Poszedłbym, odc. 44

A imię jego Czterdzieści i Cztery…

Interstellar – Poszedłbym

Nie ma co udawać, że bym nie poszedł, skoro bym poszedł. Tyle szumu narobiono w związku z tym najnowszym filmem Nolana, że nie zobaczyć go po prostu nie wypada. Nie wypada osobie, która aspiruje do miana kogoś, kto ma coś do powiedzenia o filmie. Choćby i głupio, ale zawsze. Z perspektywy takiej osoby (znajomy 😉 ) seansu przegapić nie można. Niezależnie od przeczuć, jakie towarzyszą tej premierze.

A te są średnie. Dawno już przestały na mnie działać wszelkie PR-owe zagrywki (a jak działają to o tym nie wiem, więc tak jakby nie działały 😉 ) i ze spokojem odnoszę się do tych wszystkich strzępków informacji, jakimi nas od miesięcy karmiono. Ja nie z tych, co to pierwszy teaser „Interstellar” powitały orgazmem – a było ich sporo. Nie mówiąc już o tym, że za filmami Nolana nie przepadam.

Nie są złe, tego na pewno bym o nich nie powiedział. Ale Nolan nie jest moim ulubionym reżyserem i w związku z tym nie dostaje na starcie żadnych for. Nic z tych rzeczy, żeby padać na kolana, bo to film Nolana (rym zamierzony!). O nie kolego, to ty musisz mnie do siebie przekonać, a nie na odwrót.

Spodziewam się nudy tak naprawdę. Świetnie technicznie nakręconej nudy. I pseudonaukowego bełkotu. Nie wierzę, że nagle jakiś tam filmowiec zrewolucjonizuje w najmniejszym choćby stopniu naukę i naszą wiedzę o kosmosie. Domyślam się, że sporo się pośmieję z politowaniem i ponarzekam, że zamiast nieskrępowanego inteligencją widowiska dostałem jakiś tam „Solaris” XXII wieku. No ale do kina pójść trzeba, żeby potem móc spokojnie pisać: Prometeusz był lepszy.
 

Bella i Sebastian – Nie poszedłbym

Alpejska wioska, rok 1943. Kiedy bezpański pies zabija owce, lokalny chłopiec postanawia ochronić zwierzaka przed zemstą mieszkańców. (Opis dystr.)

Obawiam się, że na końcu przyjdą źli Niemcy, pardon, naziści. Tak czy siak familijne kino to nie dla mnie, poszukajcie lepiej opinii kogoś innego. Choć zdziwiłbym się bardzo, gdyby był to wesoły film z happy endem. A nawet jeśli – nic tak nie powoduje wrzodów na żołądku jak sympatyczny film, w którym cały czas przeczuwasz, że mogą zabić psa.
 

Obywatel – Nie poszedłbym

Byłem, widziałem, RECENZJĘ napisałem.
 

Rio Bravo – Nie poszedłbym

Nie jest to ten wyjątkowy przypadek klasycznego filmu, który chciałbym powtórzyć w kinie, ale piosenki sobie teraz posłucham.


 

Mapy Gwiazd – Nie poszedłbym

Film można oglądać już od dłuższego czasu. Wyszedł na DVD, gościł na Warszawskim Festiwalu Filmowym, fruwał po zagranicznych kinach itd. itp. Słyszeliście coś o nim? Kojarzycie może tytuł, obił Wam się o uszy Cronenberg, znacie obsadę – to pewnie maksimum wiedzy. Nie sądzicie, że wybitny film, na który warto wybrać się do kina spokojnie zyskałby o wiele większy rozgłos przez ten czas, jaki minął od jego premiery?

No właśnie. Mamy więc zapewne do czynienia z filmem jedynie dla wybranych. Nie wiem niestety, czy nimi jesteście. Ja raczej nie.
 

Śmieć – Poszedłbym

Do ostatniego wtorku całkowita niewiadoma, jeśli chodzi o moją o nim świadomość. Wtedy na ścianie kina zobaczyłem jego plakat. „O, co to?” pomyślałem. Za chwilę przed seansem leciał zwiastun, ale akurat wszedłem w trakcie i za wiele nie zarejestrowałem. Tak czy siak zwrócił moją uwagę.

A teraz przeczytałem, że „Scenariusz: Richard Curtis” i stąd bez zastanowienia zielone światło. Tak, wiem, Curtis jest cholernie daleko od swojej największej formy, ale kto wie, a nuż choć trochę wrócił do niej podczas pisania tej adaptacji książki? Nie zobaczę to się nie przekonam, a przecież ulubionemu kiedyś scenarzyście warto dać kredyt zaufania.

Ubodzy brazylijscy chłopcy znajdują portfel na lokalnym wysypisku śmieci. Kiedy stają się celem policji, postanawiają uciec i odkryć tajemnice, które kryje ich znalezisko. (Opis dystr.)
 

Gottland – Nie poszedłbym

Ten fabularny dokument oparty na czeskich reportażach Dariusza Szczygła został przez widownię ostatniego WFF-u przyjęty niezbyt ciepło. Do przyszłego tygodnia powinien więc zniknąć z kin i nie będzie to wielkie zaskoczenie.
 

Dzień dobry, kocham cię! – Nie poszedłbym

Byłem, widziałem, RECENZJĘ napisałem.
 

Duży zeszyt – Poszedłbym

Zeszłoroczny węgierski kandydat do Oscara ma na tyle obiecujący zarys fabuły, że z pewnością warto rozważyć wybranie się do kina. Choć z drugiej strony trafiłby do kin pewnie wcześniej, gdyby było o co kruszyć kopie.

II wojna światowa. Mieszkające na wsi przy węgierskiej granicy rodzeństwo walczy o przetrwanie. (Opis dystr.) 

Skomentuj

Twój adres mailowy nie zostanie opublikowany. Niezbędne pola zostały zaznaczone o taką gwiazdką: *

*

Quentin

Quentin
Jestem Quentin. Filmowego bloga piszę nieprzerwanie od 2004 roku (kto da więcej?). Wcześniej na Blox.pl, teraz u siebie. Reszta nieistotna - to nie portal randkowy. Ale, jeśli już koniecznie musicie wiedzieć, to tak, jestem zajebisty.
www.VD.pl