Wdrożenie i opieka: MimasTech
Szokujące newsy!

Lęk wysokości

Nie wiem jak zacząć :) Nie, film nie zostawił mnie z rozdziawionym pyskiem i to nie o to chodzi, że teraz nie mogę zebrać do kupy potłuczonych na kawałeczki myśli. Raczej przyjąłem go beznamiętnie… No właśnie, to może zacząć od tego, dlaczego beznamiętnie. Nie ma co ukrywać, oceniłem w końcu Death Race 2 na 9, jestem amatorem przede wszystkim kina rozrywkowego. Najlepiej kiepskiego, bo o kiepskim najprościej pisać :) Mijałoby się jednak z prawdą stwierdzenie, że kino ambitne mam w poważaniu. Wręcz przeciwnie, od dłuższego czasu zauważam już beznamiętną monotonię, jaka ogarnia mnie po obejrzeniu kolejnego rozrywkowego dzieła, które jeszcze z dziesięć lat temu bawiłoby mnie niezmiernie. A zostawić trwałe piętno na mojej psychice i wywołać głębsze myśli i refleksje jest w stanie jedynie kino spod znaku kina studyjnego raczej niż multikina. (tak się zastanawiam, czy kino spod znaku multikina kiedykolwiek trącnęło we mnie jakąś stronę inną niż „wow, jaki jajcarski film” :) ). Czemu więc nie „Lęk wysokości”?

Mam z tym filmem pewien problem. Nie odbieram mu tego, co widać gołym okiem i czemu nie ma co zaprzeczać. To świetnie zagrane kino (przede wszystkim przez jednego z moich ulubieńców – Krzysztofa Stroińskiego), zrealizowane właściwie w sposób perfekcyjny i przemyślany od początku do końca (szczególnie widać to po obejrzeniu dołączonego do wydania DVD making ofa – mnie osobiście making of kojarzy się z jakimś luźnym materiałem zza kulis, nakręconym przy okazji; making of „Lęku wysokości” to raczej krótki dokument o filmie – przemyślany i pozostawiony bez miejsca na jakąś spontaniczną błazenadę). To, co chciał widzowi przekazać Bartosz Konopka (nominowany do Oscara za krótkometrażowy dokument „Królika po berlińsku”), dla którego to fabularny debiut, zostało przekazane i nie ma właściwie miejsca na błędną analizę i interpretację tego, co można było zobaczyć na ekranie. Czyli w skrócie – koncepcja filmu została jasno i z chirurgiczną wręcz precyzją opakowana w nowoczesną filmową formę. To w czym problem?

[Za dużo tych pytań zadajesz, w kółko te same w zasadzie – czas najwyższy na odpowiedź.]

Idąc do kina/oglądając film oczekuję przede wszystkim przeniesienia się bez reszty w filmową ułudę. Niezależnie od tego, czy oglądam krwawy horror, czy obyczajowy dramat. Najlepiej jeśli zapominam o tym, gdzie siedzi mój tyłek, a duchem łączę się w jedność z oglądanym filmem. Jestem tam, stoję obok bohaterów, spierdalam w podskokach przed krwiożerczym clownem z kosmosu, czy właśnie do moich drzwi puka komornik (nie zawsze przeżycie filmowe jest przeżyciem miłym). Innymi słowy – zapominam o całym świecie. Podczas oglądania „Lęku…” nie zapomniałem o całym świecie. Wiecie jak się czułem? (znowu pytanie) Jak na wykładzie z reżyserii w szkole filmowej. Choć nigdy na takim nie byłem, to myślę, że atmosfera na nim nie różni się wiele od oglądania „Lęku…”. A wszystko dzięki reżyserowi, człowiekowi bez wątpienia młodemu i zdolnemu. Miałem nieodparte wrażenie, że przed nakręceniem każdej sceny zerkał do notatek z wykładu o polskiej szkole filmowej i z kilku innych wykładów i wszystko w swoim filmie robił tak jak wg wykładowców należy.

A dobremu filmowi potrzeba odrobiny szaleństwa. Nie może być tak, że jeśli potniemy go na 200 kawałków, to potem przy pomocy podręcznika poskładamy go dokładnie tak samo jak przed rozkawałkowaniem. Stąd 6/10.

(1425)

Lęk wysokości, Reżyseria: Bartosz Konopka, Czas trwania: 01:27:00, Występują: Krzysztof Stroiński, Marcin Dorociński, Anna Dymna, Magdalena Poplawska

Fabularny debiut nominowanego do Oscara i nagrodzonego na festiwalu w Berlinie reżysera „Królika po berlińsku” Bartosza Konopki to poruszająca historia telewizyjnego spikera Tomka (Marcin Dorociński), którego świetlaną karierę i poukładane życie rodzinne zakłóca wiadomość o poważnych problemach ojca (Krzysztof Stroiński). Czy skoncentrowany dotąd na osobistym sukcesie dziennikarz będzie w stanie zrozumieć i wziąć odpowiedzialność za człowieka, z którym znowu połączył go kapryśny los? (Opis dystrybutora, bo złapałem lenia i swojego nie chce mi się napisać).

Skomentuj

Twój adres mailowy nie zostanie opublikowany. Niezbędne pola zostały zaznaczone o taką gwiazdką: *

*

Quentin

Quentin
Jestem Quentin. Filmowego bloga piszę nieprzerwanie od 2004 roku (kto da więcej?). Wcześniej na Blox.pl, teraz u siebie. Reszta nieistotna - to nie portal randkowy. Ale, jeśli już koniecznie musicie wiedzieć, to tak, jestem zajebisty.