Noe – Wybrany przez Boga [Noah]

Na początku był Chaos. Potem też był Chaos. I do samego końca był Chaos.

Winien Wam jestem przeprosiny za tego piątkowego Poszedłbyma przy „Noem”. Nie powinien się tam znaleźć po tych wszystkich QPA-ch przy zwiastunach filmu i oczekiwaniu na klapę. Co prawda z prawdą ( :) ) się nie minął, bo przecież na „Noego” poszedłem i taki miałem plan, ale winienem być bardziej ostrzegawczy, a nie ładować zielonym światłem, bo chcę iść najprawdopodobniej tylko po to, żeby mieć co obsmarować. Sori.

Z Aronofskym jest trudno. Głównie dlatego, że to przedstawiciel reżyserów z gatunku Nie Zrozumiałeś. Jakakolwiek by krytyka jego dzieł nie była, rzeczowa czy nie, zawsze strona przeciwna będzie miała w ręku argument „A bo nie zrozumiałeś filmu”. Ba, nawet jak i ta przeciwna strona nie zrozumiała, to i tak lepiej się poczuje, gdy ci powie, że jesteś idiota, który nie kuma doniosłych metafor i lajfczendżing spostrzeżeń.

Na szczęście ja to mam w nosie, bo przecież wiem dobrze, że tylko ja mam rację ;). Mogę więc sobie krytykować do woli i nikt mnie nie przekona, że nie zrozumiałem czegoś. A w przypadku „Noego” jest co krytykować, oj jest. To wyjątkowo grubo ciosana metafora.

A jako że metafora to oczywiście nie ma co traktować filmu dosłownie, rozumiem to. Uważam jednak, że pod płaszczykiem metafory nie można sobie ukrywać co się tylko podoba. Ani tłumaczyć „swoją wizją” takiego czy innego rozwiązania. Trzeba to wiarygodnie umieć sprzedać.

Zostawiam na boku rozprawy biblijne, nie interesuje mnie „Noe” z punktu widzenia religii tej czy tamtej, nie uważam, że robi krzywdę komukolwiek – w tym przypadku szanuję wizję reżysera, a tą wizją było przełożenie tradycyjnej biblijnej historii na własną modłę. Nie ma więc co siedzieć z Biblią i szukać niezgodności, bo z niej zostało tylko sedno. Stworzenie świata, potop, Arka, Noe i jego rodzina. A osadzeni zostali już oni w alternatywnym świecie wykreowanym przez Aronofsky’ego. Z bronią palną, maskami spawalniczymi i wielkimi mechami. Ironizuję oczywiście, ale nie aż tak bardzo. Dla mnie te „mechy” są akurat śmiechowe, ale nie przez nie przekreślam cały film. Stanowią co najwyżej łyżkę dziegciu w beczce dziegciu.

Bo można mieć swoją wizję upadłych aniołów, ale rzecz w tym, żeby pokazać ją w taki sposób, żeby widzowi nie zbierało się na… uśmiech 😛 i ironię. A to Aronofsky’emu nie wyszło. Podobnie zresztą rozprawił się np. z żądzą Chama – nijak mu nie współczułem. Raczej czekałem aż zacznie współżyć z kozą. I nie ma się co oburzać na moje porównanie (choć oczywiście zezwalam :) ), problemem jest to, że Aronofsky nie potrafił tego pokazać w taki sposób, żebym się nie śmiał i nie miał skojarzeń.

Wszystko co najgorszego ma do zaprezentowania „Noe” znajdziemy w scenariuszu i w próbach udramatyzowania historii, która bez tego byłaby zwykłym filmem katastroficznym (i chyba tylko wtedy by mi zagrała, gdyby została przedstawiona w monumentalnym filmie na wzór „Dziesięciorga przykazań” – „bez udziwnień” jak to mawiał jeden z bohaterów „Chłopaki nie płączą”). Pogoń za dramatem skłoniła reżysero-scenarzystę do stworzenia z Noego postaci idiotycznej i dodania mu przeciwnika, który wszystkich chce pozabijać i pojawia się właściwie tylko po to. Niezależnie od tego, czy jest na niego sensowne miejsce czy nie. I o ile w pierwszej, nudnawej (ciągle idą) części filmu podział na dobro i zło był jasny i klarowny (i widział widz, że to było dobre), to potem było już coraz gorzej. Noe miał zupełnie wydumane dylematy (jasne, Bóg ich po to uratował, żeby potem umarli jako ostatni ludzie na Ziemi; news4U Noe – potężny Bóg, co do którego istnienia nie ma w filmie wątpliwości, sam sobie mógł Arkę zbudować i zagnać do niej zwierzęta – pomijam, że wizja filmowa wiele się od tego nie różniła), a nasz czarny bohater zanim w ogóle zaczął z głupia frant rozrabiać, wątpliwości podał konstrukcję Arki, którą bez problemu naruszył toporkiem.

Za idiotyzm też trzeba uznać, najbardziej istotną dla filmowego dramatu, rezygnację z żon synów Noego, które 1. były. 2. przetrwały Potop na Arce. I zupełnie nie chodzi o to, że w Biblii było inaczej. Chodzi o to, że to klasyczna zmiana na gorsze tylko po to, żeby było inaczej. W tym przypadku inaczej = idiotycznie. A my wszyscy jesteśmy kuzynami. Dobrze, że w czasach Noego nie wymyślono genetyki, bo prawdopodobnie po kilku pokoleniach popotopowych żałowalibyśmy, że nie pochodzimy bezpośrednio od małpy.

Wizualnie film się broni, potop wygląda bardzo na tak. Kłopot w tym, że widowiska jest tam tylko ułamek. Reszta to dla mnie bzdura. 5/10

(1713)

PS. Urocze były te świecące cosie do rozpalania ogniska, ale chyba nie ocalały z Potopu 😛

PS2. A co z Piekłem? Aronofsky o nim zupełnie zapomniał. Czy to po prostu kolejna metafora – Ziemia to Piekło, tak?

PS3. Pomijam zupełnie komiks, na podstawie którego powstał film, bo przecież jako również stworzony przez Aronofsky’ego to to samo. A skoro jedno od drugiego się różni (a różni się) to znaczy, że autor uznał, że coś było w komiksie nie tak i zmienił to na lepsze. Według niego. Rozpatrywanie czegoś jako opartego na czymś innym uznaję tylko w przypadku, gdy autorzy obydwu są inni. Gdy autor jest ten sam – sensu nie widzę. To jedna i ta sama wizja.

Skomentuj

Twój adres mailowy nie zostanie opublikowany. Niezbędne pola zostały zaznaczone o taką gwiazdką: *

*

Quentin

Quentin
Jestem Quentin. Filmowego bloga piszę nieprzerwanie od 2004 roku (kto da więcej?). Wcześniej na Blox.pl, teraz u siebie. Reszta nieistotna - to nie portal randkowy. Ale, jeśli już koniecznie musicie wiedzieć, to tak, jestem zajebisty.