Serialowo, s05e03

Bez dłuższych wstępów (nie mam doła, nie chce mi się spać, lenia mam średniego czyli tak jakby wcale) – zaczynamy. Dzisiaj zestaw z gatunku Polska Reprezentacja Piłkarska, czyli drugi raz w takim samym zestawieniu nigdy już nie wystąpi.

Suits <203

Zgodnie z przypuszczeniami jestem już na bieżąco. No prawie, bo dzisiejszego odcinka jeszcze nie widziałem. A skoro jestem na bieżąco, to wniosek prosty, że „Suits” bardzo fajnym serialem jest, bo inaczej bym mu odpuścił albo zbierał się do oglądania jak Franciszek Smuda do zmian.

Moje wrażenia z poprzednich odcinków „Serialowa” są mniej więcej podobne, więc nie będę się rozpisywał. In plus dodam tylko to, że im dalej w sezon, tym mniej rzeczy, których się czepiałem odnosnie pierwszych odcinków. Głupot i uproszczeń scenariuszowych jest o wiele mniej, a sprawy polegające na przekopaniu sterty dokumentów i znalezieniu jednego paragrafu się nie zdarzają. Co za tym idzie serial się rozkręcił, a scenarzyści nie martwiąc się o to, że dostanie cancela wyraźnie nabrali wiatru w żagle.

In minus właściwie jedna tylko rzecz – jak na razie drugi sezon mam wrażenie gorszy od pierwszego. Głównie dlatego, że skupili się na powrocie współudziałowca firmy i walki przeciwko niemu (ciągnie się i ciągnie, jakby tego w jednym odcinku nie można było załatwić) oraz przez rozterki uczuciowe Mike’a. Ja wiem, że amerykański widz uwielbia takie hocki klocki, a w „Loście” najbardziej interesowało go, z kim na końcu będzie Kate, ale już dość. Zamykamy miłostki, zamykamy wewnątrzfirmowe porachunki i otwieramy nowe, ekscytujące sprawy do rozwiązania w jeden odcinek. Tego sobie życzę, dziękuję za uwagę.

PS. Duży plus za multum filmowych smaczków wstawianych w dialogach w ilości, która zadowoliłaby nawet Ace’a Rothsteina, miłośnika identycznej liczby jagód w każdej jagodowej bułeczce.

***

Bunheads, 1×02

Chwalmy Pana! Już się bałem po zakończeniu pierwszego odcinka, że zacznie się dramat, a tego by mi się nie chciało oglądać. I nie chciało rzeczywiście, siłą zmusiłem się do odpalenia drugiego odcinka. Szybko się okazało, że nie ma żadnego dramatu. Wręcz przeciwnie. Szykował się calkiem zabawny pogrzeb i dość dziwna, ale mi odpowiadająca, żałoba.

Sympatyczny serial i sympatyczna główna bohaterka. Standardowy amerykański zapychacz pasma o 16:00, ale jako, że potrafią najlepiej robić takie zapychacze, to doprawdy nie widzę powodu, by narzekać. Uśmiałem się na drugim odcinku lepiej niż na wszystkich aktualnie nadawanych sitcomach, a co za tym idzie dam sobie spokój z obczajaniem sitcomów, a jak będę chciał jakąś niezobowiązującą i lekka rozrywkę to sobie „Bunheads” obejrzę. Fajne! Jak ktoś lubi takie senne amerykańskie miasteczka z miłymi mieszkańcami posiadającymi osobowość to dla relaksu jak znalazł.

***

Sinbad, 1×01

Jednorazowa przygoda. Pilot nie pozostawił wątpliwości, że nie jestem targetem dla tego serialu i do końca nie wiem, kto jest. Trzynastolatek?

Tytułowy Sinbad to drobny perski rzezimieszek (choć ubiera się jak współczesny nam nastolatek), który wraz z bratem przemierza uliczki w poszukiwaniu zarobku. Sprawy się komplikują, gdy syn miejscowego władcy (lostowy Sayid we własnej osobie) po walce z Sinbadem zostaje znaleziony martwy. Władca pała żądzą zemsty i szybko przechodzi do czynów. W efekcie babcia(?) Sinbada rzuca na niego klątwę, a on sam ląduje na pierwszym z brzegu statku.

Przeciętny serial przygodowy, który uświadamia widzowi, że z niektórych historii dawno się już wyrosło. Zdaje się, że jego nadawca (któryś SKY) szczyci się stworzonymi na jego potrzeby potworami (i rzeczywiście, te wodne z pierwszego odcinka były całkiem na rzeczy; w następnym zaś odcinku Sinbad będzie walczył z Dużym Kurczakiem), ale to nie wystarczy do szczęścia widza. Dialogi o niczym i mało widowiskowe bieganie po dachach sprawiają, że ma się ochotę ziewnąć i poszukać sobie nowego serialu. Cancel.

