Wdrożenie i opieka: MimasTech
Szokujące newsy!

The Killing, s3

Pisałem już o tym na Q-Fejsie, ale że nie każdy tam zagląda (choć bezwzględnie powinien!), to powtórzę się raz jeszcze tutaj. A wiadomość to głównie dla tych, którzy zaprzestali oglądać „The Killing” po drugim sezonie, bądź – jak ja – zatrzymali się już po pierwszym niezadowoleni, że wbrew plakatom nie dowiedzieli się, kto zabił Rosie Larsen. A także dla tych, którzy TK nie oglądali w ogóle, choć ci pewnie jakieś powody mieli i trudno będzie ich przekonać.

Zatem, Drodzy Moi, trzeci sezon „The Killing” jest absolutnie wypasiony, lepszy moim zdaniem znacznie od s1 i w ogóle skłaniam się do nazwania go Sezonem Sezonu. Lepszego serialu w tym sezonie nie widziałem.

Nie panikujcie, do oglądania s3 niepotrzebne jest bycie na bieżąco z serialem. Jeśli trochę go wcześniej pooglądaliście, to wcale nie trzeba podganiać. Trochę to tylko lepiej, bo znacie głównych bohaterów i wiecie, co tam się pomiędzy nimi trze. Jeśli zaś nie oglądaliście TK wcale, a chcielibyście zacząć, to wystarczy Wam wiedza, że Linden i Holder się znają, pracowali kiedyś ze sobą i… i to właściwie tyle. Możecie siadać do s3, bo to zupełnie nowa historia. (Nie ma też niczego wspólnego z trzecim sezonem oryginalnego duńskiego „Forbrydelsen”, a przynajmniej z jego pierwszym odcinkiem, bo więcej nie widziałem; nie wiem jak z duńskim s2, ale to raczej też nie to).

Nowa, choć troszeczkę tyci tyci oparta na tym, co działo się wcześniej i było mimochodem wspominane. Na sprawie, którą Linden kiedyś tam prowadziła. Sprawie brutalnego morderstwa kobiety popełnionego przez jej męża. Mąż poszedł siedzieć, dostał karę śmierci, ale pani detektyw do końca nie była pewna co do jego winy. Minęły lata, wykonanie wyroku śmierci na skazanym jest tuż tuż, tymczasem znalezione zostaje ciało młodej dziewczyny, zabitej w sposób bliźniaczo podobny do ww. sprawy przed lat. Linden wraca do roboty, a jej wątpliwości odżywają na dobre, gdy pewnego deszczowego dnia staje nad pewnym bagnem…

W s3 zostało wszystko, co najlepsze w poprzednich sezonach – deszczowy klimat podrzędnych miejskich dzielnic, przemoknięte i zimne komisariaty. zero weselszego koloru. Syf, dziadostwo i malaria. Zniknęła natomiast polityka, która wcześniej grała decydującą rolę i która za bardzo determinowała fabułę odciągając ją od sedna. Tutaj takie polityczne manowce nie mają racji bytu. S3 to rasowy serial killer movie przełożony na język serialu. Prowadzone wśród nastoletnich prostytutek śledztwo wciąga od samego początku i choć akurat ostatnioponiedziałkowy odcinek numer 5 był z deka zbędny, to i tak dalej pozostaję pod wrażeniem.

Jest tak fajnie, że nawet pierwszy raz przypadł mi do gustu Peter Sarsgaard, za którym do tej pory nie przepadałem. Warto dać trzeciemu sezonowi „The Killing” szansę, nawet jeśli to pierwsza przygoda z tym serialem. Udowadnia bowiem, że da się zrobić dobry serial bez stawania na głowie. To wszystko gdzieś już kiedyś było, ale i tak ogląda się znakomicie. 

Skomentuj

Twój adres mailowy nie zostanie opublikowany. Niezbędne pola zostały zaznaczone o taką gwiazdką: *

*

Quentin

Quentin
Jestem Quentin. Filmowego bloga piszę nieprzerwanie od 2004 roku (kto da więcej?). Wcześniej na Blox.pl, teraz u siebie. Reszta nieistotna - to nie portal randkowy. Ale, jeśli już koniecznie musicie wiedzieć, to tak, jestem zajebisty.