Wdrożenie i opieka: MimasTech
Szokujące newsy!

American Pie – Zjazd absolwentów [American Reunion]

Nigdy nie byłem wielkim fanem „American Pie”. Średnim zresztą też nie. Obejrzałem, nie podobało mi się za bardzo, kolejnym częściom dałem święty spokój i do dziś ich nawet nie widziałem. Choć tak sobie myślę, że po zalewie świńskich komedii, jakie przyszły po AP to film ten obejrzany teraz może nawet wcale taki zły by nie był. Tak mi się wydaje, ale na razie nie przekonałem się o tym jeszcze. Może kiedyś – nie mówię nie. Skoro do Seanna Williama Scotta się w końcu przekonałem to już wiem, że nie ma rzeczy niemożliwych.

Pomysł na Reunion wydał mi się fajny. Po serii sequeli ze zmniejszającą się z każdą częścią główną obsadą (aktorów z pierwszej części rzecz jasna) aż do momentu, kiedy w spin offach został już chyba tylko ojciec głównego bohatera (wnioskując z plakatów) przyszedł czas na pomysł ciekawy i godny rzucenia na niego okiem. Zebranie do kupy oryginalnej obsady i pokazanie co tam u nich słychać po tych trzynastu latach od burzliwego okresu dojrzewania. Kto czyta Q-Bloga ten wie, że mam słabośc do takich historii z gatunku „co po latach”. Zawsze z przyjemnością je oglądam i nie przypominam sobie, żeby jakiś film tego typu mnie znudził do granic niemożliwości. „AP: Reunion” też się ta sztuka nie udała. Wręcz przeciwnie, to całkiem fajowa komedia z lekkią nostalgią. Zepsuta w zasadzie tylko przez kilka obleśnych żartów, no ale tych nie mogło zabraknąć – bądź co bądź to nie sequel „Lawrence’a z Arabii”.

Jak już wspomniałem, przez lata skala mojego Obleśnometra (Waszego pewnie też) spadała i spadała, więc aktualnie trudno mi ocenić, czy AP:R jest jakimś specjalnie bardzo obleśnym filmem – chyba nie. W zasadzie wyciąłbym tylko jeden „żart”, a reszta nie rusza tej części mojego sumienia odpowiedzialnej za wstydzenie się z tego, z czego się śmieję. Zresztą nie polecam w ogóle zwracać uwagi na to czy film jest obleśny czy nie, bo to sprawa drugorzędna.

Najważniejsza jest tu dla mnie ta nutka nostalgii i sentymentu, która w opowieści o dorosłych już kiedyś-licealistach musiała się pojawić. Każdy z nich ma swoje lata, swoje przeżył, jest w jakimś miejscu swojego życia niekoniecznie odpowiadającym jego dawnym aspiracjom. Powrót do lat młodości, do przyjaciół z naszej klasy, którzy rozjechali się po calym kraju jest okazją do obudzenia tego wszystkiego, o czym w szarości dnia powszedniego dawno przestało się myśleć. Zmusza do przewartościowania pewnych rzeczy, zastanowienia nad tym, czy czasem po drodze nie straciło się prawdziwej miłości. I to wszystko tu dostrzegłem, skutecznie wyłoniło się na wierzch ponad koszarowe żarciki, a nawet wzbudziło trochę mojej nostalgii.

Inna sprawa, która wydała mi się ciekawsza od martwienia się Stiflerem siedzącym na turystycznej lodówce, była kolejna nutka nostalgii nad aktorami wcielającymi się w bohaterów filmu. Ich bohaterowie to jedna sprawa, a oni sami to sprawa zupełnie inna. Wrzucająca swój kamyczek do ogródka Wspaniałego Świata Hollywood, który z daleka wydaje się idealny, cudowny i każdy chciałby się w nim znaleźć. A rzeczywistość jest taka a nie inna. Gwiazdy komedii, którą pokochał cały świat tak naprawdę nie zrobiły żadnej kariery i o tym również się duma podczas seansu. Innymi słowy – na pewno jest to komedia o czymś.

A oprócz tego są tam ładne cycki :) 7/10

(1424)

American Pie: Zjazd absolwentów [American Reunion] – Reżyseria: Jon Hurwitz, Hayden Schlossberg, Scenariusz: Jon Hurwitz, Hayden Schlossberg, Występują: Jason Biggs, Alyson Hannigan, Chris Klein, Ian Nicholas, Tara Reid, Mena Suvari

Skomentuj

Twój adres mailowy nie zostanie opublikowany. Niezbędne pola zostały zaznaczone o taką gwiazdką: *

*

Quentin

Quentin
Jestem Quentin. Filmowego bloga piszę nieprzerwanie od 2004 roku (kto da więcej?). Wcześniej na Blox.pl, teraz u siebie. Reszta nieistotna - to nie portal randkowy. Ale, jeśli już koniecznie musicie wiedzieć, to tak, jestem zajebisty.