Coś się kończy, coś zaczyna

A pod tym dramatycznym tytułem kryje się ni mniej, ni więcej tylko specjalny odcinek „Serialowa”. Specjalny bez żadnego innego względu poza tym, że dotyczący tylko dwóch seriali.

Się kończy – Spartacus, s2 aka s3

Za nami finał przyzwoitego do oglądania sezonu. Trup padał w nim bardzo gęsto. Tak gęsto, że zakończyło w nim żywot tyle głównych postaci, że było ich więcej niż wszystkich głównych postaci w kilkunastu innych serialach zabitych do kupy. Twórcy „Spartacusa” nigdy nie czaili się z zabijaniem postaci, które nosiły imiona (w serialach doprawdy jest takich niewiele, a giną zwykle ci, których imienia nie znamy) i dalej nie przestali. To fajne, choć tym razem, o ile dobrze kojarzę, wypięli się na historyczne fakty. Nie szkodzi. Serial ma się oglądać, a uczy to TVP Historia. Szkoda tylko, że to zabijanie prawdziwe życie wzięło sobie do serca i dołożyło od siebie swoją cegiełkę. Przez to nowy tytułowy bohater już do końca nic a nic się nie zmienił i pozostał postacią słabą. Niezależnie od tego, gdy stał ramię w ramię z Kriksosem, Gannikusem i Onomatopejosem z ekranu cały czas biła moc.

Tak czy siak nasi dzielni gladiatorzy będą napieprzali Rzymian w kolejnym sezonie, na który już cierpliwie czekam i jestem pewien, że obejrzę go bez zgrzytów.

I to chyba tyle, bo „Spartacus” to „Spartacus”. Pierwszego sezonu nic już nie pobije, więc pozostaje się cieszyć, że poziom nie spadł za dużo, a nawet jeśli dla kogoś ten spadek był bardziej dotkliwy, to przynajmniej na swoim miejscu został poziom gołych cycków i przelanej krwi. A w tej sytuacji narzekanie na to, że liny, które wystarczyły do zejścia z Wezuwiusza z korzonków skręcili mija się z celem.

Się zaczyna – The Killing, s2

Często małe rzeczy irytują tak, że człowiek zamiast spokojnie oglądać odcinek myśli cały czas o tychże. Przenieśmy się na chwilę na hipotetyczny plan „The Killing”. Jesteśmy w kuchni, rodzina Stana siada do obiadu. Za kamerą Agnieszka Holland. Kierownik planu wprowadza wszystkich w to, co za moment. Patrzy na aktorów i mówi:
– Kochani, jak wiecie reżyserka tego odcinka pochodzi z Polski. Tak, jest taki kraj w Europie chyba. Zgadza się, pani Agnieszko?
Pani Agnieszka kiwa głową na znak zgody.
– Spójrzcie na swoje talerze – kontynuuje kierownik. – Te dziwne kule na talerzu to tradycyjna polska potrawa. Pani Agnieszko…
– Gołąbki.
– Ano właśnie. Jak wiecie, w naszym serialu bardzo zależy wszystkim na realizmie. Nasi bohaterowie mają polskie korzenie, więc fajnie byłoby wtrącić mimochodem jakieś polskie słowo. Dlatego wtrącimy je tutaj.
Kierownik patrzy na szwagierkę Stana i dodaje:
– Ty je wtrącisz. „Golumbki”, powtórz!
– Golumbki.
– Brawo!
– Nie, nie, mówi się: gołąbki – wtrąca się Agnieszka Holland.
– Golumbki.
– Gołąbki…
– Golumbki.
– ŁĄ, goŁĄbki.
– Golumbki.

Cięcie. W tym momencie w idealnym świecie kierownik planu powinien przerwać tę lingwistyczną dyskusję i zarządzić:
– Chromolić! Zamienimy to na klopsa. Umiesz powiedzieć: klops?
– Meatloaf.
– Brawo.

Niestety, świat seriali nie jest idealny. Zostały golumbki, Holland położyła na nie lachę, a realizm zamieniła śmieszność. Która zresztą nikomu pewnie poza mną nie przeszkadza. A już na pewno nikomu, kto nie zna gołąbków, czyli większości wszechświata.

A teraz o serialu w końcu. Jedziemy dalej. Plakaty pierwszego sezonu dawały nam nadzieję na to, że dowiemy się kto zabił Rosie Larsen, ale guzik, nie dowiedzieliśmy się. Być może, podkreślam być może, dowiemy się tego na końcu sezonu drugiego, a do tego jeszcze droga daleka. Droga prowadząca przez serial, który póki co niczym nie różni się od sezonu pierwszego, więc jak go ktoś lubił i nie irytuje się na przeciąganie w nieskończoność, to i s2 z przyjemnością obejrzy. Dalej pada deszcz, dalej każdy jest podejrzany, dalej nie wiadomo, kto zabił Rosie Larsen.

Przyspieszenia nie ma się co spodziewać. Ot choćby dlatego, że już teraz rozciągają jak mogą. Każdy ślepy zauważył, że syn Linden czyta komiks o kolesiu z tajemniczego tatuażu. Ale nie, bystrzy detektywi nie dokonali jeszcze tego odkrycia (niby nie mieli kiedy, ale gdyby scenarzysta nie chciał rozciągać wątków to dałby im ku temu okazję) i kto wie, czy w trzecim odcinku już go dokonają. A widz dalej się irytuje.

Z innych rzeczy wypatrzonych przez moje sokole oko warto wspomnieć o pojawieniu się Sofie Gråbøl, czyli aktorki, która grała Sarę w duńskim oryginale. To miłe, że ją zaprosili, a zarazem to fajny smaczek. Oczywiście o ile moje sokole oko się nie myli, bo na napisy nie zwróciłem uwagi, a IMDb póki co milczy o jej udziale w remake’u.

Skomentuj

Twój adres mailowy nie zostanie opublikowany. Niezbędne pola zostały zaznaczone o taką gwiazdką: *

*

Quentin

Quentin
Jestem Quentin. Filmowego bloga piszę nieprzerwanie od 2004 roku (kto da więcej?). Wcześniej na Blox.pl, teraz u siebie. Reszta nieistotna - to nie portal randkowy. Ale, jeśli już koniecznie musicie wiedzieć, to tak, jestem zajebisty.