaskaderskie w filmie Roberta Harmona mógł wykonać bez posiłkowania się dublerem. Opłaciło się – choć Autostopowicz znów ledwo na siebie zarobił – bo już kolejny film, Poszukiwany żywy lub martwy, był pierwszym, w którym nazwisko Hauera pojawiło się na plakacie nad tytułem. To przekonało aktora, by na stałe przenieść się do Stanów, gdzie zakupił willę u wybrzeży Kalifornii, choć już na miejscu częściej wolał pomieszkiwać w swojej łodzi.

– Uwielbiam Autostopowicza. Cieszę się, że to jeden z tych filmów, który zaczął krążyć między fanami niezależnie od wyniku kasowego. Decyzję o wystąpieniu w nim podjąłem natychmiast. Ludzie gadali: „Ej, będziesz teraz wielką gwiazdą, zapomnij o graniu badgajów”, a ja myślałem: „Co oni pierdolą?”. Dla mnie, jako aktora, nie ma to absolutnie żadnego znaczenia. Biorę rolę, gram, staję się coraz lepszym aktorem, mam dobrą zabawę.

Rutger Hauer z misiem w filmie Autostopowicz.

– Do you miś me?

Sukces gonił sukces – nie tylko na ekranie. M.in. to jego udział w serii reklam Guinnessa, która zrewolucjonizowała sposób prezentowania telewizyjnych reklamówek, przyniósł wzrost zysków tej firmy o 22% w zaledwie trzy miesiące. A na horyzoncie już czekał Złoty Glob dla najlepszego aktora za rolę w Ucieczce z Sobiboru. Doceniona została też jego rola w Legendzie o świętym pijaku, filmie nagrodzonym Złotym Lwem na festiwalu filmowym w Wenecji.

Wydawało się, że tej kariery nic nie powstrzyma, a pierwszoligowe role główne są na wyciągnięcie ręki. Jednak aktorowi przeszkadzał wpływ, jaki na kino miały wielkie wytwórnie filmowe, które na pierwszym miejscu stawiały zyski osiągane kosztem kreatywności. Na pewno nie pomógł też fakt, że filmy z jego udziałem nie zarobiły zadowalającej kwoty w zielonych. Tak czy siak Hauer wolał pojawiać się w produkcjach mniejszych wytwórni, które przede wszystkim ceniły sobie niezależność i taką też dawały aktorowi. I to właśnie wtedy wystąpił w filmach, które może nie zwojowały dużych ekranów, ale właśnie dla nich zebraliśmy się tutaj w tym wpisie. Ślepa furia, Krew bohaterów, Obroża, Po północy, W mgnieniu oka – każdy z nich budzi w pokoleniu dzisiejszych trzydziestoparolatków miłe wspomnienia i refleksję, że takich filmów już się nie robi.

Po północy Ruger Hauer Natasha Richardson, biografia Rutgera Hauera

– Jak na seryjnego mordercę jest całkiem przystojny – „Po północy”, z lepszej połowy dialogów autorstwa Quentina Tarantino.

Druga młodość

– Z mojego doświadczenia wiem, że na gówniane filmy zawsze czekają miliardy dolarów. Ale gdy tylko ewentualny materiał na film wyróżnia się interesującym tematem, sfinansowanie tego staje się problemem.

W latach 90. gwiazda Hauera zaczęła przygasać, a on sam bardziej skupił się na telewizji, a także rolach w filmach przeznaczonych na rynek wideo. Gościł między innymi w Polsce, gdzie nakręcił Anioła śmierci. Choć nie brakowało też sukcesów (oczywiście występ u boku Artura Żmijewskiego to też nie lada sukces). W 1992 aktor znalazł się na liście 50 najprzystojniejszych mężczyzn według magazynu People. Dwa lata później cieszył się z kolejnej nominacji do Złotego Globu za rolę w telewizyjnym Vaterland – Tajemnica III Rzeszy. W rodzinnej Holandii pojawił się też na… znaczku pocztowym, a XX wiek kończył z przyznaną mu nagrodą dla najlepszego holenderskiego aktora stulecia. Jakby tego było mało, pierwsze dwa miejsca na liście najlepszych holenderskich filmów stulecia zajęły Tureckie owoce i Żołnierz Orański.

