Wdrożenie i opieka: MimasTech
Szokujące newsy!

Poszedłbym, odc. 47

Wstęp.

Szefowie wrogowie 2 – Poszedłbym

Uzasadniłem wczoraj. Na wypadek, gdyby ktoś przegapił: RECENZJA.

Tzn. RECKA, recenzje to pisze Sobolewski :)
 

Wielka Szóstka – Nie poszedłbym

Nie lubię animków.

Aczkolwiek wygląda na to, że mamy do czynienia z udanym filmem i jeśli ktoś lubi animki, to powinien być zadowolony. Poza tym filmy animowane za nieco więcej dolarów (takie tam 165 milionów dolarów) to obecnie jedyny powód, żeby chodzić do kina na seanse 3D. Naprawdę robią wrażenie w takim wydaniu.

Hmm, to może jednak bym poszedł? :) Tylko zastanawia mnie jedna rzecz: czemu w oryginalnej „obsadzie” brak znanych głosów? Czyżby film był tak dobry, że broni się sam bez epatowania nazwiskami?
 

Kolor purpury – Nie poszedłbym

Nigdy nie przepadałem za poważnymi filmami Spielberga. A przynajmniej do czasu „Listy Schindlera”.

I w sumie to nawet nie wiem, kto wymyślił, żeby to jeszcze raz do kina puszczać. Nie wyobrażam sobie, żeby na jakimś seansie było więcej niż dziesięć osób. No ale może mam słabą wyobraźnię.
 

3 serca – Nie poszedłbym

Ciekawy ten premierowy weekend. Pod względem łatwości uzasadnienia mojego wyboru. Animki – nie lubię. Poważny Spielberg – nie lubię. Kino francuskie – nie lubię.

Obstawiam przynudzający dramat tylko dla koneserów przynudzających dramatów. Marc zakochuje się w Sylvie, ale traci z nią kontakt. W międzyczasie poznaje Sophie, nie mając pojęcia, że znalazł jej siostrę. (Opis dystr.)
 

Scenariusz na miłość – Poszedłbym

Zaskoczyła mnie Aśka, która po zwiastunie była – lekko mówiąc – znudzona i orzekła, że nie ma zamiaru wybierać się na ten film. Zdziwiłem się, bo podczas jego projekcji siedziałem z miną „skończy się i Aśka powie, że chce na to iść!”.

A niech nie idzie, sam se pójdę. Stęskniłem się za Hugh Grantem w komediach romantycznych. I nie szkodzi, że wszystkie są takie same. Nie szkodzi, że wszystko w zwiastunie tego filmu krzyczy: „film twórców Music&Lyrics!” na pół godziny przed tym jak ta informacja pojawia się na napisach. Nie szkodzi.

Może się i zawiodę, ale wolę się zawieść na komromie z Hugh Grantem niż na komromie z Chrisem Evansem, czy innym Chrisem Pine’em.
 

Siostry i Schiller – Nie poszedłbym

Nie szkodzi, że to niemiecki reprezentant do wyścigu o tegorocznego Oscara. Na historię romansu Friedricha Schillera z dwoma zubożałymi arystokratkami, który rozpoczął się latem 1788 roku (Opis dystr.), która trwa blisko trzy godziny nie zaciągnięto by mnie nawet wołami.

Szczególnie że opinie o filmie sa raczej zgodnie zniechęcające, a i brak mi podbudowy w znajomości życia i twórczości Friedricha Schillera. I trzech godzin do zmarnowania.
 

November Man – Poszedłbym

Sam nie wiem. Wydaje mi się, że problemów z tym filmem jest za dużo, żeby w ogóle rozważać wybranie się na niego, ale z drugiej strony niezobowiązująca rozrywka, jaką może się okazać jest kusząca. Postrzelają się, pościgają, z sześć razy dokonają niemożliwego – co tu mogłoby się nie podobać? A wszystko polane sosem kina klasy B, bo przecież, gdyby Brosnana było stać na występowanie w filmach klasy A, to „November Man” byłby kolejnym odcinkiem Bonda.

I to w sumie chyba nawet dobrze, że nie jest. Może dzięki temu nie będzie nadęty… I tylko za tym Brosnanem nie przepadam. Nie umiem traktować go poważnie.
 

Klątwa Jessabelle – Nie poszedłbym

Głównie dlatego, że nie wiem co to jest. Zawsze podejrzliwie patrzę na filmy, o który nie wiem, co to za filmy :). I o ile mogę czegoś nie wiedzieć, o jakichś artystycznych produkcjach z Peru, to o horrorach w Luizjanie raczej powinienem słyszeć chociażby cokolwiek. A tu nic.

Jedni piszą, że słaby, drudzy, że ciekawy – ale ogólnie temperatura opinii jest letnia, niezależnie od frontu. A to oznacza, że nie ma się co pchać do kina, bo czeka tam na nas horror taki sam jak wszystkie inne przeciętne horrory.
 

Czasem śnię, że latam – Nie poszedłbym

Ale przy okazji rzuciłbym okiem. Dokument o młodej, wybitnie utalentowanej tancerce, która od dziecka mieszka w bursie przy Szkole Baletowej, a gdy zostaje najlepszą absolwentką roku, otwiera się przed nią droga międzynarodowej kariery (Opis dystr.) wygląda ciekawie.

Boję się tylko, że jak to przystało na polską produkcję, zamiast opowiedzieć ciekawą historię, opakują to wszystko w metaforyczno-mistyczną otoczkę zupełnie do szczęścia niepotrzebną. 

Skomentuj

Twój adres mailowy nie zostanie opublikowany. Niezbędne pola zostały zaznaczone o taką gwiazdką: *

*

Quentin

Quentin
Jestem Quentin. Filmowego bloga piszę nieprzerwanie od 2004 roku (kto da więcej?). Wcześniej na Blox.pl, teraz u siebie. Reszta nieistotna - to nie portal randkowy. Ale, jeśli już koniecznie musicie wiedzieć, to tak, jestem zajebisty.