Wdrożenie i opieka: MimasTech
Szokujące newsy!

Black Bear 2014 – Mecz zombie [Goal of the Dead]

Renesans zombiaków trwa w najlepsze. Po fazie na wampiry przyszedł czas na ich nieumarłych kolegów, którzy o wiele lepiej wykorzystują swoją obecność na ekranach mniejszych i większych. A przynajmniej z punktu widzenia odbiorcy, który dawno skończył piętnaście lat.

I choć mogło by się wydawać, że wszystko na temat zombiaków już było, to jednak wciąż można natknąć się na jakieś nowe potraktowanie tematu. Głównie dzięki parowaniu go z tematami innymi. Tym razem takiego mariażu doczekali się piłkarze. A po zwiastunie „Goal of the Dead” można było przypuszczać, że genialnie prostego pomysłu na film nie można spieprzyć. Sportowe kino zombie – kupuję!

Drużyna fikcyjnego klubu Olypmpique Paryż, której ostatnio nie idzie w pierwszej lidze, wybiera się na pucharowy mecz do piłkarskiego średniaka jakich wiele. Łączy go jednak z małomiasteczkowym klubem coś więcej. Oto w ekipie z Paryżewa znajduje się zawodnik, którego xx lat temu klub wyciągnął właśnie z miejscowej drużyny. Rodacy nie witają go jednak z otwartymi ramionami i wydaje się, że każdy z nich ma do niego mniejszy lub większy żal. A największy pewien szalony doktor, który wstrzykuje swojemu synowi ruski specyfik i od tej pory ten biega po okolicy, rzyga na wszystkich i zamienia w żywe trupy. Mecz, który rozpoczyna swoim gwizdkiem arbiter okaże się prawdziwym meczem o życie.

Niestety ze smutkiem w głosie należy oznajmić, że jednak udało się spieprzyć ten pomysł, a powodów spieprzenia jest dużo. Za mało tu nieskrępowanej zabawy (w ogóle, nie mówiąc o jakiejkolwiek zabawie gatunkiem) i luzu, który potrzebny jest w tego typu produkcjach gore z przymrużeniem oka. Bo oczywiście nic nie jest tu poważne, co już całkowicie zepsułoby sprawę. Niestety mam wrażenie, że frajdy brakowało nie tylko mi w trakcie seansu, jak i ekipie filmowej, która odbębniła robotę nie wkładając w nią odrobiny serca. Czasem czuje się, że przynajmniej twórcy dobrze bawili się w trakcie realizacji – tutaj nie miałem takiego wrażenia. Film jest zrealizowany poprawnie, porządny nawet, ale szybko chce się o nim zapomnieć.

Jest też, co ważne, za długi. Dobrym pomysłem było podzielenie go wzorem meczu piłkarskiego na dwie połowy, to dlaczego nikt nie wpadł na pomysł, żeby trwał równe 90 minut (no może plus cztery minuty doliczonego czasu)? Dwie godziny to stanowczo za długo, jak na atrakcje, jakie ma nam do zaoferowania film.

Najgorsze, że nie jest nawet specjalnie krwawo. W przeciętnym odcinku The Walking Dead jest więcej krwi niż tutaj. W „Goal of the Dead” dominują raczej białe wymioty niż czerwona posoka, choć francuskie kino przez ostatnie lata nie raz udowadniało nam, że z makabrą czują się dobrze i potrafią nią operować. Kto nastawia się na nieskrępowaną rozpierduchę zawiedzie się, a ze scen śmierci ciekawa była może jedna. Słabo.

Wobec tego człowiek zwraca uwagę na inne pierdoły, które ostatecznie psują mu seans. W tym przypadku na brak rozmachu przy scenach piłkarskich. Oczywiście to duże koszty, ale klimat widowiska piłkarskiego pozytywnie wpłynąłby na obraz całego filmu. A gdy się szczypie z kasą, to mecz Pucharu Francji wychodzi jak wychodzi – niczym kopanina pod blokiem. 5/10

(1836)

Skomentuj

Twój adres mailowy nie zostanie opublikowany. Niezbędne pola zostały zaznaczone o taką gwiazdką: *

*

Quentin

Quentin
Jestem Quentin. Filmowego bloga piszę nieprzerwanie od 2004 roku (kto da więcej?). Wcześniej na Blox.pl, teraz u siebie. Reszta nieistotna - to nie portal randkowy. Ale, jeśli już koniecznie musicie wiedzieć, to tak, jestem zajebisty.