Kac Vegas 3 [The Hangover Part III]

Czasem warto nie mieć wobec filmu żadnych oczekiwań. Nie, nie będzie to recka z gatunku „wszyscy psioczą, jaki to beznadziejny film, a tymczasem to świetne kino!” – bo ostatni (?) Kac to film przeciętny – ale zwykłe stwierdzenie faktu.

Do filmowych Kaców mam stosunek obojętny. Nie rozumiem sukcesu jedynki, a dwójka podobała mi się bardziej. Z tego względu nie oglądałem trójki, jako zamknięcia fajnej trylogii, bo nigdy nie piałem zachwytów pod jej kierunkiem. Tej trylogii znaczy się. Znam lepsze komedie, znam dużo gorszych, doceniam, że powstało coś nowego, a nie remake, ale też jasno widzę na tym przykładzie, jakie parcie obecnie jest na wydojenie widza do ostatniego dolara. Gdyby mogli to kręciliby kolejne części co pół roku. Dlatego z jednej strony w porządku, ale z drugiej siłą rzeczy im dalej, tym musi być gorzej. I jest, bo to tylko widz ma zaiwaniać do kina – jedyny powód powstania kolejnych odcinków.

Czyli – nie był to dla mnie seans kontynuacji czegoś kultowego.

Tak samo nie mam pretensji o to, że trójka nie jest komedią. A wiele ludzi takie pretensje ma. Nie śledziłem dokładnie machiny promocyjnej filmu, ale nie wydaje mi się, żeby ktokolwiek obiecywał, że to będzie komedia. „Domknięcie trylogii”, „ostatnia wizyta w Vegas” itd., ale chyba nie, że „pękniecie ze śmiechu”? Owszem, można było oczekiwać komedii i dziwić się, że zamiast niej jest przeciętny film sensacyjny, ale żeby od razu czuć się oszukanym? Eeee.

Dałem wyżej znak zapytania po słowie „ostatni”, a to dlatego, że jeśli już na coś narzekać, to na to krzyczenie na lewo i prawo, że to ostatni rozdział przygód Watahy. I w dodatku „epicki”, choć wcale taki nie jest. Jakby to miało być jakieś usprawiedliwienie dla tak szybkiego powstania trójki. I chyba właśnie tylko tym to jest, bo nie widzę w trzecim Kacu czegoś, co uprawniałoby do stwierdzenia, że to już koniec, nie ma już nic. Eeee. Nie zauważam w filmie tego zamknięcia, jeśli już to jakieś przymknięcie, ale ze sporą szparą. Nic, zupełnie nic – poza przyzwoitością – nie stoi na przeszkodzie przed nakręceniem czwórki.

Jeśli już traficie do kina i będziecie zniesmaczeni pierwszymi scenami (żenujące sceny z żyrafą i śmiercią ojca), to powstrzymajcie się przed wyjściem z kina – szkoda pieniędzy. Dalej będzie już lepiej, o co nietrudno po takim początku. Nie będzie jakoś tam nie wiadomo jak, ale jeśli lubicie bohaterów tego filmu, to możecie się dla nich poświęcić. Kino widywało gorsze przykłady zarżnięcia złotej kury. Ten jest taki w sam raz na 6/10.

A o fabule to sobie gdzie indziej przeczytajcie 😉

(1546)

Skomentuj

Twój adres mailowy nie zostanie opublikowany. Niezbędne pola zostały zaznaczone o taką gwiazdką: *

*

Quentin

Quentin
Jestem Quentin. Filmowego bloga piszę nieprzerwanie od 2004 roku (kto da więcej?). Wcześniej na Blox.pl, teraz u siebie. Reszta nieistotna - to nie portal randkowy. Ale, jeśli już koniecznie musicie wiedzieć, to tak, jestem zajebisty.
www.VD.pl