C.H.U.D.

Kurczy się lista Filmów, Które Zawsze Chciałem Obejrzeć. W zasadzie to nie wiem, czy w ogóle coś jeszcze na niej jest.

Pisałem tu już na pewno o ulubionej książce mojej młodości. A właściwie katalogu „The Best of Video”, w którym w krótki sposób opisanych było około pięć tysięcy filmów. Był przełom lat 80 i 90 i jeśli na jednej stronie znalazłem choć trzy filmy, które widziałem to już był to wielki sukces. Czytałem więc o tych wszystkich filmach, których nie dane mi było jeszcze obejrzeć i których, tak się wtedy wydawało, być może nigdy nie obejrzę. Te, które zainteresowały mnie najbardziej – wbrew pozorom nie było ich aż tak wiele – zaznaczałem sobie obok opisu wykrzyknikiem (wiem, nie powinno się pisać po książkach) z nadzieją, że kiedyś skonfrontuję ich opisy z rzeczywistością. Wykrzykniki na pewno były przy (katalog nie doczekał dzisiejszych czasów, o tej dramatycznej historii też już kiedyś pisałem) „Nagich i rozszarpanych” (Cannibal Holocaust) i przy „Martwym źle” (tak się to odmienia? :) The Evil Dead), ale największy wykrzyknik był przy „C.H.U.D.”.

Powodem dużego wykrzyknika był sugestywny opis film, z którego wynikało, że to najlepszy horror ever. Jakieś mutanty w kanalizacji, krew i rozszarpane ciała itd.  Podobało misie to, co czytałem. Potem, gdy wracałem do tego opisu, a lista filmów, które widziałem powiększała się, dalej byłem pod jego wrażeniem, ale zaczęły mi się kłócić z wyobrażeniem o filmie nazwiska w obsadzie. John Heard i Daniel Stern w strasznym, okropnym horrorze? Dziwne.

Minęły lata. Przez dłuższy czas filmu nie sposób było dorwać gdziekolwiek. Tu jednak aż tak dramatycznie nie jest, bo w przeciwieństwie do innych Białych Kruków (Trzech mistrzów, Śmiercionośna ofiara, Szczęśliwa Trzynastka) „C.H.U.D.” w pewnym momencie przestał być problemem do namierzenia. Ale jakoś tak kolejne lata zbierałem się z seansem aż w końcu wczoraj – historyczny dzień 20 listopada, w którym prawdopodobnie obejrzałem ostatni film z listy wspomnianej na początku – zebrałem się i obejrzałem.

W Nowym Jorku znikają ludzie. Ślady prowadzą do ciągnących się kilometrami pod miastem tuneli kanalizacyjnych i ciemnych zakamarków metra. Prywatne śledztwo w tajemniczej sprawie podejmują policjant, fotograf i właściciel jadłodajni dla bezdomnych. Wkrótce trafiają na przerażający ślad tzw. Cannibalistic Humanoid Underground Dwellers-ów. Brrr.

Straszny film, rzeczywiście. Ale w tym złym tego słowa znaczeniu. Trudno powiedzieć co skłoniło znanych przecież i dobrych dość aktorów do występu w nim (taki np. Stern miał już za sobą występ w Błękitnym Gromie), bo nawet jak na lata 80 film ów nie prezentuje się dobrze. Może gdyby go trzasnęli Włosi z nieznaną obsadą, to można by go usprawiedliwiać, ale w tym przypadku… Jakaś jednak sprawiedliwość dziejowa istnieje, bo zdaje się, że „C.H.U.D.” zakończył króciutką karierę jego reżysera i scenarzystów. Nie zakończył zaś kariery… Johna Goodmana, który niespodziewanie pojawia się tu w epizodzie.

Żeby choć można potraktować ten film jako żart czy pastisz, ale nie. Cała historia opowiedziana została ze śmiertelną powagą, której nie przeszkodziły tytułowe humanoidy, czyli statyści poprzebierani w lateksowe kostiumy z niemal widocznym suwakiem i świecący oczami jak latarki (jedyny chyba fajny myk w całym filmie, czyli gasnące oczy w momencie śmierci humanoida). Wszyscy są tak bardzo na serio, że aż strach. Nie ma nawet większego sensu znęcać się więcej nad filmem, bo i po co. Jest beznadziejny i tyle. 3/10

Mimo wszystko nie zawiodłem się, bo nie spodziewałem się żadnych cudów. Jasne, to przykre, gdy jakiś film „z dzieciństwa” okazuje się rzadką kupą, ale tutaj raczej nie było zagrożenia przegapionym arcydziełem. Ot skończyło się na nudnym półtoragodzinnym zakończeniu historii, która ciągnęła się już ponad 20 lat.

(1451)

Skomentuj

Twój adres mailowy nie zostanie opublikowany. Niezbędne pola zostały zaznaczone o taką gwiazdką: *

*

Quentin

Quentin
Jestem Quentin. Filmowego bloga piszę nieprzerwanie od 2004 roku (kto da więcej?). Wcześniej na Blox.pl, teraz u siebie. Reszta nieistotna - to nie portal randkowy. Ale, jeśli już koniecznie musicie wiedzieć, to tak, jestem zajebisty.