Serialowo, s05e04 [1]

Zgodnie z oczekiwaniami dość szybko przyszło moje cosezonowe znudzenie serialowe. Znudzenie serialowe charakteryzuje się tym, że z chęcią oglądam może ze trzy, cztery seriale, a pozostałych mi się nie chce, nawet jeśli już coś zacząłem (jeśli jestem ciekaw co dalej, to wystarczy, że mi ktoś o tym opowie). Tak samo jak przestaje mnie ciągnąć do sprawdzenia nowości (zacząłem „Political Animals”, ale jakoś tak powera starczyło mi na 15 minut). Oczywiście główna wina leży po stronie seriali, bo gdyby były świetne, to bym nie czuł znużenia. Proste. W związku z tym do jesieni raczej podobne zestawy tytułów trafią się w kolejnych odcinkach „Serialowa”.

Z innych ogłoszeń parafialno-serialowych rozważam też danie drugiej szansy „Veep”. Po miażdżącej krytyce mojego bezguścia 😉 obejrzę drugi odcinek i zobaczę czy moja opinia pozostanie taka sama. Głównym powodem tego posunięcia jest nazwisko scenarzysty, który spłodził przecież świetny In the Loop. Tak więc dzięki BOO za zwrócenie mi uwagi na ten fakt.

A i jeszcze chyba „Girls” sprawdzę, choć nie mam pojęcia co to jest (kojarzę tylko plakat), ale na Twitterze zawiązało się w DM-ach silne lobby progirlsowe.

Breaking Bad, 5×02

Zdecydowanie lepszy odcinek od premiery sezonu, w którym chyba nie mam się nawet specjalnie czego czepiać. A wszelkie czepialstwa to co najwyżej czepialstwa popierwszoodcinkowe. Choć nie mogę się oprzeć przeświadczeniu graniczącemu z pewnością, że jedynym ważnym momentem odcinka była mina Hanka na opowieść szefa o grillach z Gusem. Cała reszta mogłaby zostać streszczona w pięciu minutach. No ale nie byłby to wtedy „Breaking Bad”.

Hank co prawda wyjaśnił, że dane na laptopie były zaszyfrowane i i tak nic by z nich nie wynikło (choć Hank informatykiem nie jest i równie dobrze mógłby zwykłe wpisz hasło wziąć za megakryptację), ale lekko dziwny jest fakt, że policja zaprzestała poszukiwań innych miejsc, na których mógłby zostać uwieczniony zapis z kamery. Uznali, jak i Walt zresztą, że tylko i wyłącznie może on być na dysku twardym laptopa Fringa i ten wątek śledztwa póki co został prawie bez słowa zamknięty. Zupełnie bez słowa zamknięty zaś został wątek magnesu – oczywiście, po co szukać miejsce, w którym sprawcy mogliby znaleźć taki sprzęt, jak ten w furgonetce. Nie wierzę, żeby do przeszukania w okolicy było więcej niż 100-200 złomowisk. A zdaje się wystarczyło znaleźć takie, gdzie w ostatnich dniach zniknął na dobre wielki magnes.

Ale jak mówię, to drzazgi po pierwszym odcinku. Drugi już był bardzo fajny, choć gambit słusznie zauważył, że:

Już widzę, że Walt chce zrobić w miesiąc to, co Fring w 20 lat robił. Najpierw jakieś KFC budował, potem inne przykrywki. Ci przeskoczą te zbędne środki ostrożności :)

***

Bunheads, ≤106 

Bardzo dziękuję za polecenie mi tego serialu, bo sam nie zdecydowałbym się na seans. Na chwilę obecną w kategorii Przyjemność z Oglądania to zdecydowanie moja premiera sezonu.

Nie ma się co rozpisywać ani analizować i interpretować wydarzenia w serialu, bo to leciutka komedyjka z przyzwoitym pazurem (którego bym się nie spodziewał po serialu dla całej rodziny), którą po prostu z przyjemnością się ogląda i która daje sporo okazji do pośmiania się.

Największy plus serialu to znakomita Sutton Foster, która już teraz można chyba nazywać nową Goldie Hawn. Nie wiadomo jak potoczy się dalej jej kariera telewizyjno-filmowa, bo to przede wszystkim artystka broadwayowska, ale widzę w niej ogromny potencjał komediowy, którego dawno nie widziałem u żadnej aktorki. Dostała fajnie napisaną rolę, ale dołożyła też przynajmniej drugie tyle od siebie. Jest sympatyczna, pyskata, ironiczna kiedy trzeba i z przyjemnością się na nią patrzy, choć nie jest hollywoodzka pięknością i prezentuje raczej dziwny typ urody.

Gdybym musiał szukać minusów to znalazłbym je w tym, że przez sześć odcinków fabuła nie ruszyła do przodu ani na krok i już trochę za dużo tego wprowadzenia. Przydałby się jakiś cel dla naszych baletnic i dla Michelle, która – nie ma chyba nikt wątpliwości – w końcu zacznie uczyć. A skoro o baletnicach, to one póki co są mocno nijakie i nudne. „Bunheads” zdecydowanie zyskuje, gdy na ekranie jest Foster, a gdy oddaje go czterem dziewczynom zaczyna robić się banalnie.

***

I tu na razie skończę, bo wzywają obowiązki domowe ;) 

Skomentuj

Twój adres mailowy nie zostanie opublikowany. Niezbędne pola zostały zaznaczone o taką gwiazdką: *

*

Quentin

Quentin
Jestem Quentin. Filmowego bloga piszę nieprzerwanie od 2004 roku (kto da więcej?). Wcześniej na Blox.pl, teraz u siebie. Reszta nieistotna - to nie portal randkowy. Ale, jeśli już koniecznie musicie wiedzieć, to tak, jestem zajebisty.