Nie tylko Femina

Pamięć to dziwna sprawa. Często wydaje nam się, że czegoś nie zapomnimy do końca życia, a parę lat później nie potrafimy sobie przypomnieć choćby większych szczegółów tego czegoś. Albo zupełnie o czymś zapominamy na długie lata, a potem jakieś wydarzenie otwiera nam szufladkę w mózgu i nagle – pamiętamy! Czasem to odkrycie trzeba chwilę przetrawić, zanim na dobre uświadomimy sobie, że nie, to nie sen, naprawdę coś takiego przeżyliśmy/widzieliśmy/łotewer.

Odkrycie, o którym dwa słowa dzisiaj, nie należy do gatunku tych groundbreakingowych, a jedynie do tych szufladkootwierających. A proces zapoczątkowało niewinne pytanie na facebooku Polityki: Czy znacie jeszcze jakieś kina przerobione na dyskont spożywczy?

Pytanie odnośnie głośnej sprawy warszawskiego kina Femina, które ostatecznie i nieodwołalnie przerobione zostanie na Biedronkę. Nie będę się nad tą sprawą dłużej zatrzymywał, bo choć wolałbym kino od biedry, to nie jest to dla mnie jakaś szczególnie bulwersująca sprawa. Ot, takie prawa rynku, a większość biadolących nad tą przeróbką pewnie nigdy w Feminie nie była. Ale nie znam się, więc się (więcej) nie wypowiadam. Poza tym nie jestem warszawiakiem i żadnego sentymentu do Feminy nie mam. Ba, nigdy tam nawet nie byłem, często tylko przejeżdżałem obok. To po co o tym w takim razie w ogóle wspominam? Gdy pierwszy raz usłyszałem o tej sprawie pomyślałem sobie: o kurczę, cóż za bezprecedensowy przypadek. Potrzeba było trochę czasu (i pytania Polityki), żeby uświadomić sobie, że przecież nie tylko nie jest to bezprecedensowy przypadek, ale i coś podobnego miało miejsce rzut beretm ode mnie. Dawno, dawno temu, chyba nawet zanim wprowadzono do nas multipleksy, zawierciańskie kino Włókniarz przerobiono na… Biedronkę. Biedronka stoi po dziś dzień i nie przerobiono jej na nic.

Za młody byłem, żeby chodzić często do Włókniarza. A i specjalnie nie miałem jak do niego dotrzeć i wrócić. Nie przeszkadza mi to jednak w posiadaniu kilku filmowych wspomnień z nim związanych. To właśnie tam pierwszy raz widziałem „Indianę Jonesa i Świątynię Zagłady”. Pamiętam, że nie wiedzieć czemu, bardzo nie chciałem na to pójść. Rodzice zaciągnęli mnie niemal siłą i… chciałoby się powiedzieć, że nie żałowałem, ale nie. Scena wyrywania serca śniła mi się potem jeszcze długo po nocach. Trauma musiała być spora skoro do dziś o tym pamiętam. Więcej filmów tam obejrzanych nie pamiętam. Możliwe, że tam widziałem jeszcze „Greystoke. Legendę Tarzana władcy małp”, może „Muchę”, ale chyba już nie. No i przypominam sobie, jak dobry los uratował rodziców przed obejrzeniem tam „Jak to się robi w Chicago”. Tak zasypało Ogrodzieniec, że się wyjechać nie dało.

Ale na tym wspomnienia się nie kończą. To również w budynku Włókniarza mieściła się mała salka, w której organizowano pokazy wideo. Szczególnie utkwiły mi w pamięci dwa filmy kung fu. Z „Niepokonanego wojownika” musiałem wyjść, bo zrobiło mi się niedobrze, gdy jeden wojownik wyrwał drugiemu oczy. Co było drugim tytułem to nie wiem, ale w pamięci pozostała zabawna anegdotka. Otóż jeden z bohaterów filmu odwiedził knajpę, gdzie jakaś świnia podłożyła mu nogę i się wywrócił. W tym momencie zgasł telewizor. Ktoś z tylnego rzędu krzeseł rzucił, że bohater potknął się o kabel zasilający telewizor.

Wspomnienia pozostały, a tam, gdzie kiedyś było kino dzisiaj ludzie kupują kiełbasy. I, powiem szczerze, jakoś nie jestem zbulwersowany i tak. Może byłem za młody, żeby dorobić się jakichś poważniejszych wspomnień związanych z tym kinem?

Tak czy siak kina znikają i znikać będą. W samym Zawierciu oprócz Włokniarza zlikwidowano jeszcze Stellę, a i u mnie w Ogrodzieńcu też na straty poszło kino w MOK-u. Na szczęście, póki co, wspomnienia mogą nam zabrać tylko w filmie science-fiction. 

Skomentuj

Twój adres mailowy nie zostanie opublikowany. Niezbędne pola zostały zaznaczone o taką gwiazdką: *

*

Quentin

Quentin
Jestem Quentin. Filmowego bloga piszę nieprzerwanie od 2004 roku (kto da więcej?). Wcześniej na Blox.pl, teraz u siebie. Reszta nieistotna - to nie portal randkowy. Ale, jeśli już koniecznie musicie wiedzieć, to tak, jestem zajebisty.