Mroczny Rycerz powstaje [The Dark Knight Rises]

EDIT: Poniższa recenzja zawiera zaROTowane SPOILERY.  Pod linkiem wersja recki BEZ ZAROTOWANYCH SPOILERÓW. KONIEC EDITA


„Mroczny Rycerz powstaje” to film idealny. Idealny do recenzowania. Bo nie trzeba pisać, co w nim dobre, a można poświęcić chwilę czasu na to, by napisać, co w nim niedobre.

To, że nie będę pisał o tym, co dobre nie wynika z tego, że nie ma w nim niczego dobrego. Nie. Ci, którzy być może się spodziewają, że zaraz napiszę, że to beznadziejny film, rozczarują się, bo na pewno nic takiego nie będzie miało miejsca. Powód jest inny. To już trzeci film z serii konsekwentnie prowadzonej przez jednego reżysera – Christophera Nolana, bo może ktoś nie wie. A skoro jest to seria prowadzona konsekwentnie, to trudno się nagle spodziewać tego, że zmieni się stylistyka, czy fabuła powróci na bardziej komiksowe i kolorowe tory. Trzeci Batman to kontynuacja dwóch poprzednich filmów i to, co było dobre w filmach poprzedzających finał, dobre jest i tutaj. Głównie dotyczy to aktorstwa, warstwy technicznej, czy ogólnego – poważnego podejścia do komiksowej historii. Innego niż w pierwszych ekranizacjach. Jeśli więc komuś podobały się dwa pierwsze filmy, to i trzeci przypadnie mu raczej do gustu (przypadnie do gustu, nie zawsze = będzie zachwycony), choć myślę, że gdy włączy się temu komuś rozsądek, to uzna, że dwójka jednak zjada ten film na podwieczorek (nie, nie wiem, dlaczego nie na śniadanie).

Przejdźmy więc zatem do przyjemnej części recenzji, czyli ponarzekania na to, przez co ode mnie TDKR dostaje 7/10. Ale najpierw króciutko o fabule. Mija bodajże osiem lat od finału dwójki. Nikt przez ten czas nie widział śladu Batmana, a i Bruce Wayne przedłożył przesiadywanie w swoim salonie ponad wizyty na salonach. W Gotham wszystko jest ładne i piękne, a policjanci z braku roboty podejrzewają, że niedługo będą robić za policję biblioteczną. Jak jednak mawia klasyk – nic nie może wiecznie trwać. I rzeczywiście, nad Gotham zaczyna wisieć cień superprzestępcy – demonicznego Bane’a.

W dalszej części recki natkniecie się raczej na pewno na kilka zaROT13owanych fragmentów. Wszystko w trosce o ochronienie Was przed ewentualnymi SPOILERAMI. Choć myślę, że tylko z jeden, dwa będzie prawdziwym SPOILEREM.

„Ja pier…ę, ile tu przemów” jęknął Asiek z siedzenia kinowego obok mnie po jakichś 40 minutach seansu. Pokiwałem ze zrozumieniem głową. Trzeci Batman dlatego trwa prawie trzy godziny, bo praktycznie co druga główniejsza postać (tak naprawdę nie ma żadnej głównej głównej; tytułowy Batman jest na ekranie w obu wcieleniach może przez 40 minut zaledwie, choć nie liczyłem rzecz jasna) dostała tu pięć minut na patetyczną przemowę. Zapomnijcie o całym metrażu wypełnionym akcją. Spory kawałek filmu to gadki, często z załzawionymi oczami o powinnościach, priorytetach, oczekiwaniach itd. itp. Patos wylewa się z ekranu w ilościach sporych i sądzę, że trzeba mieć wielką miłość do nolanowskiej trylogii, żeby na to nie narzekać. Ja osobiście fanem jego Batmanów nie jestem, co nie przeszkadza mi uważać dwójki za świetny film. I może dlatego te przemowy już po którejś tam z kolei zaczęły budzić u mnie facepalm. Nie mówiąc już o tym, że jedna z tych przemów ROT13 gb ac. j cemlcnqxh gnxvrtb Cebzrgrhfmn whż bq qnjan olłn jlśzvrjnan cb pnłlz vagrearpvr. N gb qyngrtb, żr gb av zavrw av jvęprw glyxb xynflpmal zbglj m Obaqn, grenm whż svyzbjn xyvfmn, j xgóelz onqtnw mqenqmn pnłl fjów cyna qboerzh obungrebjv j mnfnqmvr glyxb cb gb, żrol avr zhfvnł fvę mnfgnanjvnć bpbpub. V ceml bxnmwv qnwr nxheng glyr pmnfh, vyr cbgemroar qb hengbjnavn Tbgunz. N tqlol avr tnqnłn…

