"Rzymska aureola"- fot. screen z Youtube
"Rzymska aureola"- fot. screen z Youtube

Poszedłbym, odc. 57

W zeszłym tygodniu prawie cały repertuar zaświecił się na zielono. Jak będzie tym razem? Mniej optymistycznie.

Rzymska aureola –  Poszedłbym 

Nie może być inaczej – oto film z mojej listy Do obejrzenia. Choć szczerze się przyznam, że akurat w jego przypadku nie pamiętam już, dlaczego na nią trafił. Niektóre filmy leżą tam już dość długo i pamięć mnie zawodzi. Wiele wskazuje na to, że wyznacznikiem jego jakości był dla mnie Złoty Lew, którego otrzymał na festiwalu w Wenecji.

Dokument opowiada o życiu skoncentrowanym wokół autostrady, która otacza Rzym. (Opis dystr.)

***

Dzika droga –  Nie poszedłbym 

Są filmy oskarowe i są filmy oskarowe. To przedstawiciel tych drugich 😉

Za występ w „Wild” Reese Witherspoon otrzymała nominację do tegorocznego aktorskiego Oscara. Zdziwiłbym się, gdyby było inaczej, bo to film skrojony pod oskarowe kreacje. A konkretniej pod jedną oskarową kreację. Cała reszta nie ma tu wielkiego znaczenia, jest tylko główna bohaterka, która w pieszej wędrówce przez amerykańskie bezdroża próbuje odnaleźć siebie. Zastanowić się nad tym, co w ogóle robi na tym łez padole i dokąd zmierza.

Występowi Witherspoon nie mam nic do zarzucenia, zasłużył na nominację. Cały mój żal kieruję zaś w stronę reszty filmu, która jest zwyczajnie nudna. Oskarowe filmy zawsze mają w sobie jakiś pierwiastek nudności. Te dobre potrafią go dobrze schować. A te pozostałe nie i wtedy mamy do czynienia ze stratą czasu na coś, co na siłę próbuje być ą i ę.

A tak poza tym lepiej już zobaczyć „Wszystko za życie” [„Into the Wild”], którego jest żeńską kalką.

***

Zjazd absolwentów –  Nie poszedłbym 

Obrodziło w kinach filmami z 2013 roku. Tak jakbyśmy nie mieli 2015…

Znana z kontrowersyjnych akcji szwedzka artystka Anna Odell była prześladowana w szkole przez rówieśników. 20 lat później nie została zaproszona na zjazd absolwentów. Realizuje więc jego rekonstrukcję ze swoim udziałem. To jednak połowa projektu. Następnie Odell postanawia skonfrontować się z oprawcami. (Opis dystr.)

Z powyższego opisu zapowiada się ciekawie, ale im dłużej czytam reakcje na powyższy film, tym mniej mi on wygląda na film a’la Takashi Miike, a więcej na skandynawski film artystyczny. I jakoś mój zapał do seansu stygnie niczym skandynawskie powietrze. Typowe QJWIE, które na nie przeważa fakt, że za bilet do kina trzeba sporo zapłacić. A co za tym idzie – lepiej chodzi na pewniaki.

***

Warsaw by Night –  Nie poszedłbym 

Niezależnie od tego, jaki poziom prezentuje to reżysersko-scenariuszowe dzieło twórców „Barw szczęścia” (to nie było ironiczne tylko faktograficzne!) – czy jest całkiem niezłe, czy żałosne, czy może takie sobie, wydaje mi się, że nie jest to film, który trzeba by było obejrzeć w kinie.

Jak przystało na serialowych twórców, także i fabuła podzielona została na kilka epizodów z życia współczesnych warszawiaków. To troszkę pójście na łatwiznę, bo i scalać tego nie trzeba mocniej niż Warszawą, no ale może to dla filmu właśnie lepiej. Znudzi cię jeden epizod, to może zaciekawi drugi.

Nie mówię, że to film zły – bo skąd mam wiedzieć – mówię, że spokojnie można się o jego jakości przekonać w domu.

***

Serena –  Nie poszedłbym 

Zwiastun nie pozostawia żadnych wątpliwości, że mamy do czynienia z filmem mocno przeciętnym. A film mocno przeciętny z Bradleyem Cooperem i Jennifer Lawrence zawsze o wiele bardziej boli niż film mocno przeciętny z Johnem Blake’iem i Anne Marley.

