Wdrożenie i opieka: MimasTech
Szokujące newsy!

Legendary Amazons, Like Minds

Minął prawie tydzień odkąd ostatni raz tu pisałem, ale nie widzę żadnych lamentów, powszechnych zbiórek na zbożny cel, jakim byłoby przywrócenie wpisów na Q-Blogu, ani choćby obcesowego nawoływania w komentarzach, że natychmiast mam coś stuknąć, bo nie ma co czytać. Co za tym idzie uznaję, że wszystko jest w jak najlepszym porządku i nie przejmuję się, skoro i Wy się nie przejmujecie ;P

Euro trwa, choć tak naprawdę skończyło się w sobotę, kiedy to napompowany balonik wziął był i ze świstem wypuścił powietrze przez zrobioną przez Greków dziurkę. Przed nami jeszcze kilka fajnych meczów, ale to już nie to. A więc jest i ułamek sekundy, żeby tutaj coś stuknąć, choć to raczej przerwa między lajwami na Mundialowie, które pochłaniają moje blogowe aktywności w całości. Kto za mną tęskni może je tam sobie czytać, są oczywiście zajebiste! 😛

W ciągu pierwszych dwóch tygodni ME nie udało mi się wiele obejrzeć, ale coś tam na ruszt wpadło. Co, to wiedzą ci, którzy zaglądają na Q-Fejsa. A ci, którzy nie zaglądają – dowiedzą się teraz.

Legendary Amazons

Film z gatunku – na trailerze wszystko wyglada fajnie i warto okiem rzucić. Jest to również gatunek – ale film już jest do dupy. A właściwie to nie do dupy, zależy jak na niego patrzeć. Bo jeśli patrzeć jak na komedię, to można się uśmiać z niezamierzonych (chyba) śmieszności w co drugiej scenie. Jeśli jednak chce się zobaczyć poważne fafu, trybut dla klasyki spod skrzydeł braci Shaw (choć nawet do końca nie wiadomo, której tej klasyki), to lepiej już zobaczyć „Karate po polsku”.

Fabuła standardowo chińska. Dawno, dawno temu, dynastia Fafung, wielka wojna między władcami tu a władcami tam. Podczas jednej z bitew cały męski ród krainy Tu zostaje wycięty przez wojów z krainy Tam i wydaje się, że sprawa zwycięstwa jest przesądzona. Ale nie. Wycięty ród zostawił w domu czternaście walecznych babeczek wyszkolonych w przeróżnych stylach i broniach (od garnka przez styl sprzątaczki po patelnię). Babeczki wsiadają na konie i jadą się tłuc o honor i przyszłość.

Kuriozum wyprodukowane bodajże przez Jackie’ego Chana. Strata czasu, nawet dla miłośników gatunku. 4/10

***

Like Minds

Najlepszy film, jaki widziałem podczas przerw między meczami Euro. Dość leciwa już australijska produkcja (australijsko-wielkobrytyjska, ale dla dobra wpisu zostańmy przy australijskiej i trzymajmy kciuki, że akcja filmu dzieje się w Australii :) ), która od pierwszych minut urzekła mnie swoim klimatem.

Oto policja dokonuje zatrzymania nastolatka oskarżonego o zabójstwo swojego szkolnego kolegi. Nastolatek upiera się, że nikogo nie zabił, a śmierć chłopaka była przypadkowo samobójcza. Aby odkryć, co tak naprawdę przytrafiło się przy torach kolejowych, na komisariat zostaje wezwana pani psycholog (Toni Collette), która rozpoczyna przesłuchanie młodziana. A ten opowiada, jak się to wszystko zaczęło. Jakiś czas temu w prywatnej szkole dla chłopców…

Z filmami, których główną zaletą jest klimat, kłopot jest taki, że trudno z grubsza ten klimat zdefiniować, by jasno przedstawić co dokładnie ma się na myśli. No a przynajmniej ja mam ten problem. A więc „film ma klimat” w moich ustach brzmi jak wyświechtany banał, no ale co poradzę, że film ma klimat?

Klimat to chłodny, mroczny, surowy i miotający się między Templariuszami, a tajnymi stowarzyszeniami. Między znudzonymi chłopakami w tych samych mundurkach, a fascynacją śmiercią. Z tego tygla wychodzi mieszanka prawdziwa i wiarygodna, a widz od razu czuje, że tak, jest w autentycznym australijskim pokoju przesłuchań wyłożonym kwadratową kostką jakąśtam; tak, jest w autentycznym australijskim kościele, w którym podczas parszywej pogody trwa premiera teatralnego przedstawienia. Wobec tego klimatu historia szybko schodzi na plan dalszy, choć jest na tyle interesująca, że i ją z ciekawością się śledzi. 8/10

Dziw bierze, że film nie był startem kariery dla jego reżysera Gregory’ego J. Reada, a jego końcem. Coś czuję, że to kolejna ciekawa historia.

***

A wiecie, co? Nie chce mi się pisac o pozostałych dwóch filmach, które ostatnio widziałem 😛

(1403)

Skomentuj

Twój adres mailowy nie zostanie opublikowany. Niezbędne pola zostały zaznaczone o taką gwiazdką: *

*

Quentin

Quentin
Jestem Quentin. Filmowego bloga piszę nieprzerwanie od 2004 roku (kto da więcej?). Wcześniej na Blox.pl, teraz u siebie. Reszta nieistotna - to nie portal randkowy. Ale, jeśli już koniecznie musicie wiedzieć, to tak, jestem zajebisty.