Hauer nie spoczął na laurach i po kilku latach filmowej posuchy znów częściej zaczął pojawiać się w nieco głośniejszych produkcjach. Już nie jako główny magnes dla widzów, a raczej jako Ten Rutger Hauer gdzieś w wyraźnym tle. Dość powiedzieć, że na ten rok ma zaplanowane dziesięć produkcji filmowych plus telewizyjne i krótkometrażowe. Sam zresztą wyreżyserował trzy krótkometrażówkiThe Room, którą debiutował, przyniosła mu uznanie widzów i nagrodę na paryskim festiwalu filmowym. Na osobny wpis zasługują również jego dokonania w sprawie ochrony środowiska, czy problematyki związanej z zapobieganiem AIDS (na walkę z chorobą przekazał m.in. cały zysk ze sprzedaży swojej autobiografii).

Rutger Hauer w filmie Hobo with a Shotgun

– Nienawidzę broni, uważam, że to jedna z najgorszych rzeczy, jakie wymyślono – Rutger Hauer.

Po napisach

– Uważam za niesamowicie ważne, by zadbać o różnorodność materiału, w którym się występuje. Nie sądzę, że granie tylko w jednym filmie rocznie jest dobre. Według mnie to zabija aktora. Jednocześnie jestem wdzięczny tym, którzy chcieli ze mną pracować, bo wiem, że aktorzy nie mają aż tylu możliwości, ile by tego chcieli.

Rutger Hauer nie pozostawi po sobie spalonej ziemi. Oprócz bogatej i przeróżnorodnej filmografii, innym trwałym śladem z pewnością będzie rotterdamska organizacja Rutger Hauer Film Factory, której celem jest ułatwienie startu do kariery dla utalentowanych filmowców z całego świata. Nawet Roy Batty, który przecież niejedno już widział, z pewnością pokiwałby głową z uznaniem.

Postscriptum

Chciałbym serdecznie podziękować mojemu komputerowi, który – do tej pory nie wiem jak – wciął mi połowę tego wpisu i wkurwiony, a jakże, musiałem pisać go jeszcze raz.

8 odpowiedzi

  1. To był kiedyś mój ulubiony charakterystyczny aktor. Nawet jak grał epizod kilkuminutowy to oglądałem każdy film w jakim się pojawił, nie przepuściłem żadnego z wypożyczalni. Miistrzem drugiego planu był i wielokrotnie kradł film nie tylko Fordowi u Scotta ale i w innych filmach. I nawet jak grał pozytywną postać to coś w nim takiego było (te niebieskie zimne oczy), że do końca nie było pewne czy napewno gra pozytywną postać czy wrednego typa. Ale później się zaczeła psuć kariera jego i na dodatek z filmu na film coraz grubszy był, trochę się roztył jak Brando. Czasami trafiły mu się dobre filmy i dobre role jak np. mało znany Szymon Mag (1999), który polecam czy miniserial Merlin (1998) gdzie grał u boku Sama Neilla, ale jednak lata 90 a zwłaszcza druga połowa to chyba najgorsze filmy w większości w jakich zagrał. Do tego stopnia że ja w pewnym momencie zwyczajnie się obraziłem na aktora co chyba nigdy wcześniej ani później nie trafiło mi się i przestałem oglądać filmy z nim, bo nie mogłem patrzeć na kiszki w jakich się pojawiał. Filmy po których całkiem przestałem oglądać aktora bo zwyczajnie nie mogłem patrzeć w jakich dziadostwach marnuje swój talent to Mr. Stith, Omega Doom, Hemoglobina (Bleeders). To były lata bodaj 1996 i 1997 i następny film jaki z Hauerem obejrzałem to dopiero Niebezpieczny umysł (2002), ale do wcześniejszych już nie wróciłem. I od tego filmu oglądam kolejne produkcje z nim ale już napewno nie każdy bo nie chce się znowu zniechęcić do aktora jak kiedyś. Z tych mniej znanych i produkcji klasy B to chyba warto głównie Hobo with a Shotgun z 2011 i czasami pojawi się w czymś ambitnym jak polski eksperyment jak Młyn i krzyż, który też warto zobaczyć.