I to właściwie tyle – żebyście nie mówili potem, że nie ostrzegałem.

***

Polskie gówno –  Poszedłbym 

Nie ufam polskiej satyrze. Uważam, że nie potrafimy robić filmowej satyry i że kijowo nam ona wychodzi. Tym bardziej jej nie ufam, gdy za jej realizację biorą się twórcy niespecjalnie kojarzeni z kinem. Fajnie może im wyjść odcinek „Lalamido”, ale cały, pełnometrażowy film? No jestem sceptyczny.

Jednego za to nie można „Polskiemu gównu” odmówić – ma potencjał na naprawdę fajne kino. Dlatego dałbym szansę, choć ze świadomością z tyłu głowy, że mogę się zawieść.

***

Turysta –  Poszedłbym 

Trochę trudno mi wyrokować, bo sytuacja wygląda następująco: zobaczyłem gdzieś epicką scenę lawiny i od razu zapragnąłem zobaczyć całość. Na tyle, że nie zagłębiałem się w szczegóły i nie wiem, o czym tak naprawdę jest ten film.

Ale chyba nie o lawinie (przynajmniej nie takiej niemataforycznej) i tu może być problem. Na dodatek byłem pewien, że „Turysta” załapał się na nominację do zagranicznego Oscara, ale widzę właśnie, że się pomyliłem. Dlatego będę żółtoostrożny.

***

Jupiter: Intronizacja

Jedyne, co Wam mogę poradzić w tym przypadku to przeczytać moją: RECENZJĘ.

Trzeba se jakiś autoPR robić.

***

Barbie: Super księżniczki –  Nie poszedłbym 

„Nie lubię animek”.

***

Dzień z życia blondynki –  Poszedłbym 

No cóż, mają zapłon ci nasi dystrybutorzy, nie ma co ukrywać. Trochę zdębiałem, gdy przed „Hiszpanką” zobaczyłem zwiastun powyższego oraz „Oculusa” (u nas w kinie w marcu, dajcie spokój).

Ale pomijając megaopóźnienie (czyt. film dawno jest na DVD – używany od niecałych 3 dolców na Amazonie), jeśli szukacie jakiejś odmóżdżającej rozrywki to wybierzcie się na powyższy i nie powinniście być niezadowoleni. Wiem, bo widziałem.

Recki chyba nie napisałem, ZTCP wystawiłem 7/10, ale wspominam „Walk of Shame” jako naprawdę sympatyczną komedię w starym stylu ze zjawiskowo wyglądającą w żółtej kiecce Elizabeth Banks.

***

Niesforny Bram –  Nie poszedłbym 

Film familijny, produkcja Holandia. Mówię Wam! Tu nie ma przypadku. Wspominałem już w którymś z poprzednich odcinków, że ten wysyp europejskich filmów familijnych w polskich kinach to ani chybi zasługa jakiegoś dealu, w którym sprzedali naszym dystrybutorem dobre filmy w pakiecie z tymi, które normalnie by tu nie zeszły.

Siedmioletniego Brammetje rozpiera energia i entuzjazm. Chłopak z głową pełną pomysłów potrafi zrobić niemal wszystko z wyjątkiem siedzenia cicho, co skutkuje wieloma przygodami, także w szkole. (Opis dystr.)

3 odpowiedzi

  1. Komentarze działają! Ten żóły jest kijowy na białym tle, może niebieski byłby lepszy?

  2. Quentin

    Fakt, kiepsko to wygląda. Tylko, cholera, żółty kolor ma sens, którego niebieski nie będzie miał… Do przemyślenia. Pomarańczowy jeśli już.

  3. Quentin

    Problem rozwiązany :)

Skomentuj

Twój adres mailowy nie zostanie opublikowany. Niezbędne pola zostały zaznaczone o taką gwiazdką: *

*

Quentin

Quentin
Jestem Quentin. Filmowego bloga piszę nieprzerwanie od 2004 roku (kto da więcej?). Wcześniej na Blox.pl, teraz u siebie. Reszta nieistotna - to nie portal randkowy. Ale, jeśli już koniecznie musicie wiedzieć, to tak, jestem zajebisty.