A skoro już o „Prometeuszu” i o rzeczach, które w nim są krytykowane, a tutaj – sądząc po opiniach – nikomu nie przeszkadzają (bo o tym jest poprzedni ROT13). Przede wszystkim nie wiem do końca, jak traktować trylogię Nolana. Jako poważny film, tak? Czyli bez miejsca na fajne myki tylko dlatego, że to ekranizacja komiksu i tam tak można? Czyli  na równi z „Prometeuszem”, który miał zamiar być poważnym filmem (wyszło czy nie, o tym dyskutujemy gdzie indziej)? Bo jeśli tak, to zastanawia mnie, czy niektóre sceny spotkają się z podobną krytyką jak te u Scotta. A zastanawia mnie, bo są w zasadzie identyczne. Np. to wypasione łóżko do bypassów z „Prometeusza”, o którym – cóż za bieg okoliczności – akurat wspominają na początku filmu, by potem łóżko w ostatnim akcie wypaliło. W „Batmanie” jest podobny motyw z ROT13 nhgbcvybgrz. Tani to chwyt dość i kolejna klisza, których w filmach wybitnych (a za takie fani Nolana terroryzujący internet groźbami śmierci za złe opinie, Batmana 3 uważają) raczej być nie powinno. Drugi identyczny przykład to Noomi żwawo hasająco po autoaborcji. W TDKR ROT13 Jnlar żjnjb fbovr unfn cb _cbgeówalz_ młnznavh xeętbfłhcn. V avxg zv avr jzójv, żr hcnqrx an xvyxn zrgeój j qół mr śpvnal fghqav avr młnznłol Jnlar’bjv śjvrżb mnyrpmbartb xeętbfłhcn an abjb. Fmpmrtóyavr, żr j cnfvr olł bojvąmnal yvaą. N pb mn glz vqmvr enm xeętbfłhc młnznł zh Onar, n cbgrz qjn enml fnz fbovr tb młnznł yrpąp j qół fghqav.

Czas na chyba najsłabszy element filmu, który wydawało się, że będzie jego najmocniejszą stroną – schwarzcharaktera. Bane z założenia jest idealnym czarnym charakterem. Taki Darth Vader XXI wieku (choć, rzecz jasna, wymyślony w XX w.). Diaboliczny, bezwzględny, posiadający niezbędny każdemu schwarzowi Plan Zniszczenia Wszechświata, obdarzony groźną fizycznością w postaci dwumetrowego ciała, mięśni i zaczątków brzuchola (celowo jak mniemam, nadaje postaci dodatkowej potęgi i „ogromności”) i budzącą postrach maskę pomagającą mu oddychać (chyba; odwróciłem swoją uwagę na coś innego, gdy o niej wspominali jednym zdaniem, a komiksów nie znam). Zagrany przez młodego i cholernie zdolnego Toma Hardy’ego, pod względem zmian fizycznych pod kątem granej roli – współczesnego Roberta DeNiro. Przestępca idealny. No może, gdy się o tym słucha. Ale gdy się go ogląda to już nie jest tak kolorowo. Przede wszystkim przez tę maskę i zmieniony głos. „Dzięki nim” przez prawie trzy godziny po ekranie snuje się koleś, który ma tylko jedną minę (przesadzam, bo tylko oczy widać) i komputerowy „giallowy” głosik. BARDZO brakuje tu możliwości wykazania się Hardy’emu aktorsko, a jego rolę mógłby zagrać właściwie ktokolwiek i wielkiej różnicy by nie było. Sama postać jest boleśnie uboga i między bajki włożyłbym opowieści o tym, że Bane’a mógł zagrać tylko Hardy i nikt inny. I pewnie dlatego też dwójkę wspominam tak miło – Joker w porównaniu do Bane’a jest złoczyńcą o wiele poziomów lepszym. No i ma poczucie humoru, któremu Bane’owi cholernie brak.

