WFF 2014 – Beltracchi – sztuka fałszerstwa [Beltracchi – The Art of Forgery aka Beltracchi – Die Kunst der Falschung]

Finiszujemy z WFF-owymi reckami, zostały już „tylko” trzy. Uff.

Film, o którym teraz okazał się lekkim zawodem. Czułem, że z dokumentami na 30. WFF-ie jest kiepsko, ale w tym przypadku raczej nie obawiałem się fakapu. I takiego całkowitego nie było, bo mówimy o niezłym i ciekawym filmie. Ale z zupełnie niewykorzystanym tematem.

Beltracchi - sztuka fałszerstwa [Beltracchi - The Art of Forgery aka Beltracchi - Die Kunst der Falschung]

Tytułowym bohaterem jest niemiecki mistrz pędzla, który odkrył, że jest utalentowanym fałszerzem. Od tego odkrycia do zarobienia pierwszych pieniędzy nie minęło wiele czasu i skrupułów. Wkrótce domy aukcyjne zaczęły się zabijać o nieznane do tej pory obrazy starych mistrzów. Bo oprócz fałszowania, Beltracchi potrafił również malować oryginalne obrazy w stylu konkretnego autora.

Historię poznajemy od końca. Beltracchi i jego żona, która pomagała mu w przekrętach, odbywają karę więzienia. Nie jest to kara specjalnie uciążliwa, bo za dnia mogą pracować razem w atelier i tylko na noce wracają do swoich cel. Dzięki temu filmowcy mogą bliżej poznać ich niezwykłą historię.

Historia rzeczywiście niezwykła, ale opowiedziana bez większego pomysłu i dobrego planu. Tytułowy bohater jest człowiekiem tak uroczo pewnym siebie i przez to dowcipnym, że pewnie wystarczyłoby mu tylko pozwolić odpowiadać na pytania (jak w Ja kamikadze) i już byłoby ciekawiej. Tymczasem musi on dzielić ekran ze zbyt dużą ilością gadających głów, które nie mają za wiele ciekawego do opowiedzenia niż w zasadzie suche fakty, które równie dobrze mogłyby zostać przedstawione przez napisy na ekranie. O sednie i kulisach historii jest tak naprawdę niewiele, a dużo czasu poświęcono temu co tu i teraz. Aż żal, gdy pomyśleć, ile anegdotek mógłby opowiedzieć Beltracchi, gdyby pozwolono mu gadać podpuszczając go odpowiednimi pytaniami.

Do dzisiaj tak naprawdę nie wiadomo, ile fałszywych obrazów pędzla Beltracchiego znajduje się w muzeach i prywatnych kolekcjach, ale biorąc pod uwagę długie lata, w jakich działał fałszerz – całkiem możliwe, że i u Was na ścianie wisi jakaś jego podróba. Fajnie było poznać historię fałszerstw i sposoby naciągania klientów (o wiele bardziej skomplikowane niż samo namalowanie obrazu), ale nie mogliśmy się z Aśkiem (córką malarza) oprzeć wrażeniu, że wielu informacji nie otrzymaliśmy, przez wiele rzeczy przeleciano po łebkach.

No i fajnie też, że uczestniczyliśmy na ekranie w procederze fałszowania obrazu (wiecie, że podróbka staje się podróbką dopiero w momencie podrobienia podpisu artysty?), ale aż się prosiło, żeby Beltracchi namalował jakiegoś Rembrandta czy Da Vinciego (według niego to proste), a nie abstrakcyjny obraz nieznanego laikowi artysty. 7/10

(1806)

Skomentuj

Twój adres mailowy nie zostanie opublikowany. Niezbędne pola zostały zaznaczone o taką gwiazdką: *

*

Quentin

Quentin
Jestem Quentin. Filmowego bloga piszę nieprzerwanie od 2004 roku (kto da więcej?). Wcześniej na Blox.pl, teraz u siebie. Reszta nieistotna - to nie portal randkowy. Ale, jeśli już koniecznie musicie wiedzieć, to tak, jestem zajebisty.