Wdrożenie i opieka: MimasTech
Szokujące newsy!

Serialowo, s05e08

Te myślniki to nie był taki głupi pomysł. A tak bez nich to coś czuję, że za dużo przemyśleń z pamięci nie odtworzę. Ale to z pewnością wina konkretnych odcinków, a nie mnie! ;P Bo jakoś tak entuzjazmu we mnie żadnego nie wzbudziły w tym tygodniu. Ot, średnia krajowa.

Dexter, 7×08

Dexter ma coraz więcej zabójczych znajomych i jak dobrze pójdzie, to założą jakiś wspólny klub. Nie byłoby to nawet specjalnie głupie, bo filmy o superbohaterach są modne od dłuższego czasu, a o ich zgrupowaniach też od całkiem niedawna. I trzeba to wykorzystać. W serialowym świecie ma próbować „The Arrow” (utknąłem w drugim odcinku i coś mi podpowiada, że się nie odetkam), ale może i Dex by spróbował? Dexter, Hania, Izaak… jeszcze jakiś czwarty killer by się przydał i już mogą zakładać Seryjnomordercze Biuro Detektywistyczne. Mam nawet dla nich motto: Załatwimy sprawę na dobre.

Uwaga, refleksja. Wiele osób czasem się śmieje z tempa prowadzonych w serialach spraw. W takim CSI to w jednym odcinku potrafią dwie skomplikowane sprawy rozwiązać w 40 minut. Narzekacze chcieliby więcej realizmu i mniej oderwania od rzeczywistości. Ale dzięki „Dexterowi” wiadomo, że nikt by tego nie chciał oglądać. Bo gdyby wszystkie serialowe śledztwa trwały tyle, ile śledztwo LaGuerty…

Homeland, 2×08

Muszę przyznać, że „Homeland” zaczął mnie nużyć. Jego atutem nigdy nie była wartka akcja i łubudu (miał inne zalety), ale tu mam wrażenie, że fabuła stanęła od kilku odcinków w miejscu i ruszyć nie chce. Ile jeszcze odcinków będą dowiadywać się, jaki jest Master Plan? Jak długo będą marnować czas odcinka na mało ciekawy wątek „o Boże, potrąciliśmy pieszego!”? Kiedy Carrie przestanie być wkurwiająca, a Morena Baccarin znowu się rozbierze? Żeby nam się tylko w s2 zdążyło wszystko zakończyć, bo coraz bardziej obawiam się, że zostawią nas z cliffhangerem „czy aby Ameryka przeżyła?”.

I tak sobie pomyślałem ziewając, że nie miałbym nic przeciwko, żeby mnie ośmieszyli (a konkretnie moje narzekanie na Rudego, że jest niezdecydowany) i żeby się okazało, że to wszystko jest tylko częścią Master Planu, także i Rudy, który udaje, że gra na dwa fronty. Coraz mniej to prawdopodobne, ale przynajmniej zrobiliby ze mnie dudka.

The Walking Dead, 3×06

W każdym serialowym sezonie wcześniej czy później musi przyjść odcinek z muchą. Na szczęście w TWD nawet w takim przypadku zostaje jeszcze sporo minut na zabijanie.

Nie ogarniam Michonne. O co jej w ogóle chodzi? Łazi z tą zbolałą miną i bez większego powodu zabija ludzi. Laska, poszłaś sobie w długą to poszłaś sobie w długą, a nie kręcisz się w kółko i pretensje masz do Gubernatora i spółki, że sobie całkiem sprawne miasto zorganizował i trzyma się nadspodziewanie dobrze w tym świecie ogarniętym przez zombieepidemię. Myślałem, że ty jakąś Przecipą będziesz, a tu na razie kiepsko w tym kierunku. Miałaś szczęście, że się z Andreą trzymasz, bo to jeszcze bardziej wkurzająca postać, co osłabia twoją wkurzowatość.

Wszystko prowadzi do nieuniknionej konfrontacji, w której grupa Szeryfa większych szans mieć nie powinna. Należy im się za bezsensowne „pochowanie” Carol, która – zgodnie z przypuszczeniami – przeżyła.

