Poszedłbym? Odc. 22

Kolejny odcinek „Poszedłbym” wyjątkowo dzień wcześniej, bo idę na…
 

Na skraju jutra – Poszedłbym

…i jutro dam znać czy warto.

Choć nie mam raczej wątpliwości, że o ten film akurat warto zahaczyć. Zaczyna się lato, więc czeka nas coraz więcej letnich blockbusterów, a to jeden z pierwszych. A gdzie chodzić na blockbustery jak nie do kina? Dodatkowo, z tego co mi miga tu i ówdzie, film zdążył już zebrać kupę solidnych pochwał, więc to kolejny powód do wizyty w kinie i przekonania się co i jak. Trochę mnie tylko martwi, że pochwaliła go osoba, z którą często mam zupełnie odmienne opinie o filmie (pozdro, Monty) ;).

A trzeci i najważniejszy chyba powód mojego spokoju o dobre kino rozrywkowe, to Tom Cruise. Wielu go nie lubi, a ja nie wiem dlaczego. Przeważnie fajne filmy kręci, więc mam w nosie jego poglądy, świecenie zębami w ciemności, koturny itp. Lubię go jako aktora i lubię filmy, w których występuje. Przeważnie mnie nie zawodzi i teraz liczę na to samo. Nawet jeśli najnowsze dzieło z Toma udziałem przypomina powtórkę z rozrywki z jego ostatniego „Oblivion”. Ten film akurat podobał mi się tak na siódemkę, więc spokojnie da się to zrobić lepiej. Przy czym zdziwiłbym się, gdyby podobieństwa wykraczały poza ogólną tematykę s-f.

A w ostateczności zawsze będzie można ponarzekać na nieścisłości w podróżach w czasie.
 

Gwiazd naszych wina – Poszedłbym

Na żółto, bo jednak skłaniałbym się ku seansowi bardziej domowemu. Do kina ta pozycja nadaje się dla zakochanych par, a ja z Aśkiem nie pójdę, bo już ryczała na zwiastunie, to po filmie trzeba by pewnie wzywać pogotowie. A co w tym romantycznego?

Cierpiąca na raka tarczycy Hazel za namową rodziców idzie na spotkanie grupy wsparcia. Poznaje tam nastoletniego Gusa, byłego koszykarza z amputowaną nogą. (Opis dystr.)

Brakuje jeszcze w opisie, że w Ziemi powstała dziura wielkości Oregonu, na niebie pojawiły się statki obcych, a ukochany pies bohaterki został zjedzony na jej oczach przez jednego z tychże obcych. A co, jak wzruszać to na całego!
 

Mandarynki – Poszedłbym

Miałem ten film na wstępnej liście na zeszłorocznym WFF-ie, ale przegrał konkurencję z innymi tytułami. A gdy doszedłem do wniosku, że niesprawiedliwie go pominąłem – nie było już biletów. Nic dziwnego, bo to świetny film.

Obejrzałem go jakiś czas potem, recki nie napisałem, ale ocenę wystawiłem: 9/10. I jeśli nie widzieliście jeszcze „Mandarynek” to śmiało biegnijcie do kina, bo warto. To taka „Ziemia niczyja” naszych czasów i „uniwersalna prawda o wojnie niezależnie od regionu, w jakim się toczy”. (Opis Q z cyklu „Co Słonko widziało”)

Przy czym nie martwcie się, nie jest to jeden z tych filmów, w których najważniejsze są okropności wojny i ich dosadne pokazanie. Tak, wojna jest okropna, ale to bardziej liryczna i wesoła gdzie się da opowieść.
 

Wilgotne miejsca – Nie poszedłbym

Wrzuciłem kiedyś na Q-Fejsa zwiastun tego filmu. Zwiastun… Myślałem, że to jakiś obrzydliwy sieciowy filmik, który nie zapowiada niczego więcej niż on sam. Podniosły się głosy oburzenia, ze to obrzydliwe, że mi fejsa zablokują i w ogóle a fe, w jakim świecie my żyjemy i że tak wygląda koniec Internetu.

No i co? Chcielibyście iść na tak zapowiedzianą komedię? Chyba tylko dla turpistów w każdym razie.
 

Drive Hard – Nie poszedłbym

Reżyser tego filmu – Brian Trenchard-Smith – nakręcił kiedyś co prawda mój ukochany „Turkey Shoot”, ale to nie oznacza, że teraz będę biegał do kina na wszystkie jego dzieła.

Być może w ten sposób omija mnie wybitne arcydzieło kina klasy C i odrodzenie ozploitation, ale John Cussack w obsadzie aktualnie zapowiada jedynie, że po raz kolejny przekonam się o tym, jak bardzo spadł z piedestału. I jeśli zachce mi się o tym przekonywać – zrobię to w domu. 

Skomentuj

Twój adres mailowy nie zostanie opublikowany. Niezbędne pola zostały zaznaczone o taką gwiazdką: *

*

Quentin

Quentin
Jestem Quentin. Filmowego bloga piszę nieprzerwanie od 2004 roku (kto da więcej?). Wcześniej na Blox.pl, teraz u siebie. Reszta nieistotna - to nie portal randkowy. Ale, jeśli już koniecznie musicie wiedzieć, to tak, jestem zajebisty.