Poszedłbym? Odc. 14

Pomysł z wykraczaniem poza standardowy repertuar kinowy chyba się nie sprawdził, ale to dobrze. Będzie mniej roboty 😛
 

Snowpiercer: Arka przyszłości – Poszedłbym

Kiedy pierwszy raz usłyszałem o tym filmie jakiś rok temu, bez wątpliwości orzekłem, że na pewno nie zobaczymy go nigdy w polskich kinach. Jak i większości innych koreańskich filmów, które nigdy do nas nie docierają. Ten niby miał większe szanse, bo w obsadzie i Chris Evans i Tilda Swinton i Jamie Bell, ale i tak w cuda nie wierzyłem.

A tu proszę, cud. I nawet nie zamierzam narzekać, że film już zdążył legalnie na domowym nośniku się pokazać, bo żal psioczyć na możliwość zobaczenia w kinie koreańskiego filmu, którego nie wyreżyserował Kim Ki-duk. Nie narzekam i nawet wytrzymałem bez oglądania w domu, żeby o kino zahaczyć.

Czemu? Bo koreańskie kino jest po prostu świetne, ale to wiadomo, bo piszę o tym co chwilę. „Snowpiercer” jest co prawda tak średnio koreański i obawiam się, że to mu wyjdzie na gorsze, ale nadal zostaje filmem wartym uwagi. Wyreżyserowanym przez pana, który do tej pory dostarczył nam takie filmy jak: „Memories of Murder”, The Host, czy Mother. Wszystkie były hitami, choć jak klikniecie w recki to zobaczycie, że średnio mi się podobały ;).

Mimo to poszedłbym i żadnych wątpliwości co do tego nie mam.
 

Kiedy umieram – Nie poszedłbym

James Franco to aktor dziwny. Albo gra w odmóżdżających komediach albo w przesadnie artystycznym kinie (wyjątki potwierdzają regułę ;P). I często zarówno te pierwsze, jak i te drugie trudno oglądać.

Przy czym te drugie trudniej. Spełnia chłopak jakieś swoje aktorskie ambicje, nie ma w tym nic złego, ale to nie powód, żeby biegać na niego do kina. Mogę bić brawo, że szuka różnych dróg rozwoju, ale póki co nie znalazł jeszcze tej, bym na jej wynik dotarł do kina.

Po śmierci Addie Bundren rodzina postanawia spełnić jej ostatnią wolę i pochować ciało nieboszczki niedaleko miasta Jefferson. (Opis dystr.) (Z drugiej strony opis pasowałby do kina a’la Nebraska, ale obawiam się, że za dużo w tym myślenia życzeniowego.
 

Locke – Nie poszedłbym

Pewnie najbardziej kontrowersyjna opinia w dzisiejszym odcinku, ale prawdę powiedziawszy wszystko odrzuca mnie od tego filmu. I im więcej jego pochwał słyszę, tym mniej mam ochotę go oglądać. Po pierwsze nie działa na mnie urok Toma Harydy’ego. To fajny aktor i nic do niego nie mam, ale uważam, że jego nazwisko na plakacie nie jest żadnym synonimem dobrego filmu. Po drugie te wszystkie cytowane zachwyty na tymże plakacie. Przypomina mi to indysjkie napinanie muskułów, w którym ważne jest, żeby kolejnemu aktorowi nadać jeszcze bardziej badassową ksywkę. Oczywiście nijak to się ma do jakości filmu, ale grają w nich Książęta, Superstary, Megasuperstary i inne stary. Tak samo „Locke”, który „trzyma w piekielnym napięciu”. No samo napięcie, by nie wystarczyło, to już oklepane.

I nawet nie wątpię, że trzyma w napięciu, ale wątpię, że to napięcie piekielne. Wątpię, żeby cuda można było wycisnąć z filmu o facecie, który jedzie samochodem. I który wykonuje „kilka druzgocących telefonów”. Druzgocących, jasne, fajny przymiotnik, lecę do kina!

Nie, nie lecę. Poczekam sobie i przekonam się w domu, czy muszę odszczekiwać.
 

13 grzechówPoszedłbym

Widziałem, fajne. Recka zalinkowana pod tytułem.
 

Gabriel – Nie poszedłbym

Piszą, że film młodzieżowy. No cóż, nie jestem już młodzieżą :(.

Tomek ucieka z domu dziadków, by poznać swojego ojca. Podczas podróży pomaga mu tajemniczy i małomówny Gabriel. (Opis dystr.)
 

Namiętność – Nie poszedłbym

Widzisz „Brian De Palma”. Myślisz: idę!

Myślisz dalej. Film reżysera, który od 20 lat nie nakręcił niczego dobrego trafia do polskich kin dwa lata po jego premierze. I już nie musisz więcej myśleć.
 

Zaklęte rewiry – Poszedłbym

Polska odpowiedź na „The Grand Budapest Hotel”!

„Zaklęte…” lecą średnio raz w miesiącu: a to o północy w TVP, a to na Kino Polska – ale i tak fajnie byłoby je zobaczyć na dużym ekranie. Bo to świetny film, tak po prostu.

Młody chłopak ze wsi rozpoczyna pracę jako pomywacz w restauracji. Szybko awansuje i przechodzi kolejne szczeble kariery. (Opis dystr.) <- to tak jakby ktoś nie znał.
 

Pancernik Potiomkin – Nie poszedłbym

Klasykę Kina znać wypada, ale jest w takim oglądaniu filmów, którym niedługo stuknie setka coś z nekrofilii. 

Skomentuj

Twój adres mailowy nie zostanie opublikowany. Niezbędne pola zostały zaznaczone o taką gwiazdką: *

*

Quentin

Quentin
Jestem Quentin. Filmowego bloga piszę nieprzerwanie od 2004 roku (kto da więcej?). Wcześniej na Blox.pl, teraz u siebie. Reszta nieistotna - to nie portal randkowy. Ale, jeśli już koniecznie musicie wiedzieć, to tak, jestem zajebisty.