Poszedłbym? Odc. 12

Jeden z tegoweekendowych filmów hula co prawda w kinach już od środy, ale my się tym zupełnie nie przejmujemy. Aczkolwiek wrzucamy do wora, bo czemu nie.
 

Kapitan Ameryka: Zimowy żołnierz – Poszedłbym

Choć nie są to filmy wybitne, nie niosą ze sobą żadnych wartości, ani nie prowokują do godzin zażartych dyskusji (nie dotyczy w przypadku geeków), to z grubsza można założyć, że na komiksowe filmy z uniwersum (nie lubię tego określenia) Marvela warto iść do kina. Kropka.

Komiksowe filmy w ogóle wdarły się do naszej codzienności na dobre i nie ma powodu, by się na nie boczyć. Przeciwnie, trzeba się z nimi zaprzyjaźnić. Mają swoje wady, zalety, nawet swoje założenia (główne: nie namieszać za dużo we franczyzy), ale w większości przypadków są odpowiednio rozrywkowe, by je bez bólu, a i z przyjemnością odhaczyć. Aż dziw bierze, gdy pomyśli się, że jeszcze z 15 lat wstecz, a pewnie i z 10, filmy na podstawie komiksów były głębokim marginesem mainstreamu. Stanęło to zupełnie na głowie.

„Zimowy żołnierz” już zdołał uzyskać wiele pozytywnych recenzji, co również jako tako utwierdza w przekonaniu, że spokojnie można się na niego wybrać. Aczkolwiek byłbym sceptyczny w wierze w zapewnienia, że to coś, czego jeszcze nie było. I że czeka nas w kinie nie wiadomo co. Otóż dobrze wiadomo co nas czeka. Każdy, kto widział choć jednego Marvela wie, czego się spodziewać. Pozostaje mieć jedynie nadzieję, że to przykład lepszego filmu Marvela. W cuda nie wierzcie, trzeba coś jeszcze zostawić reszcie franczyzy, a ta jest spora.

Jedno tylko po Avengersach mi przeszkadza w tych filmach. Skoro z zagrożeniem jest w stanie poradzić sobie jeden hiroł (no w tym przypadku zdaje się dwoje) to znaczy, że to marne zagrożenie. Gdyby to był coś WOW wtedy, co oczywiste, zebraliby cały skład do kupy.
 

Noe: Wybrany przez Boga – Poszedłbym

Nie jestem fanem Aronofsky’ego. Żaden jego film nie zdołał wywołać we mnie Efektu WOW, w zasadzie bywało przeciwnie. (A nie, pardon, Zapaśnik był mega przecież.) Ale to jeszcze nie powód, żeby skreślać „Noego”. To jednak dla wielkich potopów wymyślono wielkie ekrany.

I na to liczę – na monumentalne dzieło (choć czemu miałby nakręcić je właśnie Aronofsky? – to pytanie niepokoi), które swoim rozmachem przesłoni wszystko inne. Bo jeśli co innego ma być główną wartością tego filmu, to obawiam się pseudointelektualnej papki.

Ale, żeby zakończyć pozytywnie, cieszmy się z tego, że nikt nie wpadł na pomysł z publikowaniem plakatów z każdym ze zwierząt zabranych na Arkę. Wtedy już skutecznie, by nam film na długo przed jego premierą obrzydzili.
 

Grand Budapest Hotel – Poszedłbym

Z Andersonem (Wesem, bo Andersonów w reżyserii jak mrówków) u mnie sytuacja podobna co z Aronofskym. Pełne spektrum: od super „Genialnego klanu” po totalnie wynudzających „Kochanków z Księżyca”. Dlaczego więc poszedłbym na GBH?

Ano dlatego, że mam dobre przeczucie odnośnie poczucia humoru podobnego do „Genialnego…” właśnie. Tak, wiem, poczucie humoru Andersona wszędzie jest przecież takie same. Ale mimo to: raz podoba mi się lepiej, raz gorzej. Pora na tę drugą opcję.

Choć cały czas jestem przekonany, że „Zaklęte rewiry” są jednak lepsze.
 

Artysta i modelka – Nie poszedłbym

Nieistotna informacja: zmieniam kolor wątpliwości z niewidocznego pomarańczowego na widoczny żółty. Koniec nieistotnej informacji.

W sytuacji, w której z kina woła do ciebie tyle filmów, które chciałbyś zobaczyć – „Artysta i modelka” po prostu nie ma szans. Surowe prawa rynku. Szczególnie że już na spokojnie i przy odrobinie dobrej woli można ten film zobaczyć w domu.

Ale do filmu Fernando Trueby nic nie mam. Nagrody zebrał, na plakacie ma gołą babę i – co najważniejsze – został nakręcony przez Truebę w Hiszpanii. To istotne, bo raz wpuścili go do Ameryki to nakręcił okropne „Zbyt wiele”.

Amatorom bardziej ambitnego wyskoczenia do kina z pewnością można AiM polecić. Ja wybieram mainstream.
 

Stacja Warszawa – Nie poszedłbym

Bo nie wygląda to na film do kina. Po prostu.

Pięć nowelek filmowych o mieszkańcach współczesnej Warszawy – brzmi ciekawie. W sam raz na seans za jakiś czas w TVP Polonia. 

Skomentuj

Twój adres mailowy nie zostanie opublikowany. Niezbędne pola zostały zaznaczone o taką gwiazdką: *

*

Quentin

Quentin
Jestem Quentin. Filmowego bloga piszę nieprzerwanie od 2004 roku (kto da więcej?). Wcześniej na Blox.pl, teraz u siebie. Reszta nieistotna - to nie portal randkowy. Ale, jeśli już koniecznie musicie wiedzieć, to tak, jestem zajebisty.