Video Nasties – Draconian Days

Dzisiaj dwa słowa o długo oczekiwanej… no może przesadzam z tym długo, bo jakieś dwa lata i z tym oczekiwanej też, bo to pozycja w zasadzie tylko dla fanów (choć prawie każdy powinien się na tym dokumencie dobrze bawić)… kontynuacji filmu Jake’a Westa pod wszystko mówiącym tytułem: „Video Nasties: Moral Panic, Censorship & Videotape”. A jako że nic o nim chyba tu jeszcze nie pisałem, to teraz napiszę dwa słowa.

Jako się rzekło, tytuł mówi wszystko. Brakuje w nim tylko adnotacji, że sprawa dotyczy tylko i wyłącznie brytyjskiego rynku wideo, choć podobieństwa z tym naszym dość łatwo można odnaleźć i potraktować całość jako rzecz uniwersalną. W pierwszym dokumencie reżyser wprowadza nas w nowy wspaniały świat VHS-ów i problemy, jakie pojawiły się wraz z rosnącą popularnością rynku wideo. Filmy wkroczyły z hukiem do domów, a pomysły na filmy, na które w kinie nikt nie dałby złamanego dolara, teraz mogły zostać zrealizowane. Eksplozji kultowego dziś kina nie można było zatrzymać.

A wraz z tą eksplozją pojawiły się setki tytułów, firm dystrybucyjnych, wypożyczalni kaset wideo etc., nad którym początkowo nikt nie był w stanie zapanować. Gdy okazało się, że krwawe i coraz bardziej odważne produkcje wyłaniające się zza każdego zakrętu najwyraźniej chciały zdeprawować umysły młodych Brytyjczyków, rząd brytyjski postanowił przeciwdziałać stosownym dekretem. Tak narodziła się najbardziej surowa na świecie cenzura (choć nie sposób porównać jej do naszej, bo ta nasza miała na głowie inne problemy niż cycki, krew, seks i przekleństwa), która na długo okaleczyła wiele filmów lepszych i gorszych, a wybraną grupę wycofała na dobre z wypożyczalni mianując ją tytułowymi „video nastiesami”. Pokłosie brytyjskiej cenzury dotarło również do nas w postaci ocenzurowanych filmów, o których mało kto wiedział wymieniając je na giełdzie, że były ocenzurowane. Dopiero Internet pozwolił dokonać tego odkrycia i zakręcić się wokół oryginalnych wersji filmów. Na których zresztą i dzisiaj spokojnie można zrobić biznes. Ale to zupełnie inna historia.

Zaletą „Moral Panic…”, oprócz chwytliwej historii do opowiedzenia jest jego wydanie DVD, do którego wspomniany dokument jest w zasadzie tylko dodatkiem i wprowadzeniem. Razem z nim dostajemy dość krótkie, ale pełne ciekawych informacji opowiastki o kolejnych filmach z listy okraszonych stosownymi zwiastunami. Jest co oglądać (w sumie 9 godzin materiału), bo oryginalnych vn były aż 72 tytuły. Całą listę znajdziecie np. TUTAJ, no i warto pamiętać, że obecność na liście nie oznacza, że od razu były to dobre filmy ;).

Nietrudno się domyślić, że stworzenie 72-punktowej listy filmowych person non gratów nie załatwiło sprawy. Nikt z tego powodu nie przestał kręcić filmów, a prawa rynku wręcz wymagały tworzenia dzieł coraz bardziej odważnych, które miałyby szansę trafić do wyobraźni rozochoconego gore fana. Co było dalej, o tym opowiada dokument z tytułu, druga część brytyjskiej sagi o lokalnym rynku wideo.

A dalej było opracowanie przez British Board of Film Censors znanego dzisiaj dobrze m.in. z telewizji systemu klasyfikacji poszczególnych filmów. Od tych nadających się dla wszystkich po te dla widzów powyżej 18 lat. Na czele komisji stanął niespełniony reżyser z wielkim ego (jego działania nie ograniczały się jedynie do wycinania drażliwych fragmentów, ale i zdarzył się przypadek… przemontowania po swojemu jednego z filmów), który wraz z odpowiednio wyselekcjonowanym gronem rozpoczął długoletnie i niepodzielne rządy.

Oczywiście znów okazało się, że to nie wystarczy, a co bardziej konserwatywni politycy w trosce o młode umysły zaczęły grzmieć, że coś z tym trzeba zrobić. Powodem do takich okrzyków były słynne morderstwa, w kontekście których powtarzały się jak mantra tytuły „odpowiedzialne” za skrzywiony umysł morderców. Dość niespodziewanie były to „Child’s Play 3” i pierwszy Rambo (w którym, przypomnijmy, ginie przecież tylko jedna osoba – to tak na marginesie). Tak narodził się, znany i u nas, czarny rynek wideo. Po szczegóły odsyłam do dokumentu.

Podobnie jak i w przypadku pierwszej części, „uzupełnieniem” dokumentu są dwie płyty DVD, na których zebrano kolejne 82 tytuły (LISTA) będące na cenzurowanym (9 i pół godziny materiału). Okraszone zwiastunami i ciekawymi anegdotkami związanymi wraz z tymi filmami stanowią prawdziwą przyjemność do oglądania. Choć – i warto było o tym wspomnieć na początku – jednak nie każdy może czerpać w pełni tę przyjemność, gdyż nierzadko przy okazji opisywania tego, co w filmach bolało cenzorów najbardziej, prezentowane zostają konkretne sceny bez żadnej cenzury. To samo tyczy się dwóch opisywanych dokumentów – wypada przestrzec przed pokazywaniem na zwolnionych obrotach i stopklatkach (żeby nie było, ma to swoje uzasadnienie) m.in. słynnej sceny z drzazgą z „Zombie”.

O dawnych czasach i wszystkich tych filmach barwnie opowiadają autorzy książek, dziennikarze, kolekcjonerzy, a także m.in. Neil Marshall (wiadomo) i Christopher Smith („Severance”, „Triangle”). A dla obu dokumentów mocne 8/10 ode mnie (wydania DVD wzorcowe – 10/10).

(1756)

PS. Co ciekawe, w historii brytyjskiej Złotej Ery Wideo praktycznie brak azjatyckich ekstremów filmowych. Pojawiają się tu ledwo „Guinea Pig” (i oczywiście Charlie Sheen) i Shogun Assassin.

Skomentuj

Twój adres mailowy nie zostanie opublikowany. Niezbędne pola zostały zaznaczone o taką gwiazdką: *

*

Quentin

Quentin
Jestem Quentin. Filmowego bloga piszę nieprzerwanie od 2004 roku (kto da więcej?). Wcześniej na Blox.pl, teraz u siebie. Reszta nieistotna - to nie portal randkowy. Ale, jeśli już koniecznie musicie wiedzieć, to tak, jestem zajebisty.