WFF 2014 – Rozkaz Zapomnieć [Ordered to Forget aka Prikazano zabyt`]

Normalnie strach chodzić do kina na antyrosyjskie filmy. W moim rzędzie siedział jakiś koleś z kamerą i aparatem, zdjęcia widowni robił, nagrywał reakcje przed i po seansie – przez chwilę myślałem, że może też screenera nakręci, ale to go już nie interesowało. Kto wie, dokąd te nagrania polecą ;P Profilaktycznie wyszedłem pod koniec, gdy znów kamerę wyciągnął na napisach końcowych.

Przed seansem reżyser filmu ucieszył się z zapełnionej sali i orzekł, że to dobrze, że jednak są na świecie miłośnicy kina, a nie tylko miłośnicy popcornu. Po tej uwadze i kilku innych słowach myślę, że uważa swój film za wielkie Kino. I to dobrze, bo wiara w siebie to podstawa, ale nie da się ukryć i na rozkaz zapomnieć, że zwyczajnie nakręcił słaby film telewizyjny. Zakazany w Rosji, co zarówno skutecznie powstrzyma tamtejszych widzów przed poznaniem fragmentu niewygodnej prawdy o swoim wspaniałym kraju, ale też uchroni ich przed bólem zębów.

Wraz z nie potrafiącą grać babuszką przenosimy się do przełomu lat 1943/1944. Na rządzonym twardą ręką przez ruskich Kaukazie miejscowi żyją na pograniczu ubóstwa. Męczeni ciągłym terrorem, rekwizycją dóbr materialnych na rzecz walczących na froncie sałdatów i tego typu okupacyjno-wojennymi nieszczęściami jakoś udaje im się wiązać koniec końcem i nie zapominać o swoich tradycjach. Jednak coraz śmielsze poczynania miejscowej władzy zmuszają ostatnich pozostałych młodych do krwawo tłumionego buntu. Ale to nic w porównaniu z tym, co przywiezie ze sobą tawariszcz pałkownik (podobno generał, ale się z tym nie obnosi), bliski kolega Berii.

Materiały promocyjne przynoszą jak na tacy informację, że będziemy mieli do czynienia z historią podobną do opowieści o Jedwabnym, więc nie jest to żadna tajemnica, ani też spoiler. W zasadzie szkoda, bo brak świadomości tego faktu mógłby tylko lepiej wpłynąć na odbiór. Pytanie tylko, czy ktokolwiek przetrwałby wtedy okropnie słabą pierwszą połowę filmu. Połowę amatorsko telewizyjną, koszmarnie zagraną, równie słabo zdubbingowaną (nie wiem, kto zatrudnił jąkałę do dubbingu) i nudną. Nieumiejętnie klepane dialogi nie nadają powagi poważnej historii i nie pozwalają skupić się na niczym innym.

Druga połowa filmu jest już na szczęście trochę lepsza. Wraz ze ww. pałkownikiem pojawia się w końcu jakiś dobry aktor, a finałowe sceny naprawdę są dramatyczne i wstrząsające. Panu reżyserowi przydałoby się jednak podszepnąć, że samą historią nie może się obronić i do tworzenia wielkiego Kina potrzeba dużo więcej. Choć mogę się tylko domyślić, że spora wina takiego a nie innego efektu końcowego leży po stronie finansów. Pewnie ciężko było zebrać jakikolwiek budżet na kino oficjalnie uznane za antyrosyjskie, fałszujące historię i nawołujące do nienawiści na tle etnicznym. 5/10

(1801)

Skomentuj

Twój adres mailowy nie zostanie opublikowany. Niezbędne pola zostały zaznaczone o taką gwiazdką: *

*

Quentin

Quentin
Jestem Quentin. Filmowego bloga piszę nieprzerwanie od 2004 roku (kto da więcej?). Wcześniej na Blox.pl, teraz u siebie. Reszta nieistotna - to nie portal randkowy. Ale, jeśli już koniecznie musicie wiedzieć, to tak, jestem zajebisty.
www.VD.pl