Poszedłbym? Odc. 11

Przed nami marny premierowo weekend filmowy, ale czegóż spodziewać się po weekendzie, w którym główną gwiazdą jest Jesse Pinkman. Sorry, Pinkman, ale jeszcze za mało zrobiłeś, żeby specjalnie na Ciebie chodzić do kina.

Co za tym idzie, ja akurat zamierzam nadrobić kinowe zaległości i wybrać się na „Obietnicę”. Moje nadzieje na ten film są coraz większe, bo Marek Kuprowski – mój ulubieniec – uznał go za kichę sądząc z nagłówka. Filmo-recenzji nie obejrzałem.
 

Muppety: Poza prawem – Poszedłbym

Jestem chyba jedną z niewielu osób, którym podobała się jedynka. Mimo Jasona Segela, którego szczerze nie lubię. I, paradoksalnie, jego nieobecności boję się w dwójce najbardziej. Szczególnie że i pod urokiem Ricky’ego Gervaisa nigdy nie byłem. Czemu zabrakło Segela? Nie mam pojęcia, może wg producentów się nie sprawdził. Jeśli tak to dwójka będzie inna. I może tym razem będę jedną z niewielu osób, którym się nie spodoba?

Ale o tym przekonam się dopiero na DVD. Zielone światło jest sygnałem dla tych, którzy koniecznie muszą coś nowego w kinie zobaczyć. Ja też bym nie protestował, gdyby ktoś postawił mi bilet, ale póki się to nie wydarzy… Poza tym zielony pasuje do Kermita.
 

***

Shirley – wizje rzeczywistości – Nie poszedłbym

To klasyczny przykład filmu, od którego odrzuca mnie pretensjonalny tytuł. Tak jak wiem, czego spodziewać się po „Krwawych pięściach 8”, tak sądzę, że wiem również, czego spodziewać się po „Wizjach rzeczywistości”. Jeśli więc jesteś producentem i chcesz, żebym zobaczył w kinie Twój film – daj mu inny tytuł!

A żeby potwierdzić moje przypuszczenia kukam jeszcze do opisu fabuły.

Reżyser opowiada historię Ameryki i jej mieszkańców, odwołując się do obrazów Edwarda Hoppera. Opowieść zamknięta jest w monologach wewnętrznych tytułowej Shirley. – Opis dyst.
 

***

Ojciec Szpiler – Nie poszedłbym

Chorwacki film o księdzu, który nakłuwa prezerwatywy, żeby zwiększyć przyrost naturalny w parafii. Brzmi jak wstęp do dobrej komedii, a tymczasem na Filmwebie opisuje się „Ojca…” jako dramat.

A nie, komedia też.

No to może być ciekawie, głównie za sprawą miejsca powstania. Eks-jugosłowiańskie kino ma dużo ciekawego do zaoferowania, no i ten bałkański humor absolutnie nie do przecenienia. Zaznaczam więc na pomarańczowo i obejrzę sobie w domu.
 

***

Need for Speed – Nie poszedłbym

Przed nami pierwszy z filmów z głównym bohaterem nadchodzącego tygodnia – Pinkmanem. I przy okazji chyba największa premiera weekendu. Jaka premiera taki weekend.

Oto film, który nie ma absolutnie żadnej innej wartości poza tą najważniejszą – marketingową. Gdyby nie odziedziczony po kultowej grze komputerowej tytuł, nie byłoby żadnego powodu, by powstał. A tak to swoje pewnie zarobi i tyle. Gdyby był wart czegokolwiek więcej, to by np. pozwolili dystrybutorowi przetłumaczyć oryginalny tytuł na polski 😛 Strach się bać tego tłumaczenia zresztą. Oryginalny tytuł mówi mniej więcej tylko to: jestem ekranizacją gry komputerowej, w którą grałeś, a nawet jeśli nie to na pewno o niej słyszałeś; obejrzyj mnie!

Jedyny zatem powód, by ewentualnie jeszcze rozważyć wybranie się do kina jest taki, że może wraz z NfS czeka nas emocjonujące przeżycie ekranowe, efektownie nakręcone pościgi i przyjemny dla ucha ryk silników mieszający się z onelinerami. Jakoś jednak wątpię, że „Need for Speed” ma do zaoferowania cokolwiek więcej niż już widzieliśmy na ekranie. K-CHING i do domu.
 

***

Akademia wampirów – Nie poszedłbym

Drżyjcie, oto Moroje i Dhampiry!

Miałem zostawić ten tytuł bez żadnego komentarza, ale nie mogłem się oprzeć urokowi bzdetnych nazw dwóch powyższych klanów.
 

***

Zabić bobra – Nie poszedłbym

Tytuł, tytuł, TYTUŁ! Ja wiem, że czasem się nacinam na to kryterium (dałbym sobie głowę uciąć, że Polowanie na Czerwony Październik będzie kichą; ale młody byłem wtedy :P), ale na Boga, nie pójdę do kina na coś, co zwie się „Zabić bobra”. Skąd pomysł, ze to intrygujący tytuł?

Ciekawa sprawa, polski film ów wyreżyserowany przez Jana Jakuba Kolskiego swoją światową premierę miał dwa lata temu, a teraz trafia w końcu na nasze ekrany. Lepszego weekendu na takie trafienie sobie nie mógł wymarzyć.

Wszystkie znaki na niebie i ziemi wskazują, że nie ma co lecieć na to do kina. A nawet jeszcze nie zacząłem sprawdzać, o czym to jest film…
 

***

Nauka spadania – Nie poszedłbym

Drugi dzisiaj Jesse Pinkman w repertuarze kin. Tym razem w ekranizacji kolejnej książki Nicka Hornby’ego i w niezłym zestawie ekranowych kolegów i koleżanek. Toni Collette, Pierce Brosnan, Rosamund Pike, Sam Neill. I Imogen Poots, której nie kojarzę, ale o której wspominam, bo w „Need for Speed” też gra u boku Pinkmana, a to dość ciekawe ;P

Nie byłem nigdy fanem filmów wg książek Hornby’ego i jestem przekonany, że akurat ten tytuł dostanie ode mnie co najwyżej i przy bardzo pomyślnych wiatrach 7/10. A to zdecydowanie nie jest powód do tego, by lecieć do kina.

Aczkolwiek mam z tyłu głowy cichy głos wątpliwości i tlącą się iskierkę dziwnego przekonania, że nie jest tak źle. Kiedyś się przekonam.
 

***

Karol, który został świętym – Nie poszedłbym

Jako że bardzo łatwo się zacząć nabijać z tego filmu, to sobie to zupełnie daruję. To film dla dzieci i może akurat tak ma wyglądać film dla dzieci? Śmiało mogę się przyznać do tego, że nie znam się na filmach dla dzieci. 

Skomentuj

Twój adres mailowy nie zostanie opublikowany. Niezbędne pola zostały zaznaczone o taką gwiazdką: *

*

Quentin

Quentin
Jestem Quentin. Filmowego bloga piszę nieprzerwanie od 2004 roku (kto da więcej?). Wcześniej na Blox.pl, teraz u siebie. Reszta nieistotna - to nie portal randkowy. Ale, jeśli już koniecznie musicie wiedzieć, to tak, jestem zajebisty.