Wdrożenie i opieka: MimasTech
Szokujące newsy!

Poszedłbym, odc. 51

Kończy się rok, kończy się też powoli pierwszy rok „Poszedłbyma”. #Spostrzeżenie. Cykl chyba okazał się sukcesem, przynajmniej, jeśli chodzi o pokonanie mojego Słomianego Zapału (C).

A teraz przejdźmy do konkretów.
 

Hobbit: Bitwa Pięciu Armii – Poszedłbym

Nie ma się co zastanawiać, trzeba iść. Opinie o finale przygód ze Śródziemia (osobiście jakoś wątpię w to, że Jackson już nigdy nie powróci do Tolkiena) są różne – zadowolone i znudzone – ale to chyba normalne przy szóstym takim samym w zasadzie filmie. Gdyby mnie ktoś jednak spytał, to powiedziałbym – choć filmu jeszcze nie widziałem – że dziwi mnie narzekanie na „Bitwę Pięciu Armii” i zaryzykowałbym stwierdzenie, że narzekają ci, którzy poszli do kina na siłę – ktoś im kazał recenzję napisać, ewentualnie doszli do wniosku, że pierwszy „Władca pierścieni” był słaby, ale może ostatni „Hobbit” będzie dobry.

Licząc wersje rozszerzone, filmów Jacksona na podstawie prozy Tolkiena było już w sumie jakieś 20 godzin. 20 godzin na przekonanie się o tym, czy się je lubi, czy nie. Czy się podobają, czy może zanudzają w cholerę. Według mnie cała seria trzyma równy poziom, szczególnie jeśli chodzi o wrażenia wizualne. Pewnie, że za bardzo rozdmuchane do sześciu filmów książki mogą nudzić wałkowaniem w kółko tego samego, ale to już dawno można było się zorientować i do kina nie chodzić w jakimś sadomasochistycznym rytuale. Wątpię w to, że ostatnia część drugiej trylogii będzie dużo gorsza od poprzednich filmów. Będzie taka sama.

Czyli do kina iść warto, jeśli poprzednie pięć seansów wspomina się już choćby tylko jako czas, którego się nie straciło.


 

***

Pani z przedszkola – Nie poszedłbym

Decyzję swą już uzasadniałem w jednym z poprzednich odcinków:

A to dlatego, że Agata Kulesza zachowała się na premierze słabo i była niemiła dla Aśka. Nie podejrzewałbym jednak o sodówkę, a raczej kiepskie obycie z marketingiem. Wystarczyło powiedzieć: „przepraszam, teraz nie mam czasu” zamiast być niemiłym. A tak to zniechęciła do siebie dziennikarkę, no i przy okazji mnie. Szczególnie tym mną powinna się teraz strasznie przejmować ;).

Poza tym i tak bym nie poszedł, bo skoro zwiastun jedno, a film okazuje się być filmem o lesbijkach, to mam prawo się czuć oszukiwanym także w próbie przekonania mnie, że to komedia. No i zawiodą się ci, którzy chcieliby posłuchać rozbrzmiewającego w trailerze przeboju Wandy i Bandy – jeśli wierzy Aśkowi: w filmie go nie ma.
 

***

Annie – Poszedłbym

„Annie” to jedna z ofiar północnokoreańskiego ataku na Sony, dzięki któremu film pojawił się w sieci już jakiś czas temu. BTW gdyby nie ten atak, to w tym roku pierwszy raz od lat nie byłoby w sieci prawie żadnych „nagrodowych” dvdscreenerów – dziwne, że jeszcze nigdzie nie obwieszczono sukcesu w walce z piractwem. W związku z czym studio płacze w rękawy, że ich flagowy film świąteczny przepadł w wyścigu o kasę kinomana i znowu będzie argument przeciwko piratom.

A pomijając te okołofilmowe przygody, na „Annie” myślę, że warto rzucić okiem na dużym ekranie. Akurat święta to idealny czas na takie pozytywne kino, które pewnie nie przyniesie żadnych głębszych refleksji, ale może może pozytywnie nastawi do tych ostatnich dni w 2014 roku.

No a nawet jeśli nie, to zawsze można sobie popatrzeć tu na Rose Byrne, co zawsze jest pozytywem.
 

***

Królowa Śniegu 2 – Nie poszedłbym

Nie lubię animków. Poza tym wygląda mi to na perfidny atak na portfel widza przy wykorzystaniu pozytywnych konotacji. Ooo, kontynuacja Królowej Śniegu? Tymczasem:

Po pokonaniu złej Królowej Śniegu gadatliwy troll Orm powraca w rodzinne strony. Spodziewa się, że bez trudu zdobędzie rękę księżniczki trolli i zacznie wygodne życie bohatera. Jednak zamiast tego czekają go nowe wyzwania. (Opis dystr.)

To już lepiej polski dystrybutor mógł zagrać na nostalgii za PRL-em i zatytuować ten film „ORMO”.
 

***

Noc w muzeum: Tajemnica grobowca – Nie poszedłbym

To wcale nie musi być (i pewnie nie będzie) zły film. Familijna rozrywka na poziomie zasygnalizowanym przez dwie poprzednie części. Oparta na pomyśle, który po prawdzie można rozwijać w nieskończoność. Tę postać wyrzucić, tamtą dodać, wymyślić jakiegoś złoczyńcę z historii bliższej i dalszej i voila – robimy kolejne filmy, póki zarabiają.

W swoim gatunku i na swojej półce seria „Noc w muzeum” się wyróżnia. Tyle tylko, że nie jest to gatunek i półka, na którą chodzę do kina. Ale w TVN-ie na pewno rzucę okiem.

No i oczywiście dochodzi tu jeszcze aspekt pozafilmowy – jakoś trudno będzie się chyba bawić, albo choć powstrzymać od smutnej refleksji, na widok zmarłego w tym roku w wiadomych okolicznościach Robina Williamsa. W tym przypadku życie dopisało swój własny gorzki rozdział do tego, co przez lata pokazywało nam kino.
 

***

Droga krzyżowa – Poszedłbym

Pomyślałem, że temat przyciężki na wesołe święta, ale tak poczytałem o filmie na wyrywki i wygląda na ciekawą propozycję godną uwagi. Tak podpowiada mi przeczucie, stąd zielone światło dla filmu Dietricha Brüggemanna bez dalszego zagłębiania się w szczegóły.

Nastoletnia Marie jest członkiem fundamentalistycznej społeczności katolickiej, która odrzuca wszystko, co współczesne. By zbliżyć się do Jezusa, dziewczyna podąża Drogą Krzyżową. (Opis dystr.) 

Skomentuj

Twój adres mailowy nie zostanie opublikowany. Niezbędne pola zostały zaznaczone o taką gwiazdką: *

*

Quentin

Quentin
Jestem Quentin. Filmowego bloga piszę nieprzerwanie od 2004 roku (kto da więcej?). Wcześniej na Blox.pl, teraz u siebie. Reszta nieistotna - to nie portal randkowy. Ale, jeśli już koniecznie musicie wiedzieć, to tak, jestem zajebisty.