Poszedłbym, odc. 32

Dzisiaj zacznijmy bez wstępu! Nie udało się…
 

Niezniszczalni 3 – Poszedłbym

Dobra, uznajmy, że film nie wyciekł na trzy tygodnie przed premierą, a ludzie, którym opiniom ufam i którzy go widzieli nie mówią, że to, mówiąc delikatnie przy święcie państwowym, kaka.

W takiej sytuacji oczywiście, że bym poszedł. Jedynka miała być świetna, ale była średnia. Po dwójce nie miałem żadnych oczekiwań, a okazała się świetna. Do trójki dołączono jeszcze kilka gorących nazwisk i nic nie wskazuje na to, że jakość miałaby się drastycznie zmniejszyć. Poza tym nieszczęsnym i niepotrzebny PG-13. Cała reszta lampką alarmową nie jest.

Filmu jeszcze nie widziałem. Cały czas się łudzę, że jest fajny. Przecież takiego samograja trudno zarżnąć.
 

Dzwoneczek i tajemnica piratów – Nie poszedłbym

Nie… jestem targetem 😛
 

Lucy – Nie poszedłbym

Zapowiada się typowy Besson. Kilkanaście lat temu byłby to komplement, ale teraz typowy Besson to kino sensacyjne klasy B kręcone według sztancy w ilości hurtowej.

Zwiastun właściwie jest całkiem fajny i kusi Scarlett, a jeszcze bardziej Oldboyem. Tyle tylko, że jak przystało na typowego Bessona, prostą historię trzeba udziwnić. Zamiast się efektownie nawalać (mimo święta państwowego nie mylić z libacją), to jeszcze należy dodać nikomu do szczęścia niepotrzebny bzdurny wątek z jakimś mega wykorzystaniem ludzkiego mózgu, dziewczyną, która siła woli potrafi przenosić góry itepe itede. Nie można badgujom po staroświecku mordy obić tylko trzeba im telepatycznie przykleić broń do sufitu.

Zwykłą i efektowną nawalankę z chęcią bym obejrzał. Na jakiegoś głupoty o telekinezie nie mam zamiaru marnować czasu.
 

Wakacje Mikołajka – Nie poszedłbym

Mikołajek to dla mnie postać fascynująca. Nagle, dorosłym chłopem będąc, dowiedziałem się, że to postać kultowa dla ludzi około mojego pokolenia (mocno około). Na równi z Kapitanem Planetą, Tomkiem Wilmowskim i Tsubasą. A ja nigdy o nim nie słyszałem.

Dlatego nie idę. Bo nie znam, nie traktuję z sentymentem, nigdy z Mikołajkiem się nie zetknąłem. A dzieckiem już nie jestem.
 

Bobry – Poszedłbym

Polskie kino włącza lampkę ostrzegawczą, ale fabuła jest mocniej niż zachęcająca:

Po rozpadzie punkowego zespołu Bobry jego członkowie chwytają się przyziemnych zajęć. Po latach niepowodzeń bliski samobójstwa leader Wojtek postanawia reaktywować grupę. (Opis dystr.)

Czy wytrzyma porównanie z Don’t Stop albo chociaż z We Are the Best!? Rozum podpowiada, że nie. Ale.
 

Violette – Nie poszedłbym

Wygląda na typową kinową zapchajdziurę dla snobów, którzy narzekają, że w kinach nie ma nic wartościowego do oglądania i którym – w myśl zasady: na bezrybiu – pewnie się to spodoba. Jam nie snob.
 

Wróg – Nie poszedłbym

Widziałem, szału nie ma. Nie wystarczy już tylko udziwnić, żeby nic więcej przy filmie nie trzeba było robić.

Dla reżysera, Denisa Villeneuve’a, to spory spadek formy. Po świetnym Labiryncie (który swoją drogą był spadkiem formy po Pogorzelisku) „Wróg” przyszedł chyba za szybko. Ledwo jeden film zniknął z kin, na jego miejsce wchodził już drugi. „Wróg” to powrót Villeneuve’a do jego pokręconego kina z początku kariery, ale poziom prezentuje niższy. U mnie ledwo na 6/10. 

Skomentuj

Twój adres mailowy nie zostanie opublikowany. Niezbędne pola zostały zaznaczone o taką gwiazdką: *

*

Quentin

Quentin
Jestem Quentin. Filmowego bloga piszę nieprzerwanie od 2004 roku (kto da więcej?). Wcześniej na Blox.pl, teraz u siebie. Reszta nieistotna - to nie portal randkowy. Ale, jeśli już koniecznie musicie wiedzieć, to tak, jestem zajebisty.
www.VD.pl