Poszedłbym? Odcinek 1.

Z powodu wyjątkowego wprost lenia i niechęci do pisania recenzji (ogarnij się Q, bo już kilka tegorocznych seansów czeka na Twoją opinię) wymyśliłem coś innego – może się uda. Choć nie wiem, co sobie myślę z zakładaniem kolejnego cyklu, bo wiadomo, jak to u mnie z cyklami jest.

Pomysł jest prosty, podobny do prewiewków. Patrzę, co nowego dają w kinach i stwierdzam kategorycznie: poszedłbym do kina czy bym nie poszedł. Na podstawie czystych przypuszczeń, niezbyt wnikliwej analizy i interpretacji oraz znajomości poprzednich dzieł twórców danego filmu. Czytaj: na podstawie zupełnego czuja.

Jedno wiem, na pewno przeważać będzie przypuszczenie „Nie poszedłbym”, bo nie na wszystko trzeba chodzić do kina, nawet jeśli reklamy twierdzą co innego. Przy czym bezwzglednie musicie pamiętać, że „Nie poszedłbym” wcale nie oznacza, że film jest wg mnie do dupy. Po prostu na niektóre filmy można spokojnie poczekać i obejrzeć je w domu. Właściwie na większość z nich.

No i dywaguję oczywiście o polskich premierach, chyba że coś mi się czasem odmieni.

47 roninów – Nie poszedłbym

Każdego, kto z własnej woli wybiera się na ten film oficjalnie mogę oskarżyć o posiadanie za dużej ilości pieniędzy. I wskazać mu lepiej jakiś charytatywny cel. Kręcony nie wiadomo od kiedy i poprawiany nie wiadomo ile razy film już zaliczył klapę, a teraz dogorywa w polskich kinach. Jakiś krytyk z Filmwebu na przełomie 2013/2014 opisywał nadchodzący filmowy rok i przy „47R” stwierdził, że: „nie wiadomo, czego się po nim spodziewać”.

Owszem, wiadomo. Wiadomo po zwiastunie. Keanu znów uratuje świat walcząc z komputerowo wygenerowanymi stworami. Tylko po to, żeby ci wrogowie nie krwawili i można było dać odpowiednio niską kategorię wiekową.

To mógłby być dobry film, a tak to Keanu może się po nim już nie podnieść.

Nimfomanka – Część I – Nie poszedłbym

Tak to już jest z filmami głośno reklamowymi od pół roku – najczęściej okazuje się, że cała para poszła w gwizdkowy marketing, a sam film zawodzi zanadto wygórowane oczekiwania. Nawet nie tym, że jest zły, ale tym, że miał być łohohoho!

Skandal wokół „Nimfomanki” utrzymuje się już od dawna, teraz w końcu film eksplodował premierowym orgazmem. Ma być mokro, gorąco, erotycznie, nieprzyzwoicie. I pewnie momentami jest, ale co z tego, skoro postawiłbym trochę kasy na to, że najbardziej oczekiwania w nim przeze mnie Uma Thurman akurat nic nie pokaże. Po co więc do kina iść?

Ale jak napiszecie w temacie Umy: „zdziwiłbyś się”, to przemyślę sprawę.

Wkręceni – Poszedłem

Małe odstępstwo od schematu, no bo jak widać wyżej – poszedłem. Co prawda na wersję produkcyjną jeszcze, ale poszedłem. No i tu odrobina szczerości, a nawet cała szczerość: jako że troszeczkę (tak mini mini i nijak z wpływem ma ekranowy efekt końcowy) związany jestem z tym filmem, wolałbym powstrzymać w zarodku niezdrowe emocje i pozostać neutralny. Bo co nie napiszę to będzie powód do spiskowej teorii dziejów 😉

I jeszcze jedna szczerość: Paweł Domagała jest w tym filmie zajebisty.

Skubani – Nie poszedłbym

Dobrze znacie moje zdanie o animkach i w zasadzie to, co tutaj krótko napiszę, mógłbym skopiować i wrzucać przy okazji kolejnych animek. Animek nie lubię.

I uważam, że o ile jeszcze parę lat temu miały jakąś wartość, bo do kin trafiały jeden góra dwa filmy animowane, to teraz są już produkowane masowo na zasadzie „dzieci pójdą, zarobimy”. I nie ma w tym żadnej wartości. Byle tylko wygenerować średnio zabawną animowaną papugę i chwytliwy tagline.

Biegnij, chłopcze, biegnij – Nie poszedłbym

Polscy aktorzy w niemieckim filmie o wojnie? Brzmi jak „Nazi ojcowie, nazi matki”.

I jeszcze z opisu dystrybutora: „Uciekinier z warszawskiego getta trafia do domu życzliwej Polki (Elisabeth Duda)”. Dziękuję, postoję.

Długie i szczęśliwe życie – Nie poszedłbym

„Akcja rozgrywa się na Półwyspie Kolskim w północno-zachodniej Rosji, gdzie urzędnicy z ramienia państwa zaczynają wykupywać działki od okolicznych właścicieli ziemskich. Dla Sashy to szansa na ucieczkę od męczącego i pozbawionego perspektyw życia na farmie ziemniaków i przeprowadzkę do miasta” (opis dystrybutora)

Modelowy przykład filmu, który spokojnie można obejrzeć w domu. Spokojnie, acz niekoniecznie nawet.

Skomentuj

Twój adres mailowy nie zostanie opublikowany. Niezbędne pola zostały zaznaczone o taką gwiazdką: *

*

Quentin

Quentin
Jestem Quentin. Filmowego bloga piszę nieprzerwanie od 2004 roku (kto da więcej?). Wcześniej na Blox.pl, teraz u siebie. Reszta nieistotna - to nie portal randkowy. Ale, jeśli już koniecznie musicie wiedzieć, to tak, jestem zajebisty.
www.VD.pl