Poszedłbym? Odc. 13

13 odcinek w piątek wcale nie będzie pechowy, bo zamierzam wprowadzić pewną nowość do tych cotygodniowych zestawień. Ale o tym po serii standardowego narzekania.
 

Niezgodna – Nie poszedłbym

Nie za wiele wiem o tym filmie poza obejrzeniem zwiastuna i świadomością, że powstał na podstawie książki. Ale ze sporą dozą prawdopodobieństwa mogę stwierdzić, że został nakręcony według najgorętszej formuły obowiązującej od jakiegoś czasu w Hollywood.

Oto owa formuła: Znajdźcie mi książkę, którą można podzielić na kilka części albo lepiej niech już ma kilka części, muszą w niej występować główne postaci nie starsze niż Justin Bieber i Miley Cyrus, koniecznie musi w niej być jakaś doza magii, fantazji, może przyszłości.

A jak już znajdziecie to trzymamy kciuki, żeby pierwsza część ekranizacji zarobiła, bo wtedy nakręcimy kolejne. A jak nie zarobi to olejemy sprawę i zostawimy historię w połowie, nie nasz problem.

Nie lubię takich niewyrafinowanych skoków na moją kasę, a dodatkowo myślę, że gdyby film był wart zachodu, to Kate Winslet by się postarała i do niego schudła.
 

Sarila – Nie poszedłbym

Że nie lubię animków to wiadomo. A to dodatkowo zdaje się animek z półki: znajdźcie mi jakikolwiek animowany film pełnometrażowy, którego jeszcze u nas nie grali. Dzieciaki pójdą, będziemy do przodu.

Jakieś dodatkowe życzenia? Fajna fabuła? Wpadające w ucho piosenki? Piękna animacja? Bicz, pliz…
 

Hardkor Disko – Poszedłbym

Polski film, który chwalą jest gatunkiem tak rzadkim jak okapi. Dlatego poszedłbym na „Hardkor Disko” choć tytuł ma fatalny, a i zwiastun nic mi wielkiego nie zrobił. Z drugiej strony mnie nie skrzywdził, a to już dobrze.

Po Obietnicy jestem ostrożny z tym polskim nowoczesnym kinem, a i „Współczesna, pełna kontrastów metropolia. Nowobogaccy rodzice i ich pochłonięte hedonizmem, żyjące chwilą dzieci, a wokół nich rzeczywistość, w której wzbiera gniew i napięcie bliskie eksplozji” (Opis dystr.) świeci ostrzegawczym światłem, ale chyba warto zaryzykować.
 

Syn Boży – Nie poszedłbym

Zbliża się Wielkanoc, to jedyny moment, by zarobić na filmie pod tytułem „Syn Boży”. I smutne to jest, bo wiele mówi o naszych czasach.

Sam film opowiada zapewne o zupełnie innych wartościach niż zarabianie kasy na naiwnym widzu, co z miejsca tworzy paradoks odrzucający mnie od kina. A tak poza tym to kolejny film o Jezusie – każde pokolenie ma jakiś. Nadają się do telewizji w niedzielę o 14.00. W kinie nikomu nic dobrego nie zrobią. Myślę, że już lepiej zamiast na bilet to dać tę kasę na Caritas.

A pomijam, że każdy zna zakończenie.
 

Droga do zapomnienia – Poszedłbym

Jedyny tegoweekendowy „pewniak” i gdyby ktoś koniecznie chciał/mógł iść tylko na jeden film w tym tygodniu, to powinien wybrać właśnie ten. Czy będzie to dobry wybór? Cholera wie, ale na pewno będzie najbardziej właściwy.

Kino zostało stworzone dla takich epickich historii. Można je emocjonująco opowiedzieć, ślicznie namalować szerokimi kadrami, dać się wygrać porządnym aktorom. Obecności pierwszych dwóch rzeczy się nie boję, trochę obawiam się duetu Firth/Kidman. To taki bezpieczny wybór, który zapowiada solidność, ale nic ponadto. Że będzie solidnie więc nie wątpię, a jeśli będzie cokolwiek więcej, to już odfruniemy w stronę ocen wyższych niż 7/10.

Oby, bo wszystkie znaki na niebie i ziemi wskazują tylko solidność. Ale niewykluczone, że najlepsze zostawiono na deser.
 

Kochanie, chyba cię zabiłem – Poszedłbym

Po wpadce w Noem teraz dmucham na zimne i jestem ostrożny. Do kina mnie ciągnie, żeby sprawdzić, ale zaznaczam na żółto, bo każdy głupi wie, że z tego wszystkiego nie może wyjść dobry film.

Polskie kino gatunkowe nie istnieje, więc nie ma żadnych przesłanek do tego, żeby „Kochanie…” miało być dobre. Polska komedia sensacyjna slash buddy movie – już bez znajomości żadnych innych szczegółów człowiekowi zbiera się na natychmiastowy hejt.

Ale może się uda? Były ze dwa dobre teksty w zwiastunie, a na pewno był potencjał, żeby gatunek po naszemu obśmiać. Tylko czy scenarzysta facepalmowego „Naznaczonego” podołał? 70/30, że nie, ale chyba sprawdzę.
 

Test na życie – Nie poszedłbym

To najwyraźniej film z gatunku, który co tydzień jest reprezentowany w kinach przez jakiś tytuł. Gatunek ten to: W kinie nie ma sensu oglądać, ale tytuł zapisać sobie warto i potem obadać go w wolnej chwili.

I ja tak właśnie zrobię.

