"Southpaw" - fot. screen z Youtube
"Southpaw" - fot. screen z Youtube

Śmaja

Wygląda na to, że amerykańskie kino wychodzi naprzeciw tym, którzy chcieliby obejrzeć wszystkie części „Rocky’ego”, a mają tylko dwie godziny. Wystarczy, że trochę poczekają i wybiorą się do kina na najnowsze dzieło powracającego z dalekiej podróży Antoine’a Fuquy – „Southpaw” – którego trailer właśnie dziś nam się objawił.

Jako się rzekło, całość przypomina pigułkę skomponowaną z przygód Rocky’ego i to trochę niedobrze, bo czegóż wielkiego spodziewać się po filmie? Był mistrzem, poszedł siedzieć (kto w ogóle Rachel postrzelił, bo nie widzę), wyszedł, powalczył o córkę i powrót do chwały. I pomógł dzieciakom, które chciałyby być takie jak on, zapewne udzielając im lekcji nie tylko bokserskich. „Widzicie, jak skończyłem? Nie wagarujcie!„.

Co zresztą niekoniecznie musi być złe. Sam tu często piszę, że najlepsze są najprostsze historie bez zbędnego kombinowania i byłoby fajnie, gdyby „Southpaw” właśnie taką historią był. Ciut mniej ambitnym The Wrestler, na co wygląda z tych kilku migawek. O realizację jestem spokojny, bo Fuqua to jeden z moich ulubionych reżyserów. Trochę miał pod górkę, ale zdaje się, że wraca do formy. To jeszcze nie będzie jego arcydzieło, ale chyba wszystko idzie w dobrym kierunku.

Dobrze też, że w końcu polubiłem Gyllenhaala, bo nie ma wątpliwości, że „Southpaw” to jego kolejny one man show. Oby tylko całość nie skupiła się na „patrzcie, jak się zmienił do roli!”, bo przypominam, że do kina chodzi się po to, żeby obejrzeć film, a nie po to, żeby obejrzeć, jak ktoś przypakował do roli.

No i pozostaje mieć nadzieję, że scenarzysta – Kurt Sutter – nawiąże do tego, co było najlepsze w jego Sons of Anarchy, a nie do tego, co sprawiło, że serial ów w końcu stał się pośmiewiskiem.

Skomentuj

Twój adres mailowy nie zostanie opublikowany. Niezbędne pola zostały zaznaczone o taką gwiazdką: *

*

Quentin

Quentin
Jestem Quentin. Filmowego bloga piszę nieprzerwanie od 2004 roku (kto da więcej?). Wcześniej na Blox.pl, teraz u siebie. Reszta nieistotna - to nie portal randkowy. Ale, jeśli już koniecznie musicie wiedzieć, to tak, jestem zajebisty.