Tytuł zabił Jack Bauer

Mundial się skończył, trzeba wracać do Q-blogowania. Nie chce mi się… Za samym mundialem specjalnie nie tęsknię, choć bardzo podobała mi się możliwość zobaczenia trzech meczów dziennie. A nie tęsknię, bo wiem, że za chwilę będzie kolejny. Niby za cztery lata, ale tak naprawdę za chwilę – zobaczycie. Tę banalną myśl podkręca zakończony wczoraj dziewiąty półsezon „24”. Dopiero co oglądaliśmy ostatni ostatni odcinek sezonu ósmego, dopiero co podniecaliśmy się tym, że Jack Bauer jednak powraca, dopiero co obejrzeliśmy 24 9×01, a tu już po finale. Też między jednym, a drugim sezonem minęły cztery lata (chyba, nie chce mi się sprawdzać 😉 ), a jakby w ogóle przerwy nie było.

Jako się rzekło, za nami dziewiąty dzień przygód mojego ulubionego serialowego bohatera, więc wypadałoby zostawić po nim jakiś ślad. Szczególnie że ślad w postaci wpisu po pierwszych dwóch odcinkach nie byłby najlepszy. A co za tym niesprawiedliwy, bo potem już było tylko lepiej i lepiej. Nie wiem, jaki wpływ na to miała tak długa rozłąka z Jackiem Bauerem, ale wierzę w to, że żaden, a dziewiąty sezon był naprawdę bardzo fajny. Tak po prostu, bo o żadnej rewolucji telewizyjnej mowy być nie może. Dostaliśmy to, na co każdy czekał, czyli starego dobrego Jacka Bauera, a co za tym idzie wszystkie elementy „24”, które lubimy razem z nim. Bez kombinowania. Krety, ciche zegary, zwroty akcji, dramatyczne śmierci, rozwiązania, które w serialowym świecie zapewnia tylko Bauer… Kto inny bez gadania wziąłby i wypierdolił przez okno dwoje strasznych badgajów?

To prawda, potwierdzam, to wszystko już wcześniej było, ale czymże byłoby „24” bez ww. elementów? Dużym plusem półsezonu jest to, że nikt nie starał się zmienić „24” na inne niż jest w rzeczywistości. Nie wiem, jak Was, ale mnie nie nudziły znane i przerabiane wielokrotnie rozwiązania. Brak wiary w Jacka, prośby o całkowity immunitet itp. Twórcy dobrze odrobili zadanie domowe i z ciekawą, choć często nieprawdopodobną historią – ale taki już urok tempa serialu, które dzięki temu nie spada ani na chwilę do miejsca, w którym sięga najbardziej emocjonujący kawałek „Homeland” – dali nam w pigułce esencję „24”. Tego było nam trzeba.

Szkoda tylko, że nie tego trzeba było widowni telewizyjnej, która niezrozumiale spadała wraz z każdym odcinkiem. I z tego powodu – całkiem niezależnie od jakości serialu moim zdaniem; ludzie standardowo się nie znają – nikt nam nie zagwarantuje, że obejrzymy jeszcze ciąg dalszy. Sprawa ma się rozwiązać już niedługo na Comic Conie. I szkoda by było, gdyby sezon numer 9 był kresem przygód Bauera. Spoileruję, wiem, ale z drugiej strony hellouu – bohaterowie nie umierają!

Ale seriale już tak i strach pozostaje, że londyńska szarża Jacka Bauera była jego ostatnią. Nie chciałbym tego, już nie tyle ze względu na platoniczną miłość do Jacka (jedyny bohater serialowy, którego czyny kwituję gromkim HAHAHAHA, ALE URWAŁ! – coś w ten deseń, reakcje są spontaniczne, a nie wyreżyserowane :P), ale ze względu na to, że w telewizji dramatycznie nie ma co oglądać. Pojawiło się w ostatnich dniach kilka nowych seriali i czy któryś ma jakiś potencjał? Pytam serio, a nie retorycznie, bo właściwie żadnego nie widziałem :), a moją opinię opieram na czymś tam, nie wiem czym. No nie podnieca mnie Halle Berry w roli głównej, bo to już dawno nie jest gwarantka dobrego filmu. „The Leftovers” odrzucili mnie zabijając w pierwszej scenie psa. O reszcie czytam i wszędzie widzę „spoko, może być”. A ja nie potrzebuję serialu na „spoko, może być”. Potrzebuję serialu „super, w końcu coś, na co czekałem!”.

Nie będzie takim serialem podobno największa nadzieja letniego sezonu – „The Strain”. Obejrzałem pilota w całości i cóż miałoby mnie w nim zaciekawić? Uwspółcześniona oklepana historia? Telewizyjnie zanimowany stwór, który pewnie w jakiegoś przystojniaka się w końcu zamieni, żeby było taniej (łatwiej znaleźć przystojniaka niż stwora)? Marylin Manson dla ubogich, który wygląda karykaturalnie? Jack Bauer poradziłby sobie ze wszystkimi gołymi rękami. 

Skomentuj

Twój adres mailowy nie zostanie opublikowany. Niezbędne pola zostały zaznaczone o taką gwiazdką: *

*

Quentin

Quentin
Jestem Quentin. Filmowego bloga piszę nieprzerwanie od 2004 roku (kto da więcej?). Wcześniej na Blox.pl, teraz u siebie. Reszta nieistotna - to nie portal randkowy. Ale, jeśli już koniecznie musicie wiedzieć, to tak, jestem zajebisty.
www.VD.pl