WFF 2013 – Opuścić Marrakesz [Exit Marrakech]

To, co najbardziej lubię w tych mniej znanych filmach niezbyt popularnych kinematografii (dawno to miałem napisać, ale teraz sobie przypomniałem, więc piszę, choć do kinematografii niemieckiej to pasuje średnio) to możliwość zobaczenia innego świata niż ten, w którym żyję. Często dla tego powodu nieważne jest nawet to, czy film ma jakąś ciekawą fabułę czy nie ma jej w ogóle. A najlepsze są te łączące interesującą fabułę z egzotycznym wycinkiem świata.

W „Opuścić Marakesz” zarówno jednego i drugiego jest w ilościach w sam raz.

Film nagrodzonej Oscarem za „Nigdzie w Afryce” Caroline Link kręci się wokół wytartego przez kino i literaturę wątku docierania się ojca i syna. Ojciec nieobecny, zajęty sobą, syn właśnie dojrzewający, zbuntowany – idealna mieszanka, która wybuchnąć może konfliktem. I tenże konflikt wybucha, gdy syn przyjeżdża do ojca – znanego reżysera teatralnego – do Maroka, gdzie ten na festiwalu wystawia swoje sztuki. Młodzian od ślęczenia w teatrze woli spacerować tętniącymi życiem uliczkami Marakeszu. Tam spotyka śliczną prostytutkę, z którą wkrótce rusza w podróż w mniej cywilizowane rejony Maroka.

Typowa siódemka (7/10). Gdyby ktoś mnie pytał, jakim filmom daję siedem to mógłbym mu puścić właśnie OM, który opowiada historię ciekawą na tyle, że ciekawie się go ogląda, ale przy okazji nie daje możliwości do jakichś większych emocji. Surowe krajobrazy Maroka pokazane tu zostały bez przesadnej ekwilibrystyki ot po prostu istnieją na taśmie filmowej i już. A i o wiekszy konfilkt tu trudno, bo ojciec wcale taki zły nie jest jak go malują, a syn wcale taki zbuntowany też nie jest. Może to wina reżyserki, która na początku nie pokazała zbyt wyraźnie, że ojciec kiedyś tam porzucił syna i żonę, by założyć inną rodzinę. Gdy to wychodzi w praniu, nie robi już takiej różnicy.

Brzmi jak przepis na bezpłciowe kino, ale rzucić okiem można, choć to raczej produkcja dobra do telewizji, a nie do kina.

(1605)

Skomentuj

Twój adres mailowy nie zostanie opublikowany. Niezbędne pola zostały zaznaczone o taką gwiazdką: *

*

Quentin

Quentin
Jestem Quentin. Filmowego bloga piszę nieprzerwanie od 2004 roku (kto da więcej?). Wcześniej na Blox.pl, teraz u siebie. Reszta nieistotna - to nie portal randkowy. Ale, jeśli już koniecznie musicie wiedzieć, to tak, jestem zajebisty.