Poszedłbym? Odcinek 3.

Co nowego w kinach? Intuicja MODE ON

Ratując pana BanksaNie poszedłbym

Filmy oskarowe to kinowo trudny orzech do zgryzienia. Dystrybutorzy myślą, że jeśli jakiś film dostał nominacje do Oscara, to automatycznie każdy kinoman na niego pójdzie. Dowalają golasa na materiałach reklamowych nawet jeśli jego zdobywca gra trzecioplanową rolę, a swojego Oscara dostał 30 lat wcześniej, więc co dopiero mówić o filmach, które nominacje otrzymały przed chwilą. Lub przynajmniej były przewidywane do nominacji.

A tymczasem naprawdę mało który film oskarowy warto zobaczyć w kinie i trzeba na nie uważać. Oczywiście są widzowie, którzy lubią śledzić w kinowym fotelu niespieszne życiowe dramaty, ale ja wolę Battleship ;).

Pan Banks to typowa ofiara oskarowego sezonu. Data jego premiery jest nieprzypadkowa, niestety cwaniaki-dystrybutorzy się przejechali, bo film dostał tylko jedną nominację za muzykę. A bez dwóch zdań spodziewali się lepszego lepiku na widza. No i niestety, bez choćby nominacji dla Hanksa ciężko będzie coś ugrać tym tytułem. Szczególnie że można się na panu Banksie nieźle wynudzić. W kinie. Bo do obejrzenia z DVD się nada.

Paranormal Activity: Naznaczeni – Nie poszedłbym

Nie widziałem do tej pory żadnej części PA, więc nie mam powodu, by w przypadku tej części zmieniać ten stan rzeczy.

Choć jedno trzeba PA przyznać – od początku do końca wiadomo, co to za film i czego można się po nim spodziewać. I kto lubi się bać na found-footage’u to pewnie będzie zadowolony. A kto będzie niezadowolony, bo „spodziewał się czegoś innego” ten sam sobie winien.

No i na randkę się PA nada, choć to ostrze może być obustronne.

Ja, Frankenstein – Poszedłbym

Żeby sprawdzić. Widziałem, że mieszają tę produkcję z błotem i pewnie straciłbym kasę za bilet, ale poszedłbym. Bo czasem na takiej sieczce można się sympatycznie zaskoczyć. Dzieje się, dużo wybucha i grzmi, potwory warczą, no i ten bardzo zachęcający opis dystrybutora:

Walczące ze sobą klany nieśmiertelnych chcą poznać tajemnicę zmartwychwstania Adama, potwora dra Frankensteina, by przejąć kontrolę nad hordami żywych trupów.

Typowy film z gatunku: zaryzykuję kasę, jeden na dwadzieścia takich filmów wychodzi zaskakująco udanie. I przy okazji jesteś jedyną osobą na świecie, której się podoba.

Hannah Arendt – Nie poszedłbym

O ile mnie pamięć nie zawodzi to niemiecki kandydat do tegorocznego Oscara. Na plakacie kobieta, która myśli, w opisie fabuły rozwinięcie plakatu o określenie: „jedna z najbardziej wpływowych myślicielek XX w.” – wszystko aż woła, że nie jest to film, który chciałbym obejrzeć w kinie i rozerwać się na nim.

Sierpień w hrabstwie Osage – Nie poszedłbym

Aczkolwiek, co widać po kolorze werdyktu, nie jestem aż tak bardzo tego pewny.

Mam awersję na filmy, które ze zwiastunów atakują mnie zylionem znanych nazwisk. Od razu jest to dla mnie podejrzane. Nie myślę sobie: ojej, ale obsada, co za uczta! tylko: napchali znanych pysków i myślą, że to wystarczy. Musiałoby być w takim zwiastunie coś więcej. Meryl z bazooką, Julia w bikini, Benedict w czapce Sherlocka – wtedy bym poszedł na bank.

A co jest zamiast tego? Rodzinne spotkanie przy stole. Takie samo w jakim przynajmniej dwa razy w roku uczestniczymy. Bawimy się na nich tak dobrze jak w kinie na świetnym filmie?

Grobowiec świetlików – Poszedłbym

„Dzwońcie do Guinnessa, mamy nowy rekord!”. Film trafia do naszych kin ćwierć wieku po jego premierze…

Tak, wiem, nie lubię animek, ale to animka inna niż wszystkie. Już ją oczywiście zdążyłem dawno zobaczyć, ale chętnie wybrałbym się do kina raz jeszcze. Ot choćby po to, żeby się przekonać, czy nie zmienił się mój odbiór tego filmu. Filmu uważanego przez wielu za najbardziej depresyjny/smutny film ever. A dla mnie to opowieść, która na koniec zostawiła mnie z refleksjami optymistycznymi jednak… Poza tym zdecydowanym plusem zawsze jest zobaczenie jakiegoś starego kultowego filmu z rejonu świata innego niż USA.

„Grobowiec…” nadałby się też idealnie, gdybym nagle zapragnął pozbyć się Aśka z tego świata. Myślę, że tego seansu by nie przeżyła.

Justin Bieber’s Believe – Nie poszedłbym

Film może i ciekawy ;), ale sama myśl o tym, że trafiam do jednej sali kinowej z Belieberkami…

Za tych, co na morzu – Nie poszedłbym

Nie mam zielonego pojęcia co to, więc trudno jest mi nawet wyrokować… Ale wyrokuję, bo samo to, że nic o filmie nie wiem – źle o nim swiadczy.

Skomentuj

Twój adres mailowy nie zostanie opublikowany. Niezbędne pola zostały zaznaczone o taką gwiazdką: *

*

Quentin

Quentin
Jestem Quentin. Filmowego bloga piszę nieprzerwanie od 2004 roku (kto da więcej?). Wcześniej na Blox.pl, teraz u siebie. Reszta nieistotna - to nie portal randkowy. Ale, jeśli już koniecznie musicie wiedzieć, to tak, jestem zajebisty.
www.VD.pl