Poszedłbym? Odc. 23

Tak naprawdę to nie poszedłbym na nic, bo się rozpoczął mundial. No ale może nie wszyscy myślą tak jak ja…
 

Jak ojciec i syn – Poszedłbym

Rzadko w polskich kinach można oglądać japońskie filmy, dlatego jeśli już jest taka okazja to warto skoczyć na seans. Zaznaczam to jednak na żółto, bo – po prostu – nie przepadam za japońską kinematografią. Ale to tylko subiektywne odczucie, które nie oznacza, że jest ona kiepska.

Brawa dla dystrybutora byłyby głośniejsze, gdyby nie opieszałość z wprowadzeniem tego tytułu do Polski. Kto chciał, ten pewnie go już obejrzał, ba, mógł to też zrobić u nas, bo tytuł grany był choćby podczas Nowych Horyzontów.

Wszystkich, którzy na dźwięk słów „kino japońskie” widzą oczyma wyobraźni katany, hektolitry krwi i laski strzelające waginami – uspokajam: to obyczajowa historia. Ryota dowiaduje się, że jego sześcioletni syn został zamieniony w szpitalu tuż po narodzinach. Mężczyzna musi wybrać między biologicznym dzieckiem a tym, które dotąd wychowywał. (Opis dystr.)
 

22 Jump Street – Poszedłbym

A tu nawet jest szansa, że się przed meczami wybiorę. Głównie z powodu Aśka, która pewnie będzie chciała się na dwójkę wybrać, skoro jedynka bardzo jej się podobała. A mnie? Mnie też, ale dopiero za drugim seansem, bo po pierwszym byłem obojętny.

Powtórka z rozrywki zapowiada… powtórkę z rozrywki, czyli klasyczny buddy movie z rubasznym humorem i policyjną akcją. Jeśli utrzyma poziom jedynki lub będzie on jedynie ciut niższy, to zabawa powinna być gwarantowana. No i jeszcze trzeba trzymać kciuki, żeby jak namniej było Dave’a Franco i badgaja z jedynki, bo te fragmenty z nimi w zwiastunie są okropne. Na szczęście w filmie nie powinno być więcej scen z nimi.

Wystarczy więc uzbroić się w wysoką tolerancję na momentami nieokrzesany humor i zabawa na seansie powinna być.
 

Michael Kohlhaas – Nie poszedłbym

Dobre filmy z Madsem Mikkelsenem momentalnie robią karierę na całym świecie. Ten swoją premierę miał ponad rok temu i żadnej kariery nie zrobił. Nie trzeba być fizykiem kwantowym, żeby wiedzieć, co to oznacza.

Oczywiście na pewno znajdą się fanki, którym wystarczy patrzeć na Madsa, żeby mieć filmowy orgazm, ale poza tymi ekstremalnymi przypadkami – wizytę w kinie odradzam.
 

Wypisz, wymaluj… miłość – Poszedłbym

Zwiastun powyższego filmu jest całkiem zachęcający i robiący pozytywne wrażenie. Może w jego środku zaczyna być za inteligentnie, a ja życzyłbym sobie raczej zwyczajnej komedii romantycznej bez większych ambicji, ale i tak całościowo wychodzi na plus.

Nie mam żadnych wątpliwości, że będzie to raczej standardowe kino, ale światu potrzebny jest w końcu jakiś dobry kom-rom i to może być właśnie taki film. Po prostu. Po prostu i aż.

Oby, bo trzeba przyznać, że cierpię na niedobór lekkiego kina, które nie jest filmem akcji, krwawym horrorem, czy feerią efektów specjalnych w kosmosie.
 

Tomasz Ossoliński. Before the show – Nie poszedłbym

Aśka była na premierze i wróciła znudzona. W przypadku filmów fabularnych nie sugerowałbym się tym wyznacznikiem jakoś szczególnie mocno 😉 ale myślę, że w przypadku dokumentu można Jej zaufać.
 

Wszystko na sprzedaż – Nie poszedłbym

Na żółto, bo z jednej strony nie czuję potrzeby chodzenia na stare filmy Wajdy do kina, ale z drugiej dobrze wiem, że inaczej ich sobie raczej nie przypomnę. Na szczęście nie jest to poważnego kalibru dylemat. 

Skomentuj

Twój adres mailowy nie zostanie opublikowany. Niezbędne pola zostały zaznaczone o taką gwiazdką: *

*

Quentin

Quentin
Jestem Quentin. Filmowego bloga piszę nieprzerwanie od 2004 roku (kto da więcej?). Wcześniej na Blox.pl, teraz u siebie. Reszta nieistotna - to nie portal randkowy. Ale, jeśli już koniecznie musicie wiedzieć, to tak, jestem zajebisty.