Dziewczyna z tatuażem [The Girl With the Dragon Tattoo]

Jeśli jeszcze jakimś cudem nie znacie tej bajki, to posłuchajcie. Całkiem niedaleko, niedaleko stąd, za jednym morzem Bałtyckim była sobie kraina, w której mieszkał dobry dziennikarz. Dziennikarz ten podpadł strasznie pewnemu bogatemu człowiekowi, który postanowił go zniszczyć. W oczekiwaniu na zniszczenie nasz dziennikarz udał się do rezydencji innego bogatego człowieka, który miał dla niego interesująca propozycję. Śledztwo w sprawie zaginięcia sprzed kilkudziesięciu lat. Dziennikarz postanowił zająć się tą tajemniczą sprawą.

Ale zaraz. A gdzie dziewczyna? Tak, jest i dziewczyna. Ekstrawagancka biseksualistka o specyficznym wyglądzie, która komputerem posługuje się jak Kasparov gońcem (to nie moje porównanie, ale bardzo je lubię i sobie zawłaszczyłem). Ale czy w bajkach jest miejsce dla ekstrawaganckich biseksualistek? W tej tak, bo tę napisał Stieg Larsson, a wyreżyserował David Fincher.

Nie jest żadną tajemnicą, że za filmami Finchera nie przepadam. Zrobił genialne „Siedem” potem długo, długo nic i dopiero „The Social Network” mu wyszło w sposób bardzo mnie zadowalający. Po drodze była zaś masa filmów, która moim zdaniem cieszy się zbyt wielkim uznaniem niż na nie zasługuje. W przypadku opisywanego filmu osoba reżysera nie miała jednak większego wpływu na moje zabranie się do seansu, bo ciekawszy był background jego powstania i materiał źródłowy. Czyli wielki bestseller przełożony na wszystkie języki (także te dwa od butów, które podobno zna Grzegorz Lato) i stanowiący wcale nie gorszy obciążnik do papierów niż książki o Harrym Potterze. Moja niechęć (może to za mocne słowo, ale niech będzie) do Finchera nijak nie przysłoniła mi filmu.

I nie było wielkim zdziwieniem, że „Dziewczyna…” okazała się filmem nakręconym perfekcyjnie. Można się rozpisać o zimnym klimacie, dobrym aktorstwie (Rooney Mara dała radę, reszta w jej cieniu), fajnym zdjęciom itd. i będą to pochwały uzasadnione. Bo przecież reżyserem Fincher jest bardzo dobrym, tylko filmy nie przypadające mi do gustu kręci – jedno nie ma nic wspólnego z drugim. Ten zaś do gustu mi przypadł, bo i historia w nim opowiedziana była z gatunku tych, jakie lubię. Kryminalna zagadka z sięgającą wojny historią i pytaniem, którego odpowiedź chce się poznać.

Ale. Problemem „Dziewczyny…” jest to, że odpowiedź już znałem. I myślę, że każdy kto widział szwedzką ekranizację powieści Larssona nie znajdzie powodu, by zachwycić się tą historią jeszcze raz. Nie mówiąc zapewne o tych, którzy czytali książkę. Zapewne, bo ja nie czytałem. I dlatego szwedzka ekranizacja podobała mi się bardziej niż wersja amerykańska, choć tak obiektywnie patrząc filmem filmem jest lepszym. I może dlatego, że nie czytałem książki podobało mi się to, co na ekranie pokazali nam już Szwedzi.

I wydaje mi się, że ktokolwiek czytał bądź widział pierwszy film, być może i z przyjemnością obejrzy film Finchera, ale nic więcej poza udanym seansem nie poczuje. Ja sam długo byłem skłonny dać 8, ale skończyło się na 7/10, bo ostatnie 40 minut zamęczyło mnie na śmierć. Z tego, co dowiedziałem się potem od gambita było zgodne z książką, więc do niej pretensje, ale myślę, że słuszną drogą podążyli szwedzcy filmowcy i ograniczyli ten finał do niezbędnego minimum.

Zachwytów brak, ale myślę, że wystarczając zadowalające dla Finchera będzie to, że spokojnie poczekam teraz na kolejne amerykańskie części trylogii (o ile w ogóle powstaną). Nie mam zamiaru ani czytać następnych książek z serii, ani oglądać ich szwedzkich ekranizacji, bo jestem raczej przekonany, że maksimum zabawy będę miał z kolejnych ich amerykańskich wersji.
(1379)

Dziewczyna z tatuażem [The Girl With the Dragon Tattoo] – Występują: Daniel Craig, Christopher Plummer, Rooney Mara. Czas trwania: 02:32:00. Dodatki: Komentarz reżysera.

Skomentuj

Twój adres mailowy nie zostanie opublikowany. Niezbędne pola zostały zaznaczone o taką gwiazdką: *

*

Quentin

Quentin
Jestem Quentin. Filmowego bloga piszę nieprzerwanie od 2004 roku (kto da więcej?). Wcześniej na Blox.pl, teraz u siebie. Reszta nieistotna - to nie portal randkowy. Ale, jeśli już koniecznie musicie wiedzieć, to tak, jestem zajebisty.