Czas honoru, 5×13

O ile cały sezon nie był najlepszy, to już finał tego sezonu był wyjątkowo marny. Żenująco słaby powiedziałbym nawet. Cudów się nie spodziewałem, bo żadnej konkretnej historii nam w tym sezonie nie opowiedziano, a całość przypominała raczej streszczenie tego, co po wojnie dzieje się z bohaterami serialu, ale mimo wszystko…

Dwie „spektakularne” finałowe akcje okazały się prawdziwym śmiechem na sali. Dosłownie, bo jedna z nich miała miejsce w teatrze. Prawie widziałem ten smutek na twarzach twórców z powodu wykorzystania finału Bękartów wojny w finale bodajże trzeciego sezonu. Z tego powodu skończyło się z miejszym przytupem, do którego zresztą też doprowadziło sporo facepalmów. – Powiedz mi, będą na sztuce jacyś sowieci? – A co? – A nic. – Aha, to ci powiem… Itd. Przy okazji zginęło sporo ważnych postaci, ale żadna sensownie. A już najmniej sensownie zginął cichociemny. Pięć sezonów przeżyć, żeby tak głupio zginąć…

I tylko jedno mnie „męczy” – w sytuacji, gdyby cały plan się powiódł i wszyscy by przeżyli i chcieli uciec za granicę – jakim cudem zabraliby się za tę granicę skoro było dla nich tylko sześć miejsc?

Sons of Anarchy, 5×11

Równia pochyła. Sonsi za epickie uznali kablowanie federalnym i jednogłośnie podjęli decyzję o zostaniu alfonsami. A Lyla na wózku to już policzek w twarz Opie’ego i jego dzieci.

Ale Kurtowi Sutterowi to wszystko chyba nie przeszkadza, bo widać, że on dobrze się na planie w roli Otta czuje i bawi. I jeszcze prezydentem SAMCRO zostanie, zobaczycie.

Survivor, 25×10

„Survivor” jak to „Survivor”. Nie wiem co by się musiało stać, żebym odpuścił oglądanie. Szkoda tylko, że po epickim ósmym odcinku napięcie nie wzrosło, ale o to raczej byłoby trudno. Wciąż jeden z moich kandydatów (choć nie ulubieńców) jest w grze, czas chyba zabrać się za pozbywanie się Brazylijki.

Uśmiałem się w 25×09, gdy Penner powiedział do aktorki, że jest storytellerem. Fakt, Penner to scenarzysta, ale wystarczy kuknąć na IMDb, żeby zobaczyć, że wiele tych storiesów nie tellnął.

Forbrydelsen, 3×01

Zacząłem na próbę. Pierwszego sezonu nie skończyłem, bo uznałem, że obejrzę w wersji amerykańskiej. Drugiego nie ruszałem. W amerykańskim The Killing utknąłem na razie w 2×01 i wciąż nie wiem, kto zabił Rosie Larsen 😉 (nie mówcie). Ale tak pomyślałem, że może nie trzeba posiadać wiedzy z poprzednich sezonów, żeby ruszyć z trzecim.

No i chyba nie trzeba, jak wynika z tego, co zdążyłem się rozejrzeć. To dobrze, bo spokojnie można oglądać. Problem tylko w tym, że trzeci sezon zapowiada się na powtórkę z rozrywki. Pani detektyw chce zmienić miejsce pracy, w polityce trwają rozgrywki na najwyższych szczeblach, trup bruździ w tychże rozgrywkach, a zrozpaczeni rodzice tracą młodą córeczkę… Wg Wiki Sara będzie w s3 walczyć z Kryzysem, więc może to tylko podobne preludium do tej walki? ;) 

Skomentuj

Twój adres mailowy nie zostanie opublikowany. Niezbędne pola zostały zaznaczone o taką gwiazdką: *

*

Quentin

Quentin
Jestem Quentin. Filmowego bloga piszę nieprzerwanie od 2004 roku (kto da więcej?). Wcześniej na Blox.pl, teraz u siebie. Reszta nieistotna - to nie portal randkowy. Ale, jeśli już koniecznie musicie wiedzieć, to tak, jestem zajebisty.