Serialowo, s04e18

Króciutko, bo jest okazja, żeby dwa zdania wtrącić. A jest nią:

The Walking Dead, s.2

Mnie tam się podobał do końca i narzekał na niego nie będę. Oglądałem z przyjemnością nawet jak nic wielkiego się nie działo (a przeważnie nic wielkiego się nie działo) i serial ani przez chwilę nie był zagrożony cancelem. W przeciwieństwie do s.1, który mając o połowę mniej odcinków było o co najmniej połowę bliżej cancela 😉

Nikogo nie będę przekonywał, że to wybitny serial jest, że jeśli podobał się komuś s.1 to s.2 też mu się spodoba (i każde inne wariacje tego zdania), że to, że tamto, że sramto. Nie wiem co sprawiło, że ja akurat ten sezon łyknąłem bez zastrzeżeń, ale taki jest fakt. W końcu finał sezonu obejrzałem tego samego dnia, co się pojawił, a taki „Homeland” wciąż skończyć nie mogę. Widocznie, tak jak pisałem wcześniej, polubiłem bohaterów i wciągnąłem się w ich walkę o przetrwanie. Dość nudną, tak. I dość monotonną – co odcinek to problem, w którego trakcie pojawiało się mniej lub więcej zombiaków.

Sam finał nie wyróżniał się specjalnie na tle pozostałych odcinków. Więcej rozpierduchy było i trupów, choć nie da się ukryć, że wśród bohaterów niezombiakowych nagle pojawili się tacy, których specjalnie nie kojarzę, a akurat teraz zginęli, żeby było dramatycznie.

Trudno się było spodziewać, że będzie inaczej. Finał potwierdził, że to co mogło się skończyć po dwóch odcinkach rozciągnięto do całego sezonu. W kolejnym zmienimy lokację, no i poznamy jakiegoś miejscowego Blade’a. Ale to na jesień. Póki co za nami sympatyczny finał, który chyba jednak nikogo o szybsze bicie serca nie przyprawił.

Spartacus <207

W końcu postanowiłem nadrobić i poszło w dwa dni. Znak to, że serial ma się dobrze. Przede mną jeszcze ósmy odcinek, więc jakby co to nie spoilerujcie. A jak zaspoilerujecie to trudno.

To już oczywiście nie to samo co oryginalny pierwszy sezon, ale formuła na ekscytujące widowisko pozostała. Dużo cycków, dużo krwi, dużo napompowanych facetów i dużo nagiej Vivy Bianki. Wystarczy, żeby odcinek za odcinkiem szybko leciał, a z monitora płynęła krew w ilościach hurtowych. A wśród tych wszystkich odcinków jeden naprawdę zajebisty – piąty.

Nie powiem nic nowego, ale nowy aktor od Spartacusa marny. Nie dość, że nie przypakował do roli, to jeszcze tę rolę dostał mdłą strasznie. W zasadzie wygłasza tylko mowy motywacyjne i to już wszystko. Zdecydowanie ciekawszy jest drugi plan, a to zasługa wielu fajnych postaci, które przewinęły do tej pory w serialu. Gannikus, Kriksos, Ojnomaus (nie chce mi się sprawdzać jak się ich imienia pisze). Spartacus to przy nich małe miki. Nie da się też jednak ukryć, że brakuje tak świetnej postaci, jaką był Batiatus.

Ja tam jestem zadowolony i czekam na więcej. Zdaje się, że kolejny sezon jest już pewny. Coś mi się obiło o uszy, że pojawi się w nim Juliusz Cezar, czyli zbliżać się będziemy ku końcowi. Ale zanim to nastąpi jeszcze wiele członków poszybuje w powietrze.

Awake, 1×01

Postanowiłem dać szansę czemuś nowemu i powiem tak. Jeśli serial o tytule „awake” usypia to nie wróży niczego dobrego na cd. Prawdopodobnie w moim przypadku nawet nie będzie ciągu dalszego.

A gdyby jednak kogoś interesowała co to, a nie wiedział to już mówię. Gliniarz wraz z rodziną (żona, syn) wychodzi cało z wypadku samochodowego. Gorzej z jego rodziną. Tyle tylko, że gliniarz każdego ranka na zmianę budzi się w świecie, w którym żyje syn, a nie żyje żona i vice versa. Żyje żona, nie żyje sen. Nie wiedząc co jest snem, a co jawą łazi w obu rzeczywistościach do psychiatrów rodem z „24” i „Prison Breaka” (to smutne, że Prison nie ma otagowanych żadnych sensownych wpisów na Q-Blogu), gdzie próbuje się dowiedzieć co i jak. Na razie się nie dowiedział. BTW, jak ktoś wie o co chodziło z tą konstytucją to niech da znać. Bo nie załapałem ani ja ani Asia.

A że nasz bohater jest gliną to przy okazji rozwiązuje kryminalne zagadki, w których pomocna jest mu wiedza wyniesiona z drugiej rzeczywistości. Zagadki jak to zagadki – standard i sztampa. Możecie mi więc dać znać czy potem wiodącym elementem fabuły są zagadki, czy może jakiś spisek, który zwidy gliniarza połączy i naprowadzi na Tajemnicę do rozwiązania bez oglądania się na kryminalne sprawy, których co tydzień po dziesięć w rożnych serialach. Jeśli to drugie to może jeszcze spróbuję. Jeśli to pierwsze to cancel definitywny.

Smash, 1×01

Żal byłoby nie podążyć wzorem „Glee„, który śpiewaniu na telewizyjnym ekranie przyniósł sławę. Z tego punktu wyjścia wyrusza fabuła „Smash” mając nadzieję na powtórzenie sukcesu. Pewnie już pozamiatane i szanse na to są marne, ale do oglądania wydaje się sympatyczny. Przynajmniej po pierwszym odcinku wiem, że obejrzę dalej.

Co mi przypomina, że w „Glee” utknąłem w drugim sezonie na świątecznym odcinku i dalej ruszyć nie mogę.

„Smash” jest bardziej na poważnie. Oto podjęta zostaje próba wystawienia musicalu o życiu Marilyn Monroe. Jak się skończy na razie nie wiadomo. Póki co trwają castingi.

Serialowy musical pełną gębą. Trochę inaczej niż „Glee”, w którym bardziej wygląda to na serial z piosenkami. Chyba, bo mimo wszystko trochę przysypiałem 😛 Ale dalej obejrzę na pewno, choćby dlatego, że lubię Jacka Davenporta.

Revenge, 1×16

Z kronikarskiego obowiązku dodam, że dogoniłem na bieżąco „Revenge”, czyli dojechałem do odcinka przed przerwą, która zakończyć ma się jakoś w kwietniu.

Odcinek taki trochę buforowy pomiędzy pierwszą, a drugą częścią sezonu. Pionki i figury poustawiały się na nowych polach szachownicy i pojawiły się nowe możliwości ruchów. Czekam z niecierpliwością.

Skomentuj

Twój adres mailowy nie zostanie opublikowany. Niezbędne pola zostały zaznaczone o taką gwiazdką: *

*

Quentin

Quentin
Jestem Quentin. Filmowego bloga piszę nieprzerwanie od 2004 roku (kto da więcej?). Wcześniej na Blox.pl, teraz u siebie. Reszta nieistotna - to nie portal randkowy. Ale, jeśli już koniecznie musicie wiedzieć, to tak, jestem zajebisty.