Wdrożenie i opieka: MimasTech
Szokujące newsy!

Poszedłbym, odc. 38

Wstęp.

Bez litości – Poszedłbym

Lubię Denzela Washingtona, lubię filmy Anthony’ego Fuquy – poszedłbym. Co nie oznacza, że nie dostrzegam problemu. Nie ma co ukrywać, że Denzel już dawno nie nakręcił niczego dobrego, właściwie można o nim spokojnie mówić jako o kolejnej ofierze klątwy oskarowej. Od momentu otrzymania Golasa gra w filmach porządnych, ale nic ponad to (Człowiek w ogniu wyjątkiem potwierdzającym regułę), a często nawet poniżej. Podobnie Fuqua. Nie trzeba być tytanem dedukcji, żeby w reklamowym haśle „film twórcy Dnia próby” odczytać właściwy podtekst: „film twórcy, który od czasu Dnia próby nie nakręcił niczego lepszego”. A minęło już, strach liczyć, trzynaście lat od tego filmu. Czemu więc akurat teraz miałoby zaskoczyć?

Tego nie wiem, ale może akurat zaskoczy. A jak już mam się męczyć w kinie na filmie, to wolę na takim z Denzelem i spluwami niż na kameralnym dramacie obyczajowym. Byłoby fajnie dostać drugiego Człowieka w ogniu, ale niestety recenzje na to nie wskazują. Tyle, że kto przy zdrowych zmysłach sugeruje się recenzjami?
 

Pszczółka Maja. Film – Nie poszedłbym

Nie ma sentymentów, nie lubię animek.
 

Efekt domina – Nie poszedłbym

Sam nie wiem, przecież lubię dokumenty. A i temat powyższego jest ciekawy:

„Film jest opowieścią o Rafaelu i Nataszy, którzy zaczynają wspólne życie w państwie, które się jeszcze naprawdę nie narodziło. On jest ministrem sportu nieuznawanej republiki Abchazji, ona rosyjską śpiewaczką operową. Dla Rafaela Natasza porzuciła swoją karierę i rodzinę w Rosji”. (Opis dystr.)

A jednak coś mnie powstrzymuje. Może fakt, że to produkcja niemiecko-polska, może dość krótki metraż, a może to bliżej nieokreślone przeczucie, które raczej rzadko mnie myli. Choć parę razy mu się zdarzyło… Tak czy inaczej – za dużo wątpliwości, żeby pchać się do kina.
 

Spódnice w górę! – Nie poszedłbym

„Francuska komedia” – to zwykle odstrasza mnie od kina i od oglądania w ogóle. Nic nie poradzę, nie lubię. Nie śmieszą mnie, a wyjątki potwierdzają regułę. Poza tym podejrzewam, że ktoś mocno chce mnie nabrać – pójdę do kina na „Spódnice w górę”, a tam żadna spódnicy w górę nie podniesie :P.

Choć z drugiej strony właśnie to fajne jest we francuskich aktorkach, że na ekranie zrzucają ciuchy chętniej niż laski z przygód Borewicza. Więc może bym się zdziwił?

Ostatecznie jednak nie wybiorę się na film, który wygląda na skrzyżowanie „Lejdis” z „Seksem w wielkim mieście”, bo obu nie lubię.
 

W drodze do Jah – Poszedłbym

Drugi dokument w dzisiejszym zestawieniu, według mnie znacznie ciekawszy. Może dlatego, że opowiada historię o czymś (reggae), a nie opowiada historii na tle historii (biega o to, że w dokumencie o Abchazji interesuje mnie historia Anchazji, a nie historia zakochanych ludzi na tle historii Anchazji).

Zatem poszedłbym, by poznać, skąd się wzięło reggae, bo według mnie to może być ciekawe.
 

Porwanie Michela Houellebecqa – Nie poszedłbym

Wyznanie: Mam jakąś taką podskórną niechęć do „filmów prezentowanych na Nowych Horyzontach”. I tyle.
 

Pewnego razu na Dzikim Wschodzie – Poszedłbym

Jeszcze się nie zwierzałem, że chciałbym zrobić sobie festiwal filmów, których tytuły zaczynają się od „Pewnego razu…”. Nie szkodzi, że ten tutaj jest tylko inwencją polskiego dystrybutora.

„super film. W konwencji westernu, opowiedziana pięknym obrazem historia pionierów Kurdystanu…” (komentarz z forum Filmwebu). Czuję się nim zachęcony.
 

Co się zdarzyło Baby Jane? – Poszedłbym

Wiem, że zwykle w takich przypadkach piszę: „wznawianą klasykę wolę nadrabiać w domowym zaciszu”, ale na Baby Jane to szczerze bym poszedł, więc i Was wysyłam – warto.
 

Witamy w Nowym Jorku – Nie poszedłbym

Są reżyserzy, którzy już powinni przestać kręcić filmy. Abel Ferrara do nich należy. 

Skomentuj

Twój adres mailowy nie zostanie opublikowany. Niezbędne pola zostały zaznaczone o taką gwiazdką: *

*

Quentin

Quentin
Jestem Quentin. Filmowego bloga piszę nieprzerwanie od 2004 roku (kto da więcej?). Wcześniej na Blox.pl, teraz u siebie. Reszta nieistotna - to nie portal randkowy. Ale, jeśli już koniecznie musicie wiedzieć, to tak, jestem zajebisty.