Dexter, 8×10

Przykro mi, ale nie będzie dzisiaj myślników. A przynajmniej nie będzie ich do trzydziestej którejś minuty odcinka, bo… pies wyłączył mi komputer 😛 No co? Stanął na listwie i wyłączył prąd. A że notki piszę w Notatniku…

Było w tych skasowanych myślnikach o tym, że Dex nie zdejmuje skarpetek przed seksem, a rękawiczek przed podaniem dłoni, że nikogo nie obchodzi wątek Quinna i siostry Angela (zero osób podniosło rękę, gdy ktoś zapytał, kogo on obchodzi), że Dex mógłby zrobić cokolwiek tłumacząc się potem, że „po śmierci Rity…” itp. Było też, że Saxon jest zajebistym mordercą, który nie zostawia po sobie śladów. Z wyjątkiem tej kolekcji skanów, którą w policyjnym archiwum przeglądał Morgan. A także o znakomitych informatycznych umiejętnościach Deksa i płynnym korzystaniu z panelu administratora Trojan Force’a. I o filmiku, który ważył prawie pięć giga. Przewinęły się też małe foczki, które giną za każdym razem, gdy w serialu pada słowo Argentyna. I że w Zawierciu jest taka szemrana dzielnica o nazwie Argentyna.

Ale przede wszystkim było o tym, że nie powinno się oglądać „Dextera” po Breaking Bad, bo za bardzo widać różnicę jakościową między jednym i drugim. A że zacząłem dzisiaj dzień od nowego BB, to cierpię.

A tak a propos BB to po seansie nastukałem na Q-Fejsie co następuje: Po dzisiejszym odcinku obawiam się, że „Breaking Bad” to widowiskowa śmierć seriali w ogóle. Nie wydaje mi się, żeby ktoś szybko zrobił coś lepszego. A już na pewno nie z pięcioma sezonami. Szansę widziałbym w serialach jedno, maks dwusezonowych kręconych z myślą o właśnie takiej ilości odcinków, z góry zaplanowanych, bez kombinowania w połowie sezonu co zrobić, żeby można było walnąć 10 sezonów.

Mamy 35 minutę odcinka. Vogel obejrzała właśnie pięciogigowy filmik, a mnie wszystko wkurwia (głównie pies i słuchawki, które się same z siebie zepsuły i dźwięk mam tylko w prawym uchu…)

– Dziwię się kolesiowi, który gra deputy marshalla. Mógł zostać w Sons of Anarchy to pląta się od „Prime Supsect” po „Dextera” grając role, które nijak nie pchają jego rolę do przodu. A raczej przeciwnie.

– Też Wam się wydaje, że w tym odcinku jest w Miami strasznie zimno. Jak na Miami oczywiście. Współczuję statyście, który opala się w tle rozmowy Hany z Deputim.

– Debra w ostatnich odcinkach używa dużo ze szkoły aktorskiej Bena Afflecka – i półuśmiecha się w scenach, gdzie półuśmiech nie jest wskazany.

– Właściwie to cały czas się śmieje.

– Zdecydowany ROTFL ODCINKA, fajnie, że załapał się na myślnik: wypadek Harrisona na ścieżce sam w sobie zabawny, ale zwróciliście uwagę na tego dorosłego kaskadera, który „zagrał” Harrisona wpadającego na mebel? Boki zrywać!

– „Aktor” grający Harrisona w ogóle bez dwóch zdań pochodzi z Polski. Tylko stąd pochodzą takie drewniane dzieci do filmu.

– Ależ napięcie w scenie na ostrym dyżurze. NOT.

– Dobre pytanie często podczas oglądania seriali zadaje Asiek: skąd oni zawsze, ci policjanci, mają takie zajebiste foty każdego podejrzanego/ofiary/łotewer?

– I koniec. Warto wspomnieć, że Expendable Black Female Cop znów się nie pojawiła, a córka Masuki się najarała i też tylko tyle ją widzieli. Wspaniałe wątki. 

Skomentuj

Twój adres mailowy nie zostanie opublikowany. Niezbędne pola zostały zaznaczone o taką gwiazdką: *

*

Quentin

Quentin
Jestem Quentin. Filmowego bloga piszę nieprzerwanie od 2004 roku (kto da więcej?). Wcześniej na Blox.pl, teraz u siebie. Reszta nieistotna - to nie portal randkowy. Ale, jeśli już koniecznie musicie wiedzieć, to tak, jestem zajebisty.