Poszedłbym, odc. 37

Tegotygodniowe „Poszedłbym” w a to oznacza, że idę dziś na coś do kina. Na coś, czego recenzja jutro. A tym czymś jest:
 

Miasto 44 – Poszedłbym

Załapałem się na zaproszenie na pokaz przedpremierowy (mierzi mnie nazwa „pokaz przedpremierowy”, jeśli mowa o seansie o 20.30 przeddzień premiery), ale i bez niego bym na „Miasto 44” poszedł. O bilety bym się nie bił, na spokojnie wybrałbym się, gdy minie pierwszy szał i można będzie wybrać sobie miejsce gdzie się chce, a nie tam, gdzie są. Ale poszedłbym.

Zwykle o filmach przed ich premierą nie czytam nic. O nowym filmie Komasy nie sposób było nic nie przeczytać, bo to sprawa niemalże narodowa. Nie bez przyczyny prapremierę „Miasta 44” gościł więc Stadion Narodowy. Pomijam durne tłumaczenia reżysera po tej prapremierze, że pokazano film nieskończony itede itepe, ale odczucia po nim były raczej jednomyślne. Zawód „miśków”.

Ale i tak bym poszedł, bo niezależnie od jakości filmu, jest on prawdziwym wydarzeniem w kinie polskim. A takiego przegapić nie wypada, choćby dlatego, żeby potem móc się z nim rozprawić. Ale, powiem szczerze, coś we mnie podpowiada, że M44 nie będzie takie złe, jak opinie o nim. To w ogóle dziwna sprawa, bo gdy czytam zarzuty, to myślę sobie: „no tak, dokładnie na to wyglądało w trailerze”, a jednocześnie wierzę, że będzie dobrze. I podskórnie szykuję się na coś na obraz i podobieństwa koreańskiego kina wojennego – a to wysoko podniesiona poprzeczka!

Dowiem się wieczorem co i jak, dam znać jutro. A na Q-Fejsie pewnie i dzisiaj jeszcze.
 

Więzień labiryntu – Nie poszedłbym

Z filmami takimi jak „Więzień labiryntu” jest w zasadzie tylko jeden problem – stąd zaznaczyłem go na żółto. Gdyby to był film na poważnie, z poważnymi dorosłymi aktorami, z krwią, cyckami i PG-13 to zapewne byłby bardzo fajny. Bo i pomysł ma intrygujący. Dupny labirynt, zamknięci w nim ludzi próbują znaleźć wyjście itd.

Niestety to kolejna produkcja z gatunku teen-sf, bliska koleżanka przeróżnych Igrzysk śmierci, „Niezgodnych” i „Dawców pamięci”. Z małolatami i dla małolatów. Film udający kino, którym nie ma szans być. A szkoda.
 

Antboy – Nie poszedłbym

Gdy pierwszy raz natknąłem się na ten film jakiś rok temu, pomyślałem, że chętnie go obejrzę. Minął czas i jakoś mi przeszło, bo doszedłem do wniosku, że raczej za stary jestem na kino familijne. I film, który od Spidermana pewnie nie będzie różnił się niczym poza tym, że będzie dla dzieci dzieci. Jakieś podśmiechujki z genre’u to maks co mogę w nim zapewne dostać.

Ostatnio pisałem w „Poszedłbymie” o jakimś młodzieżowym filmie o Sputniku. Tam był jakiś haczyk, który zachęcał do seansu (Mur Berliński, podróże w czasie, konsekwencje). Tu takiego haczyka brak.
 

Sprawa dla dwojga – Poszedłbym

Czterdziestoletni aktor, nie mogąc dostać roli, dorabia podczas policyjnego odtwarzania scen zbrodni, gdzie grywa ofiarę morderstw. (Opis dystr.)

Tak, moi drodzy, wygląda opis filmu, który automatycznie zachęca mnie do obejrzenia całości. Jedno zdanie i jestem zaciekawiony. Brawo.

No ale opis to jeszcze nie cały film. Trzeba być ostrożnym, gdy nazwiska jego twórców nic ci nie mówią, bo nie lubisz francuskiego kina. A to francuskie kino. I plakat, który z resztą poszlak zapowiada francuską wersję Kochanie, chyba cię zabiłem. Kolejna lampka ostrzegawcza.

Jednym słowem: może być różnie. No trzema słowami.
 

Słowo na M – Poszedłbym

Żółty kolor dzisiaj rządzi…

A jeśli chodzi o powyższy film to nic o nim nie wiem, przed sekundą, przeglądając zapowiedzi premier, natknąłem się na niego po raz pierwszy. Ale ludzie piszą, że to standardowa komedia romantyczna, więc już jestem pozytywnie nastawiony, bo brakuje mi standardowych komedii romantycznych.

Choć powiem szczerze: Daniel Radcliffe byłby moim ostatnim wyborem, jeśli chodzi o kandydata na główną rolę męską w komedii romantycznej.

O! Znalazłem powód, który przekonał mnie do rewolucyjnego w tym cyklu zmiany koloru prognozy na dwukolorową. Oto reżyserem „Słowa na M” jest Michael Dowse, człowiek, który nakręcił świetny Take Me Home Tonight!
 

Ja nie wracam – Poszedłbym

Kolejna propozycja wyglądająca na ciekawą. W sam raz do obejrzenia… no jednak w domu raczej. Choć z drugiej strony zapowiadają się krajobrazy godne dużego ekranu.

Młoda kobieta, która wychowywała się w sierocińcu, pragnie być kochana. Jej nastoletni wygląd pomaga jej w ukryciu się w domu dziecka, po tym jak zostaję fałszywie oskarżona o popełnienie przestępstwa. W domu dziecka poznaje Kristinę, z którą udaje się w długą podróż autostopem po rozległej Rosji. (Opis dystr.)

Ciekawe. Ciekawy filmowo tydzień tak w ogóle.
 

Buntownik bez powodu – Nie poszedłbym

No nic nie poradzę, nie jara mnie chodzenia do kina na stare filmy. Może zacznie, jak kiedyś wybiorę się na któryś, ale raczej rezerwowałbym tę przyjemność dla festiwalu, a nie normalnej dystrybucji kinowej.

Ale2 – jak ktoś chce nadrabiać klasykę to oczywiście najlepiej w kinie.

Skomentuj

Twój adres mailowy nie zostanie opublikowany. Niezbędne pola zostały zaznaczone o taką gwiazdką: *

*

Quentin

Quentin
Jestem Quentin. Filmowego bloga piszę nieprzerwanie od 2004 roku (kto da więcej?). Wcześniej na Blox.pl, teraz u siebie. Reszta nieistotna - to nie portal randkowy. Ale, jeśli już koniecznie musicie wiedzieć, to tak, jestem zajebisty.