Smaczki, odc. 1

Dwa Słowa Wstępu™. Uwierzcie, nikt (z Trzech Czytelników™) z powodu marazmu na Q-Blogu nie cierpi nawet w połowie tak bardzo jak ja. Boleję nad tym każdego dnia, tak bardzo, że nie mam kiedy coś napisać, bo nic tylko boleję i boleję. A tak bardziej poważnie (choć to poprzednie też było poważnie) to – chwilowo, mam nadzieję – straciłem radość z pisania tutaj. A bez takiej radości to trudno pisać, co szybko odbija się na tekstach, choć staram się nie pisać ich na siłę.

Efekt widać. Recenzja, recenzja, przeeerwaaaa, prevuesy, recenzja, przeeeerwaaaa… I coś bym chciał z tym zrobić licząc na to, że ową radość znów odnajdę. Myślę też przy okazji, że radości trzeba pomóc. Znaleźć jakiś nowy sposób na Q-Bloga, żeby pobudzić tęże radość do rozkwitu na nowo. Tylko jaki…

[Rany, ale chromolę jak potłuczony :) Obejrzałem przez weekend parę filmów i lepiej o nich bym napisał. Ich oceny póki co są na Q-Fejsie.]

Wydaje mi się przy okazji, że wychodzę ze złego założenia na pisanie bloga. Wydaje mi się bowiem, że skoro wszystko już można znaleźć w Internecie to nie ma sensu o tym pisać, bo i tak jest o tym na IMDb. Ale przecież nie każdemu chce się łazić po Internecie w poszukiwaniu różnych pierdół, ani nie spędza godzin na węszeniu po IMDb. Dlatego nie pisanie (niepisanie?) o czymś tylko dlatego, że ktoś zaraz powie „nie męcz się, to wszystko jest w trivii” jest bez sensu.

I tak dochodzimy do „pomysłu” (w cudzysłowiu, bo nie jest odkrywczy ani nawet zajebiście dobry) na tytułowe „smaczki” (okropny tytuł, ale pasujący). Często filmy są nimi upstrzone i często odnajdując je możemy się przez chwilę poczuć jak mastah w towarzystwie innych, którzy ich nie odkrywają i nie rozumieją (uczucie mija, gdy chce się nimi z nimi podzielić na co często słyszy się co najwyżej: „aha? fajne”). Smaczki bywają przeróżne – od podanych na tacy po oparte na skojarzeniach często tak odległych, że jedynie wydaje się, że to smaczek. I pomyślałem sobie, że od teraz gdy na jakiś wpadnę podczas oglądania, niezależnie od tego, jaki by to nie był smaczek, to podzielę się nim w nowym cyklu, który mam nadzieję nie zdechnie tak jak to tylko u mnie potrafią zdychać cykle.

PS. Od nowego roku zrobię wszystko, żeby powróciły NFQ. Muszę tylko znaleźć jakąś inną formułę dla nich. Rozważam pierwszą w historii nagrodę filmową, do której nominacja byłaby nagrodą… :)

A teraz smaczek z filmu o wszystko mówiącym tytule – „Death Race 2”. Najgłówniejszy czarny charakter grany przez Seana Beana ogląda tu sobie telewizję. A co leci w telewizji? Oryginalny Death Race 2000, którego dwójka jest prequelem (upraszaczając). Bardzo fajnym zresztą.



Skomentuj

Twój adres mailowy nie zostanie opublikowany. Niezbędne pola zostały zaznaczone o taką gwiazdką: *

*

Quentin

Quentin
Jestem Quentin. Filmowego bloga piszę nieprzerwanie od 2004 roku (kto da więcej?). Wcześniej na Blox.pl, teraz u siebie. Reszta nieistotna - to nie portal randkowy. Ale, jeśli już koniecznie musicie wiedzieć, to tak, jestem zajebisty.