  2. Quentin

    Lista shitów, w których zagrał w latach 90. jest długa, ale to też wynika trochę z tego, że jak sam mówi – 60% filmów, w których wystąpił w ogóle (a w sumie było ich przecie ponad 100) było czyimiś debiutami reżyserskimi. Czyli bardziej traktował je, jako pomoc młodym filmowcom niż szczebel w swojej karierze.

    Oczywiście to tylko ładnie brzmi (a nie sprawdzałem czy rzeczywiście tak jest), bo prawda jest taka, że chyba jednak nie potoczyło się to jego życie filmowe tak jak by mogło. Z drugiej strony ciężko znaleźć drugiego aktora, który w swoim kraju zostaje wybrany aktorem stulecia, a który grał w filmie pokroju Omega Doom :).

  3. Mnie też się nie chce sprawdzać czy rzeczywiście debiuty ale sporo filmów w jakich zagrał to są filmy Alberta Pyuna, reżysera który kręci najgorsze shity (taki trochę Ed Wood), ale słyszałem też teorie że to tylko pseudonim pod którym kryje się reżyser który nie chce przyznać się do swojego „dzieła” albo mi się coś pomieszało. Choć Albert Pyun nakręcił też Cyborga z van Damme, który uwielbiałem za ery VHS, to jeden z najlepszych postapokaliptycznych filmów uważałem, nawet stawiałem go na równi z Mad Maxem 2, a po odświeżeniu okazało się że to kupa. Choć trzeba przyznać że to co pamiętałem czyli van Damme daje radę, choreografia walk jak w jego filmach super, główny zły to prawdziwy motherfucker, scenografia i przede wszystkim muzyka i KLIMAT to są plusy tego filmu a film jest okropnie zły. Muzyke do dziś słucham z Cyborga ale film jest okropnie słaby. Choć wciąż lubię Cyborga za klimat oglądać. To niestety po latach okazało się że nie poziom np. Lwiego serca, chyba najlepszego filmu z van Damme z czasów ery VHS.

  4. Quentin

    Nigdy Cyborga nie lubiłem, chyba nawet do końca nie zmęczyłem, a już na pewno nigdy nie powtarzałem za „świadomego widza”. Ale śmieszna sprawa z tym Pyunem, przypomniałeś mi, że chyba nawet notkę chciałem trzepnąć na jego temat. A to z powodu dokonanego niedawno odkrycia.

    Też całe życie myślałem, że to pseudonim jak Alan Smithee, sam chyba nawet taką teorię puszczałem lata temu w świat. Aż tu nagle oglądam ci ja ostatnio Electric Boogaloo, a tam…
    No chciałem screena wrzucić, ale nie mogę znaleźć teraz. W każdym razie pojawił się tam Albert Pyun i opowiadał o Cyborgu. Pierwszy raz na oczy go zobaczyłem :).

  5. Jak leci (ostatnio rzadziej i w zasadzie tylko po północy) Krew bohaterów to zawsze oglądam do końca. Taśmę z Obrożą też miałem całkiem rozjechaną.

  6. Quentin

    Też całkiem niedawno przekiblowałem na Krwi do środka nocy. „A, chwilę jeszcze popatrzę” :).

  7. morderca mrówek

    Ja pierdziu, odpimpajcie się od Omega Doom! Film ma swój klimat i jest wporząsiu.

    A artykuł dobry, widać napracowanie.

  8. Quentin

    Liga Ochrony Omega Doom! :)

Skomentuj

Twój adres mailowy nie zostanie opublikowany. Niezbędne pola zostały zaznaczone o taką gwiazdką: *

*

Quentin

Quentin
Jestem Quentin. Filmowego bloga piszę nieprzerwanie od 2004 roku (kto da więcej?). Wcześniej na Blox.pl, teraz u siebie. Reszta nieistotna - to nie portal randkowy. Ale, jeśli już koniecznie musicie wiedzieć, to tak, jestem zajebisty.