Wdrożenie i opieka: MimasTech
Szokujące newsy!

Przerwa, czyli żegnamy się do września

Nadchodzi ciężki okres. Czasopożerający okres. Wakacje, Euro, igrzyska w Londynie… A to tylko przyjemności. Gdzie tu znaleźć czas na oglądanie filmów i ich recenzowanie? Szczególnie, że wraz ze sportowymi emocjami liczę na to, że trochę odżyje mój sportowy blog. Zamiast więc męczyć się z rygorem codziennego wrzucania recenzji na Q-Bloga, co skończyć się może co najwyżej jakimiś bzdurnymi notkami zapchajdziurowymi, lepiej sobie zrobić przerwę.

Żartuję oczywiście i wątpię, aby ktokolwiek z Was się na to nabrał. Dlatego kończę ten nieudany żart i przechodzę do sedna. Czyli do przerwy pomiędzy jednym, a drugim „Survivorem”.

Wczoraj wieczorem zakończyła się dwudziesta czwarta odsłona tego rozbitkowego reality show, który, jak wiadomo, uwielbiam. Uczciwie trzeba przyznać, że finał był jednym z najnudniejszych finałów w historii programu i poza paroma łzawymi oświadczeniami nie wydarzyło się w nim nic emocjonującego. Wydawać by się mogło, że pięć lasek w finale daje nadzieję na solidną porcję dramy i wydłubywania sobie oczu, ale nic takiego nie miało miejsca. Wszystkie się kochały i życzyły sobie powodzenia. Co więcej, czary goryczy dopełnili członkowie jury, którzy też bez wyjątku pokochali trzy ostatnie zawodniczki i żadnej nie dołożyli choćby trochę.

Było, minęło. Chyba jestem bezkrytyczny (sic!), bo i tak fajnie mi się oglądało sezon i nie sądzę, żeby jakikolwiek program czy serial bawił mnie przez 24 sezony (choć nie było to wierne 12 lat oglądania programu, z nudów na dobre zacząłem w połowie 15. sezonu, a potem większość archiwalnych w dwa dni z odtworzenia). A Reunion Show to w ogóle najlepsza rzecz w telewizji i na zawsze pozostanie przy mnie to miłe uczucie wielkiego zaskoczenia, gdy pierwszy raz liznąłem formatu polegającego na zabraniu urny z wyspy i wniesieniu jej kilka miesięcy później w programie na żywo. To był twist!

Co w 25. sezonie? Filipiny:

(Nie mylić z edycją filipińską :) ):

Co prawda przydałoby się jakieś większe pierdolnięcie na „ćwierćwiecze”, ale narzekać nie ma na co. W sumie fajnie, że powróci kilku zawodników, bo przynajmniej castingowcy będą mieli mniejszą okazję, żeby coś spieprzyć. Zapowiedzieli trzy osoby i chyba łatwo wyczaić, o kim mowa, ale mnie się nie chce, bo aż takiej pamięci do uczestników nie mam. Wiadomo, że raczej po raz pięćdziesiąty nie powrócą James czy Penner. Obecność Coltona z ostatniego sezonu w zasadzie pewna (nie bez powodu Jeff pytał Kogośtam, co o tym sądzi), a ze zwiastuna można by podejrzewać, że szanse ma Inny Russell (nie chciałbym, cienki był) i Jakmutam z drugiego sezonu, którego nie oglądałem, więc dla mnie nie byłby to powrót. Nevermind. Jak się sprawdzi podział na trzy plemiona zobaczymy po wakacjach, a na razie przerwa.

Skomentuj

Twój adres mailowy nie zostanie opublikowany. Niezbędne pola zostały zaznaczone o taką gwiazdką: *

*

Quentin

Quentin
Jestem Quentin. Filmowego bloga piszę nieprzerwanie od 2004 roku (kto da więcej?). Wcześniej na Blox.pl, teraz u siebie. Reszta nieistotna - to nie portal randkowy. Ale, jeśli już koniecznie musicie wiedzieć, to tak, jestem zajebisty.