West of Memphis

Ta jedna z najbardziej fascynujących i tajemniczych spraw w historii amerykańskiej kryminalistyki stanowi łakomy kąsek dla filmowców już od dawna. Powstały o niej trzy filmy dokumentalne (trylogia Paradise Lost – pierwsza część nagrodzona na festiwalu w Sundance, a trzecia nominowana do Oscara), a niedługo na ekrany kin trafi wyreżyserowany przez Atoma Egoyana „Devil’s Knot” opowiadający o tym, co wydarzyło się pewnego majowego dnia w West Memphis. „West of Memphis” to jeszcze jeden dokument dotyczący tej sprawy.

Wszystko zaczęło się od potrójnego morderstwa trzech młodych chłopców. Na znalezionych dzień po ogłoszeniu ich zaginięcia ciałach odnaleziono ślady okaleczeń, które zakwalifikowano jako spowodowane przez wyznawców kultu szatana. Wkrótce potem aresztowana została inna trójka nastolatków (w wieku od 16 do 18 lat), a w procesie poszlakowym osądzono ich odpowiednio na karę śmierci oraz dożywocia. Wyrok w tym procesie nie zakończył jednak sprawy. Wręcz przeciwnie, wątpliwości zaczęły się mnożyć, a osadzona trójka (WM3) twierdziła, że jest niewinna. Mijały lata, chłopcy – teraz już mężczyźni – dalej siedzieli w więzieniu, a liczba osób, która je wspierała w walce z systemem sprawiedliwości systematycznie rosła. Choć żaden ze skazanych nie potrafił jednoznacznie udowodnić swojej niewinności, ani choćby podać niepodważalnego alibi.

„West of Memphis”, podobnie jak i trzecia część „Paradise Lost” opowiedziana jest z li tylko jednego punktu widzenia. I jest to jej zdecydowana i największa słabość. Twórcy filmu założyli (a raczej sami w to wierzą jak myślę), że WM3 są niewinni ponad wszelką wątpliwość i postanowili tę niewinność udowodnić. Tym razem na sprawcę makabrycznego morderstwa wskazując ojczyma jednego z zamordowanych chłopców. Jeszcze innego niż sugerowany w drugiej części PL John Mark Byers; nawiasem mówiąc postać tak barwna, że grający go w „Devil’s Knot” Kevin Durand jak się postara to może zgarnąć Oscara – wspomnijcie o tym, gdy ogłoszą nominacje :) ).

Działa, jakie zostały wytoczone, aby przekonać nas do tego, ze WM3 są ofiarami systemu prawnego są naprawdę duże. Tak duże, że aż… nie chce się uwierzyć w tę ich niewinność. Zresztą nie ma co pisać „ich”, bo „bohaterem” filmu jest najbardziej charyzmatyczny z całej trójki Damien Echols, postać dziś już kultowa i dawno wchłonięta przez popkulturę. Pozostałych dwóch chłopaków w zasadzie się tu pomija i trudno się dziwić, jeden z nich nie potrafi nawet nauczyć się jednozdaniowej formułki, którą musi wypowiedzieć, by w końcu po latach więzienia wyjśc na wolność (z jednej strony to spoiler, ale z drugiej nie jest tajemnicą, że WM3 wyszli na wolność). Co innego Echols, młodzian o spojrzeniu tęskniącym za wolnością. Widzimy go tutaj tylko i wyłącznie w sytuacjach nie budzących żadnych złych skojarzeń. Nawet ubrany w biały więzienny uniform i skuwany w kajdanki przypomina smutnego anioła, który zabłądził. A oprócz tego je cukierki, głaszcze kotki, cytuje „Mistrza i Małgorzatę”, jego złote myśli na koncercie czyta ten Eddie Vedder, a ludzie kiwają głowami jakby słyszeli ewangelię. A żona Echolsa, którą poznał listownie w więzieniu bardzo go kocha i razem czytają książki. Ba, Echols, jak przystało na Kasię Cichopek popkultury, sam już trzasnął książkę – została wydana i u nas pt. „Życie po śmierci”.

To nie koniec. Za niewinnością WM3 podpisuje się spore lobby, na którego czele stoją ten Peter Jackson (dużo go w tym dokumencie) i ta Fran Walsh. Ten ww. Eddie Vedder, ten Henry Rollins, ten Johnny Depp… I jak tu nie zostać przekonanym do tego, że sąd skazał WM3 za niewinność? Ano jakoś trudno. Nawet jeśli taka jest prawda, to sprawa jest zbyt skomplikowana, by mieć pewność czegokolwiek. A wszystkiego nie ułatwia to, że wszystkie osoby zamieszane w tę sprawę i ich najbliżsi to archetypowe rednecki, którym naprawdę trudno w cokolwiek uwierzyć i im zaufać (oceniam po okładce, sorry rednecki). Na dobrą sprawę każdy jest podejrzany i nijak nie wzruszają przypomniane sobie po latach szczegóły, których kiedyś nie wspomnieli, a teraz wyciągają jak z rękawa obciążając oskarżanego tu ojczyma. W lesie w pobliżu West Memphis mogło wydarzyć się wszystko…

Pod względem dokumentalnym „West of Memphis” nie ma za dużej wartości. Nikt tu nawet nie sili się na podanie choćby jednego dowodu na niewinność WM3 – są niewinni i już. Opowiada o tak ciekawej sprawie, że siłą rzeczy jest ciekawy plus nakręcony jak należy (nie jestem pewien tylko, czy jest sens oglądania go bez znajomości „Paradise Lost”, a paradoksalnie – jeśli zna się PL to nie ma większego sensu oglądania WoM), ale zamiast rzetelnego dokumentu mamy do czynienia ze sprytnie przygotowaną agitką. A jedyne czego aktualnie możemy być pewni to tego, że morderca/mordercy trójki chłopców jest/są teraz na wolności (no chyba, że im/mu się zmarło, jeśli to ktoś, kogo do tej pory nie brano pod uwagę). 7/10

(1587)

Skomentuj

Twój adres mailowy nie zostanie opublikowany. Niezbędne pola zostały zaznaczone o taką gwiazdką: *

*

Quentin

Quentin
Jestem Quentin. Filmowego bloga piszę nieprzerwanie od 2004 roku (kto da więcej?). Wcześniej na Blox.pl, teraz u siebie. Reszta nieistotna - to nie portal randkowy. Ale, jeśli już koniecznie musicie wiedzieć, to tak, jestem zajebisty.
www.VD.pl