Wdrożenie i opieka: MimasTech
Szokujące newsy!

Patrick [2013]

Jeden z najbardziej oryginalnych villainów w historii kina powrócił w australijskim remake’u jednego z bardziej… Tyle się narzeka na angloszczynację (sam wymyśliłem! :P) języka polskiego, ale czasem nie da się inaczej. Może jestem za głupi, ale nie wynajduję polskiego odpowiednika dla słowa „successful”, którego chciałbym użyć w kontekście sukcesu oryginalnego „Patricka”. Jakieś hin… podpowiedzi?

Za kamerą stanęła odpowiednia osoba, bo realizacji remake’u podjął się Mark Hartley. Reżyser znany co prawda głównie z dokumentów, ale wśród nich był też ten jeden, który dał Hartleyowi papiery odpowiednie do zmierzenia się z patrickową materią. To oczywiście „Not Quite Hollywood” opowiadający o australijskim kinie ozploitation, w którym stosowny fragment poświęcony był właśnie „Patrickowi”.

Ale w czym w ogóle tkwi niezwykłość tytułowego czarnego charakteru? Chociażby w tym, że nęka swoje ofiary nie ruszając się z łóżka. Więcej – nie ruszając się wcale. Przykuty do łóżka w odosobnionym od świata szpitalu psychiatrycznym znajduje się w stanie śpiączki, a jego jedynymi odruchami są odziedziczone potem przez Pannę Młodą z „Kill Bill” krótkie splunięcia. A mimo to znajduje sposób na to, by uprzykrzyć życie zajmującemu się nim personelowi. Świadomie czy odruchowo? Na to pytanie odpowiedzieć będzie musiała nowa pielęgniarka zafascynowana przystojnym pacjentem.

Zdradziłem na temat fabuły sporo, ale i tak dużo mniej niż zdradza IMDb w skróconym opisie fabuły na stronie dotyczącej filmu. Widocznie wyszli z założenia, że wszyscy znają oryginał i nie ma co trzymać niektórych rzeczy w tajemnicy. Ale wg mnie to założenie błędne, bo chyba jednak – przynajmniej u nas – „Patrick” aż tak bardzo nie przebił się w ZłotoErowym rynku wideo. Do mnie przynajmniej nie dotarł, choć trafiały przeróżne „Razorbacki” i inne oz Turkey Shooty. Jeśli i o Was nie zahaczył, to darujcie sobie dalsze grzebanie o filmie i jeśli macie ochotę go obejrzeć, to go obejrzyjcie.

Nie będę ukrywał, że „Patrick” jakoś specjalnie dupy nie urywa. Ale myślę, że dzieje się tak głównie z jednego powodu. Hartley odrobił pracę domową i nakręcił film w starym dobrym stylu, który śmiało mógłby trafić na kasety wideo z giełdy i z miejsca zostać hitem. Co za tym idzie: wszystko już było. Nie ma w nim żadnych nowoczesnych wynalazków (poza iPhone’ami 😉 ), a wszystko co dobre zostało żywcem wypatrzone w najlepszych horrorach z lat boomu filmów wideo. Gołym okiem widać nawiązania do „Re-Animatora” i tym podobnych filmów, czy to w warstwie muzycznej czy w pracy kamery. Czy w bladozielonym płynie w strzykawce. Wyniosłe pielęgniarki prosto z filmu Daria Argenta snują się ciemnymi gotyckimi korytarzami, a zza węgła od czasu do czasu wyskakuje jakaś pokraka. Groźna lub mniej groźna. Efekty specjalne też momentami przypominają stare filmy, ale tu już bardziej pasuje słowo „niestety”. I właśnie temu wiernemu odtworzeniu starego klimatu zabrakło trochę wariactwa, jakiejś wartości dodanej do zgranych motywów.

Hartley odwalił kawał solidnej i uczciwej roboty i tak powstał film na 7/10. Czasem tak jest, że mimo braku jakichś większych zastrzeżeń pewnej oceny nie da się przeskoczyć i wydaje mi się, że siódemka w przypadku „Patricka” jest najbardziej sprawiedliwa. Przy wyraźnym zaznaczeniu raz jeszcze, że wszystko jest tu takie, jakie miało być. I jeśli lubicie stare dreszczowce to i ten Wam się spodoba.

(1710)

Skomentuj

Twój adres mailowy nie zostanie opublikowany. Niezbędne pola zostały zaznaczone o taką gwiazdką: *

*

Quentin

Quentin
Jestem Quentin. Filmowego bloga piszę nieprzerwanie od 2004 roku (kto da więcej?). Wcześniej na Blox.pl, teraz u siebie. Reszta nieistotna - to nie portal randkowy. Ale, jeśli już koniecznie musicie wiedzieć, to tak, jestem zajebisty.