Poszedłbym? Odc. 19

Kiepska pogoda za oknem to dobra wiadomość dla…
 

Godzilla – Poszedłbym

…Godzilli. A właściwie to chyba dla Godzilla, bo to on… Polska język, trudna język. Niezależnie od deklinacji – słota jest sojusznikiem Króla Potworów, bo co innego robić, gdy nie ma co robić? Lecieć do kina. Z seansu megazadowoleni nie będziecie, ale może wizyta w kinie to lepszy pomysł niż gapienie się w zalane deszczem okno. Dlaczego? Odpowiedzi szukajcie w mojej recenzji.
 

Bella Mia – Nie poszedłbym

Jak kiedyś będę chciał zabić Aśka, to wyślę ją na ten film.

Grupa krów ucieka z rzeźni, a ich tropem podążają żądni krwi myśliwi. „Podążają żądni”, alem dziś odważny ortograficznie!

Ani to nie wygląda na dobrą zabawę, ani na nic, co chciałbym zobaczyć.
 

Grace księżna Monako – Poszedłbym

Znów żółty Poszedłbym, bo raczej nie spodziewam się cudów. Zresztą nie spodziewałem się już dawno temu, a nie dopiero teraz, gdy wygwizdali „Grace” w Cannes. Nie dość, że wygląda to na powtórkę z Diany to nie rozumiem dodatkowo, kto wymyślił Nicole Kidman do tytułowej roli. Grace Kelly kojarzy mi się raczej z naturalną pięknością, a nie z bladym manekinem ze skórą naciągniętą daleko za uszy.

Ale zobaczyć bym zobaczył, bo pewnie to z rozmachem nakręcony kinowy biopic, a do takich mam sentyment. A i czegoś więcej dowiedziałbym się o samej Księżnej, choć wróble ćwierkają, że film Dahana to raczej science-fiction.
 

Tom – Nie poszedłbym

I znowu na żółto, choć tym razem inny werdykt się zażółcił. W ogóle trudny weekend do przewidywań się trafił. Nie będę ściemniał, z kinem Dolana jestem na bakier. Widziałem tylko Martyrs, oceniłem na całe 1/6. Czy tak trudno zrozumieć więc mój wydany w ciemno werdykt? EDIT: Coś mi się potentegowało, vide komentarze… 😉

W ciemno, bo niewiele wiem też o samym filmie. Wychwalają go na moim wallu, tyle wiem, takie czasy.
 

Obywatel roku – Poszedłbym

Totalne zaskoczenie – drugi po „Snowpiercerze” (dalej nie obejrzałem, czas się w końcu ogarnąć) film, którego w życiu bym się nie spodziewał, że wyląduje w polskim kinie. To skąd zielone światło? Takie dostaje każdy film z mojej ekskluzywnej listy Do obejrzenia, a czeka już na niej od dłuższego czasu.

Zwiastun zapowiadał „Fargo” w norweskim klimacie (krwawy miks zwykłych ludzi zmieszanych nagle ze światem przestępczym). Oceny zaczynają pokazywać, że nie wszystko złoto co się świeci. Rozwiązanie problemu może być tylko jedno – przekonanie się na własne oczy, jak jest naprawdę.
 

Psy – Poszedłbym

Co prawda „Psy” lecą niemal codziennie na zmianę w TVP, a Kino Polska, ale wyskoczenie na nie do kina mogłoby być ciekawym doświadczeniem. Szczególnie że w kinie widziałem tylko dwójkę.

Przedstawiać nikomu nie trzeba – chyba pierwszy „amerykański” polski film. Choć ojcu bardziej podobało się „Zabij mnie glino” określane w podobny sposób. Zawsze był dziwny.
 

Uśpieni – Poszedłbym

Żółty kolor dzisiaj króluje na dobre. Co prawda do kin wróciły „Psy”, ale to nie oznacza, że wracają też „Uśpieni” z Pittem, De Niro itd. (nawiasem mówiąc jeden z najlepszych filmów ever). Ci „Uśpieni” to horror, który miał bardzo, ale to bardzo dobry zwiastun.

Aczkolwiek wiadomo, jak najczęściej kończy się seans filmu z bardzo, ale to bardzo dobrym zwiastunem… Tak czy siak jacyś studenci, jakiś eksperyment, jakieś duchy, jakiś klimat. I przede wszystkim wiadomość klucz: film wyprodukowany przez wskrzeszonego nie tak dawno temu po raz enty brytyjskiego Hammera.
 

Pancernik Potiomkin – Nie poszedłbym

Znowu? Dopiero co pisałem, że wchodzi. Widać wchodzi i wejść nie może.

Czemu Nie poszedłbym? Z klasyką tak to już jest, że po 90 latach oglądasz i się zastanawiasz, czemu to klasyka. Zdecydowanie lepiej widać wielkość takich filmów, gdy się o niej czyta, słucha – nie wtedy, gdy się je ogląda.
 

Jaskółka – Poszedłbym

Znajoma mnie molestuje, że to fajny film – stąd żółta prognoza. Osobiście nie jestem targetem polskiego niezależnego kina, więc pozostaje mi jedynie wierzyć jej na słowo. Bo, powiem szczerze, gdy o polskim filmie czytam, że dramat, pojednanie z ojcem, wiele płaszczyzn czasowych w 70 minut i że pełnometrażowy dyplom filmówki to nie widzę się w kinie.

Choć wina leży po stronie mojego skatowanego tego typu kinem doświadczenia. „Jaskółka” akurat może być tą oznaką wiosny dla naszego kina niezależnego. Zwiastuny wyglądają zachęcająco. I nawet wdowa po Niemenie chyba nie miała nic przeciwko nim! :) EDIT: AAAAAAAAAAAAAAAAA, Vide komentarze :)

Skomentuj

Twój adres mailowy nie zostanie opublikowany. Niezbędne pola zostały zaznaczone o taką gwiazdką: *

*

Quentin

Quentin
Jestem Quentin. Filmowego bloga piszę nieprzerwanie od 2004 roku (kto da więcej?). Wcześniej na Blox.pl, teraz u siebie. Reszta nieistotna - to nie portal randkowy. Ale, jeśli już koniecznie musicie wiedzieć, to tak, jestem zajebisty.