"The Walking Dead" - fot. screen z Youtube
"The Walking Dead" - fot. screen z Youtube

The Walking Dead – finał sezonu piątego

No i kolejny sezon TWD za nami. Kiedyś trzeba by z półtora roku czekać na kolejne odcinki, ale teraz chyba już będzie jak Bóg przykazał, czyli nowy sezon na jesieni. A jeszcze więcej, bo latem amc zaserwuje nam żywotrupowego spin offa „Fear the Walking Dead”*. Fajnie!

Przykro mi, nie będzie w tej notce żadnych sensacji połączonych z narzekaniem i krzyczeniem: Kończ waść, wstydu oszczędź! Nie będzie, bo ja TWD lubię i aktualnie uważam za chyba najciekawszy z wyświetlanych seriali. Jedyny oprócz Survivora, na który czekam i oglądam od razu, jak tylko jest taka możliwość.

Finał piątego sezonu w moim odczuciu niczym nie różnił się od każdego innego odcinka i to chyba ostatnio jest dla niego norma (o ile dobrze pamiętam, a słabo pamiętam). Już chyba ciekawiej kończą się zimowe półfinały niż końcówki całego sezonu. Ale może to i lepiej, że ciężar niespodzianek rozkłada się na cały sezon, a nie tylko czeka z tym na finałowy epizod, żeby każdemu gacie spadły z wrażenia i zapomniał, że przez resztę sezonu wiało nudą.

Na takie wianie nudą narzekają krytycy TWD, ale ja go nie czuję. Nie trzeba jakoś specjalnie się rozglądać, żeby zobaczyć, że reakcje na odcinki TWD są dwie. Kiedy gadają i nie zabijają – nuda. A kiedy zabijają, a nie gadają – no, w końcu ciekawy odcinek. Trochę się dziwię, bo choć ślepy nie jestem i widzę, gdy bohaterowie siedzą na dupach już za długo, a akcja stoi w miejscu, to nie uważam tego za argument w dyskusji nudny/awcależenie. Rozwój akcji wcale nie musi oznaczać, że co 15 minut trzeba serwować zwrot akcji i zaskakiwać widza nowymi pomysłami. Dowcip w tym, żeby te przestoje były na tyle atrakcyjne i mimo tkwienia w miejscu zachęcały do dalszego seansu. TWD się to udaje, a przynajmniej jeśli chodzi o mój odbiór serialu. Uważam, że osiągnął już taki poziom zżycia ze mną, czyli widzem, że z przyjemnością oglądam co tam się wydarzyło bohaterom. Nawet, gdy nic się nie wydarza. I potrafię się cieszyć takimi szczegółami, jak zmieniające się pory roku. Dopiero co mieli tam złotą polską jesień, a dzisiaj już ewidentnie winter is coming. Klimatowi serialowemu to bardzo na plus.

Co nie zmienia faktu, że sam finał był dość chaotyczny. Dziwię się twórcom, którzy spokojnie i metodycznie (aż za spokojnie często) potrafią rozkminiać każdą sytuację, w jakiej znaleźli się bohaterowie. Aż tu nagle przychodzi finał i ma się wrażenie, jak gdyby co najmniej wątki na trzy sezony chcieli w 60 minut pokazać. Wprowadza to ww. chaos i nie wiadomo na czym się skupić. Tu Rick przeprasza, tam Daryl i ten drugi są w tarapatach, gdzie indziej Morgan, facet w czerwonym poncho i Glenn śledzący Nie_Znam_Jego_Imienia_I_Tak_Pewnie_Zgnie (zupełnie zbędny wątek). Sasha moralnie się niepokoi, klecha niepokoi się jeszcze bardziej, a Rudy próbuje na siłę pokazać, że jeszcze jest w tym serialu potrzebny. Momentami miałem wrażenie, że przełączają się z trzech różnych odcinków. Trochę tego za dużo.

Wrogów na nowy sezon mamy zarysowanych, pozostaje tylko czekać na to, co dalej. Ale tak na spokojnie, bez nerwów. A umilając sobie przerwę w serialu zacząłem czytać komiks (ostateczny dowód na to, że serial mi się podoba). Jestem zdaje się po siódmym tomie i czekam aż dogonię serial, choć muszę przyznać, że wersja rysunkowa mniej mi się podoba. Może to dlatego, że z komiksami zawsze byłem na bakier, a może po prostu dlatego, że według mnie komiksowy TWD jest jakiś taki lekko dziecinny. Dialogi ma kiepskie, rozwiązania zbyt proste, problemy wydumane, a Rick jest pierdołą. Coś jakby autor bardzo chciał zgłębić każdy problem, jaki przyniesie ze sobą zombiapokalipsa, ale za bardzo nie wiedział jak to zrobić. Tu o czymś wspomni, za chwilę nie ma tematu, bo lecimy do nowego problemu. Ale czytam, niecierpliwie czekając na nowe wątki. Na razie Gubernator podjechał pod więzienie czołgiem.