***

Perception, 1×01

Po co oglądać „Mentalistę”, „Castle’a”, „Dra House’a” i parę innych seriali, skoro można obejrzeć jeden serial, w którym to wszystko zostało zebrane do kupy? Jakaż to oszczędność czasu!

To była ironia, jeśli się ktoś nie zorientował.

Bohaterem serialu jest ekscentryczny neurolog, wykładowca na uniwersytecie. Pewnego dnia zgłasza się do niego FBI z prośbą o pomoc w prowadzonej właśnie sprawie. I trafia w dobre miejsce, bo nasz bohater ma dobry kontakt z duchami, które mówią mu wszystko co trzeba i nie pozostaje już nic innego jak tylko złapać przestępcę.

Bohater nawet sympatyczny, sceny z napaloną studentką fajne, napalona studentka też fajna. I bardzo fajny motyw z Bushem Seniorem i Clintonem. Ale wobec całkowitego braku oryginalności to za mało. Cancel póki co z możliwością ewentualnego powrotu, jeśli jakimś cudem serial się rozkręci na tyle, że wpadnę w sieci na pochwały pod jego kierunkiem (BTW z prawa łaski powinien skorzystać też „Person of Interest”, ale jakoś nie mogę się przemóc.

***

Blackout, 1×01

Kolejna brytyjska produkcja. Pierwsze 20 minut to prawdopodobnie jedno z najbardziej mrocznych pierwszych 20 minut w historii seriali (choć oczywiście nie widziałem nawet ułamka wszystkich seriali na świecie). W roli głównej zobaczyć tu możemy Christophera Ecclestone’a, który zachowuje się jakby znów mu się trójka dzieci powiesiła. Leje deszcz, jest noc, główny bohater chleje bez chwili przerwy, ktoś go szantażuje, ten wraca pokrwawiony do domu i na kacu ratuje murzyńskiego nastolatka przed zastrzelenie… Mhrok straszny. Potem się uspokaja.

Bohaterski, choć nie pozbawiony wad (właściwie pozbawiony czegokolwiek oprócz wad), miejski rady dzięki swojemu heroicznemu wyczynowi znajduje się na ustach mieszkańców całego Miasta. Znajomi pragnący wykorzystać jego momentum proponują mu ubieganie się o fotel burmistrza.

Ciekawe. Na razie beretu nie zrywa, ale potencjał na czarny i zimny polityczny kryminał jest. Możliwości rozwoju też jest sporo, choćby i dlatego, że jak na razie grający jedną z ról pamiętny Moriarty z cumberbatchowego „Sherlocka” nie został wykorzystany nawet w 10%. A widać, że go to wkurwia i zaraz wybuchnie. Oglądamy dalej.

***

The Newsroom, 1×03

Najsłabszy póki co odcinek. Widać, że Sorkin po napisaniu przeprosin Willa oddał resztę odcinka innemu scenarzyście, ale nie to sprawiło, że nie oglądało mi się trzeciego odcinka tak dobrze jak poprzedniego. Za dużo wewnętrznej polityki USA tu wrzucili i szybko przestało mnie interesować sedno intrygi. Przynudziłem się.

Na plus ciekawa konstrukcja odcinka. Waterston staje przed szefową stacji (nieśmiertelna Jane Fonda), by omówić ostatnie miesiące funkcjonowania stacji. Nie do końca wiadomo, czy szefowej podoba się zrezygnowanie z rozrywkowej formy przekazywania wiadomości na rzecz nie zawsze interesujących gawiedź i zgodnych z polityką finansową stacji informacji.

Czyli wciąż katujemy wpływ mediów na aktualną rzeczywistość tyle że na przykładzie wewnątrzamerykańskich wojenek o elekcję w wyniku czego wypadałoby się trochę na tym znać. A tak to całość oglądało mi się jak Amerykanom ogląda się jakikolwiek polski film. Do poprawy.

***

Dexter, 7×01

I na deser pierwsze dwie minuty nowego sezonu „Dextera”, nad którymi znęcam się od rana na Q-Fejsie. SOPILERY!

Skomentuj

Twój adres mailowy nie zostanie opublikowany. Niezbędne pola zostały zaznaczone o taką gwiazdką: *

*

Quentin

Quentin
Jestem Quentin. Filmowego bloga piszę nieprzerwanie od 2004 roku (kto da więcej?). Wcześniej na Blox.pl, teraz u siebie. Reszta nieistotna - to nie portal randkowy. Ale, jeśli już koniecznie musicie wiedzieć, to tak, jestem zajebisty.