San Francisco, rok 1985. Apogeum epidemii AIDS. Frankie aspiruje do obsady przedstawienia realizowanego przez wiodącą na zachodnim wybrzeżu trupę taneczną. Pomijany podczas prób, mylący się w trakcie ćwiczeń nawiązuje trudną przyjaźń z weteranem sceny Toddem (Opis dyst.)
 

***

A teraz przechodzimy do zapowiadanej nowości (choć mi się nie chce, zmęczyłem się pisaniem tego co wyżej :P). Otóż ambitnie chciałbym też śledzić polskie festiwale filmowe i inne przeglądy. Przecież sporo tego jest, a niektóre filmy na dużym ekranie można zobaczyć tylko tam.

Wiadomo, że wszystkiego nie wyśledzę, ale jak mi coś w oko wpadnie…
 

Kłamstwa Armstronga – Poszedłbym

Od dzisiaj w ramach Sfery Konesera można oglądać w warszawskiej Kinotece powyższy dokument o ikonie kolarstwa Lance’ie Armstrongu. To dokument z gatunku Cudownym Trafem, czyli coś, czego nie można było zaplanować. Otóż reżyser chciał nakręcić dokument o powrocie amerykańskiego kolarza do ścigania w Tour de France, a tu w trakcie wyścigu wyskoczyła dopingowa afera i zmieniła całkowicie koncepcję filmu. A reżyser znalazł się w przysłowiowym właściwym czasie, właściwym miejscu.

Jest tu wszystko – łzy w tokszole, romanse z gwiazdami muzyki, szprycowanie się, przetaczanie krwi, rywalizacja, sensacyjne wyznania i wszystko to, co powinno zmienić obraz kolarstwa raz na zawsze. Nie zmieniło, ale warto tę historię kolarskiego oszustwa w pigułce zobaczyć. Choć obawiam się, że bez znajomości podstawowych faktów i nazwisk film nie będzie już taki ciekawy. Polecam tak czy siak, widziałem.
 

O krok od sławy – Poszedłbym

7 kwietnia rusza w Krakowie DocFilmMusic 2014, na którym zaprezentowane zostanie kilka muzycznych dokumentów wyselekcjonowanych przez dyrektora festiwalu Krzysztofa Gierata i krytyka muzycznego Piotra Metza. Chłopaki wielce się nie wysilili (tak, wybrałbym lepiej :P), ale dwa filmy zobaczyć warto. O drugim napiszę za tydzień, a dzisiaj sygnalizuję ten powyżej.

Wybór oczywisty, bo to laureat tegorocznego dokumentalnego Oscara. Więcej o nim przeczytacie w mojej recce.
 

Więcej niż miód – Poszedłbym
Jiro śni o sushi – Poszedłbym

A to z kolei dwa z czterech filmów wyświetlanych na nocnym maratonie dokumentów kulinarnych w krakowskim Kinie Pod Baranami. Maraton rusza jutro (w sobotę, 5 kwietnia) o godz. 21.00.

Wymienione wyżej filmy chętnie bym w końcu obejrzał. Jeden z nich był w tym roku wybrany przez Szawjcarię do oskarowego wyścigu, a drugi chyba nie miał złej recenzji. A przynajmniej ja takiej nie widziałem.
 

Hiszpański cyrk – Poszedłbym
Nawet deszcz – Poszedłbym

Od dzisiaj w Poznaniu 14. Tydzień Kina Hiszpańskiego. Za ambitny sobie cel wybrałem do „Poszedłbym”, więc nie mam siły badać wszystkiego, co tam dają (a pewnie można trafić na jakąś perełkę), więc napomykam jedynie o tych filmach, które znam bez sprawdzania. Pierwszy (tutaj moja recka) wyreżyserowany przez mojego ulubieńca (o ile tylko w Hiszpanii siedzi) Aleca de la Iglesię, a drugi nominowany do naprawdę niezliczonej liczby nagród. Co prawda utknąłem w nim po pół godzinie, ale na pewno skończę. Choć raczej nie w Poznaniu :)
 

Płynące wieżowce – Nie poszedłbym
Koneser – Nie poszedłbym
Hannah Arendt – Nie poszedłbym
Michael Kohlhaas – Nie poszedłbym
Ida – Poszedłbym
Przeszłość – Poszedłbym
Heli – Poszedłbym
Pozycja dziecka – Poszedłbym
Chce się żyćPoszedłbym
Wielki Liberace – Poszedłbym
Dotyk grzechuNie poszedłbym
Banklady – Poszedłbym
Wielkie piękno – Poszedłbym
Pieta – Nie poszedłbym
W imię – Poszedłbym
Życie Adeli – rozdział 1 i 2 – Poszedłbym
Złota klatkaPoszedłbym

Od niedzieli (6 kwietnia) w warszawskim kinie Praha rusza 20. Festiwal Filmowy Wiosna Filmów. Można na nim zobaczyć m.in. parę tytułów, które fruwały po ekranach na Warszawskim Festiwalu Filmowym. Repertuar jest spory i bez darmowego zaproszenia nie chce mi się robić za samarytanina i przez niego teraz przedzierać (przez ten repertuar :) ). Ale wyżej wypisałem parę tytułów. 

Skomentuj

Twój adres mailowy nie zostanie opublikowany. Niezbędne pola zostały zaznaczone o taką gwiazdką: *

*

Quentin

Quentin
Jestem Quentin. Filmowego bloga piszę nieprzerwanie od 2004 roku (kto da więcej?). Wcześniej na Blox.pl, teraz u siebie. Reszta nieistotna - to nie portal randkowy. Ale, jeśli już koniecznie musicie wiedzieć, to tak, jestem zajebisty.