*Cały czas czekam na to, aż ktoś mądry zdecyduje o zrobieniu lokalnych wersji TWD. TWD Polska, TWD Indie, TWD Gabon… Z przyjemnością obejrzałbym aż tak rozszerzone uniwersum, ale zarządzane przez kogoś na amerykańskiej górze, a nie na zasadzie łapcie licencję, róbcie co chcecie.

5 odpowiedzi

  1. Lokalnych TWD może jeszcze nie ma, ale będą Szczury Wrocławia.
    https://www.facebook.com/Szczury.Wroclawia

    A co do finału. Trzymał poziom. Acz część z tego co było pokazane, powinna być w poprzednich odcinkach. Np. Przygody Morgana z tymi wygnańcami.

    Ja w ogóle nie wiem co kieruje ludźmi w postapo. Morgan ma nierówno pod sufitem, ale jego postępowanie choć rozumiem i umiem się z nim utożsamiać. Ale reszta? Np. ten doktorek z mieczem? Co chciał osiągnąć?

  2. Quentin

    Doktorkowych świrów nie brakuje i teraz, choć zombiaki jeszcze nie biegają po ulicach. To co dopiero w sytuacji, gdy żyjesz od lat w takim świecie. Masz pierdolca, ale jeszcze jakoś egzystujesz, bo jest ta żona, jakiś kawałek normalności, jesteś potrzebny, bo leczysz ludzi. A tu nagle wszystko się sypie, żona patrzy na jakiegoś przybłędę, w twojej głowie dzieje się więcej niż naprawdę i każdy szczegół interpretujesz jako potwierdzenie swoich racji. No i w końcu ten pierdolec wybucha z potrójną siłą hamowany przez lata.

    Ostatnio nawet zastanawiałem się chwilkę nad tym, jak to jest, że zwykle zombifilmy idą w kierunku tego, ze to w końcu człowiek, a nie zombiak jest głównym zagrożeniem. Ale wychodzi mi na to, że to ma sens. Przeżyłeś lata w takim świecie, żyjesz, umiesz się obronić, zombiak jest dla ciebie jak wróbel co się znikąd pojawia i se ćwierka. I niby wszyscy powinni być one big happy family, ale zawsze się trafi jakiś skurwiel, który uważa inaczej. Zombiaki podkreślają ekstremalność sytuacji, ale tak naprawdę wiele się to nie różni od naszego świata.

  3. A ja słyszałem że komiks o wiele lepszy od serialu, ma więcej chamów i wogóle więcej się dzieje.

  4. Quentin

    Może to kwestia czytania komiksu najpierw albo w ogóle odbioru komiksu jako medium. Czyli jak zawsze: co kto lubi. Według mnie komiks (a przynajmniej te 7 tomów, czyli nawet nie połowa) ma ambitne założenia, ale ich nie realizuje. Nie czuję w ogóle tej przemiany bohaterów wraz z coraz dłuższym tkwieniem w zombieświecie. Ona w nich następuje, ale nie uważam, żeby karty komiksu tę zmianę jakoś dogłębnie analizowały. Wydaje mi się, że może to być kwestia tego, że jednak aktor twarzą jest w stanie pokazać dużo więcej niż rysunek, nawet najlepszy. No i serial ma o wiele lepsze dialogi (no ale może to wina polskiego tłumaczenia komiksu, kto wie) Generalnie w serial się wczułem, a komiks to dla mnie tylko obrazki.

    Ale z przyjemnością czytam śledząc różnice między jednym a drugim.

  5. komiks jest sto razy lepszy od serialu (nie umniejszając mu zasług), jak dojdziesz do Negana to zrozumiesz :)

Skomentuj

Twój adres mailowy nie zostanie opublikowany. Niezbędne pola zostały zaznaczone o taką gwiazdką: *

*

Quentin

Quentin
Jestem Quentin. Filmowego bloga piszę nieprzerwanie od 2004 roku (kto da więcej?). Wcześniej na Blox.pl, teraz u siebie. Reszta nieistotna - to nie portal randkowy. Ale, jeśli już koniecznie musicie wiedzieć, to tak, jestem zajebisty.