Mówi się, że w TDKR widać jak na dłoni każdy wydany dolar. I rzeczywiście, budżet na marne nie poszedł. Tym bardziej dziwią niektóre szczególiki, nad którymi nie popracowano wystarczająco dobrze. Szczególnie mówię tu o pojazdach Batmana. Zwróćcie uwagę np. na działka khaki Batmobili – za każdym razem, gdy się obracają wyglądają jakby były zrobione z papieru. Chwieją się na wszystkie strony, nawet Janek Kos by z nich dobrze nie wycelował.

Mówi się również, że TDKR to idealne zwieńczenie trylogii i zamknięcie historii Batmana. Ktoś gdzieś nawet napisał, że trylogia ta przeszła już na dobre do historii kina. Być może, pewnie tak. Ale nie mogę oprzeć się wrażeniu, że ROT13 (i tu duży SPOILER) pnłn gn tnqxn b xbńph gelybtvv gb cvp an jbqę sbgbzbagnż. Avxg avr mnovwn xhel mabfmąprw młbgr wnwxn, n whż an crjab avr j Ubyyljbbq. Gnz jbyą avr mwrść ebfbłh, nyr mnebovć. Xbńpójxn svyzh gb wnfal v jlenźal qbjóq an fgenpu cemrq mnzlxnavrz shegrx. Gb avr żnqra xbavrp gelybtvv glyxb xbyrwal svyz j frevv. Anxnezvbab jfmlfgxvpu cvreqbłnzv b rcvpxvz svanyr, żrolśzl fvę mnfgnanjvnyv pml Ongzna mtvavr pml avr mtvavr. Glyxb cb gb. Rsrxg mbfgnł bfvątavęgl v znexrgvatbjpl whż qhznwą j mnpvfmh fjbvpu tnovargój wnx bqxeępvć gb jfmlfgxb, pb mbfgnłb cbjvrqmvnar b xbńph Ongznan. Gb avr żnqra xbavrp. Zber gb pbzr. Pb anwjlżrw erżlfren mzvravą, żrol fvę hfcenjvrqyvjvć, n xnehmryn cbxeępv fvę qnyrw. Mncrjavnz.

Byłem bliski ósemki, w zasadzie chyba byłaby bardziej sprawiedliwą oceną, ale TDKR nie zachwycił mnie ani wizualnie (no bo jak efektownie nakręcić patetyczny monolog? :P), ani nie znalazłem w nim niczego, co uzasadniałoby te zachwyty na jego temat płynące z każdej możliwej strony. Stąd 7/10 i przeświadczenie graniczące z pewnością, że wczoraj wieczorem nie byłem świadkiem niezapomnianego i niepowtarzalnego kinowego przeżycia.

(1415)

PS. Rola życia dexterowego porucznika Quinna! Zdecydowanie nie było na planie jego prywatnego krawca… :)
PS2. Brad Bellick! :)
PS3. Największy facepalm zaliczyłem przy sucharowym onelinerze rzuconym przez Josepha Gordona-Levitta do kierowcy ciężarówki – „Jestem detektywem i nie mogę wierzyć w zbiegi okoliczności!”. Naiwnośćmeter osiągnął w tym momencie zenit.
PS4. Już mam publikować i co trochę mi się coś przypomina :/ Marna Kobieta-Kot. Ładnie jej w obcisłym wdzianku, ale z Kobietą-Kot ma wspólny chyba tylko i wyłącznie strój.

Skomentuj

Twój adres mailowy nie zostanie opublikowany. Niezbędne pola zostały zaznaczone o taką gwiazdką: *

*

Quentin

Quentin
Jestem Quentin. Filmowego bloga piszę nieprzerwanie od 2004 roku (kto da więcej?). Wcześniej na Blox.pl, teraz u siebie. Reszta nieistotna - to nie portal randkowy. Ale, jeśli już koniecznie musicie wiedzieć, to tak, jestem zajebisty.